Gdy podróżnicy dotarli do Nowej Auterry, zobaczyli obraz daleki od postapokaliptycznych wizji, które niekiedy w mediach towarzyszom spekulacjom na temat losów Bialenii po upadku Republiki. Zwrócili uwagę na tradycyjne stroje, noszone przez mieszkańców miasta. Wprowadzały one orientalny nastrój, poza nimi jednak nic nie wskazywało na to, by Bialenia w ciągu ostatnich kilku miesięcy oddaliła się od cywilizowanego mikroświata.
Ordyjscy żeglarze zostali przyjęci z sympatią przez lokalną ludność. Gdy tylko opowiedzieli skąd pochodzą i kto poprosił ich o zorientowanie się w bieżącej sytuacji na Archipelagu Valhalli, natychmiast zaproponowano im, by udali się do Ratusza, który obecnie nosi nazwę Urzędu Komitetu Wykonawczego Miejskiego Komitetu Ludowego w Nowej Auterze. Ta skomplikowana nazwa nawiązuje do nowego ustroju panującego na ziemiach bialeńskich. Bialeńczycy postanowili wziąć dosłownie idee Patrona Bialenii Muammara Kaddafiego i oprzeć ustrój całego państwa na komitetach ludowych. Staremu reżimowi zarzuca się obecnie, że kaddafizm był tylko fasadą dla rządów oligarchii. Najważniejszą osobą w mieści jego I Sekretarz Komitetu Wykonawczego i to on osobiście przyjął przybyszów z krainy stepów.
Co udało się ustalić? Pominąwszy nowomowę, która może drażnić czytelników nieprzywykłych do realiów postrepublikańskiej Bialenii, rzec można, iż Nowa Auterra jest obecnie republiką miejską. Władzę w mieście sprawują komitety ludowe, one też wybierają urzędników. Najważniejsi z nich wchodzą w skład Komitetu Wykonawczego, będącego odpowiednikiem rządu. Kadencja jego członków trwa tylko rok, mieszkańcy obawiają się bowiem, że dłuższe sprawowanie urzędów mogłoby doprowadzić do ponownego oligarchizacji ustroju.
W innych miastach bialeńskich sytuacja wyglądać ma podobnie. Poszczególne regiony powołały swoje komitety ludowe, które z kolei wybrała swoje komitety wykonawcze. Nie istnieje władza ogólnobialeńska. Bialenia znajduje się w sytuacji przypominającej rozbicie dzielnicowe. Ciężko zliczyć ile dżamahiirji miejskich obecnie znajduje się na terenie Archipelagu. Do tego część prowincji powołała swoje komitety wykonawcze, obawiając się, by mieszkańcy miast nie zyskali przewagi nad mieszkańcami wsi, co sprzeczne byłoby z ideałami kaddafistowskimi.
Istnieje tylko jedna organizacja ogólnobialeńska, która pełni funkcję katechoniczną, powstrzymującą poszczególne dżamahiriji przed wejściem w stan wojny wszystkich ze wszystkimi. Organizacją tą jest Zielony Kościół. Choć liczba ajatollahów znacznie się zwiększyła, bowiem każde quasi-państwo zapragnęło mieć swojego duchowego przywódcę, autorytet najwyższych nauczycieli muzułmańskich przypomina wiernym, iż wojna muzułmmanów przeciw muzułmanom jest grzechem, którego popełnienie mogłoby pogrążyć Bialenię w niewoli Iblisa. Dlatego też, choć do lokalnych sporów i potyczek czasem dochodzi, każda dżamahirija pilnuje się, by nie rozpętać wojny. Jak długo uda się utrzymać ten kruchy pokój? Ciężko stwierdzić. W każdym razie, partykularnych republik jest tak dużo, że nie sposób wyobrazić sobie, by któraś zjednoczyła Archipelag metodą podboju wewnętrznego. Jedyną nadzieją na zjednoczenie jest wyłonienie przez komitety ludowe przedstawicielskiego kongresu ogólnobialeńskiego. Na tę chwilę nic nie wskazuje, by miało do tego prędko dojść. Wszyscy za bardzo obawiają się powrotu systemu oligarchicznego.
Poza zakończeniu rozmowy z Pierwszym Sekretarzem, podróżnicy postanowili czym prędzej spisać raport dla Andżej-chana, by nie pominąć żadnych szczegółów. Osobą wyznaczoną do nadania relacji formy pisemnego został Altantsetseg Erdenebayarm, osoba najlepiej wykształcona spośród całej kompanii. Pionierzy podjęli wspólnie decyzję o przyjęciu zaproponowanej im przez Bialeńczyków gościny i spędzeniu w Nowej Auterze kilku dni. Tutejsza ludność jest bardzo gościnna. Największym problemem z dostępem do kumysu oraz innych napojów wyskokowych. Na szczęście zgromadzone na statku zapasy są wystarczające, by zaspokoić pragnienie wszystkich pasażerów.
Kilkudniowy postój jest okazją, by zaprezentować krótkie sylwetki następnych uczestników pionierskiego przedsięwzięcia.
Altan Erdenebaatar jest najstarszym uczestnikiem wyprawy. Niepozorna powierzchowność blisko 70-letniego, niewysokiego i siwego mężczyzny w żadnym stopniu nie odzwierciedla jego bogatego i bohaterskiego życia. W okresie radzieckim uczestniczył on w działaniach nacjonalistycznej i religijnej opozycji, za co wielokrotnie był aresztowany, kilka lat spędził w więzieniu, a kilka kolejnych na zesłaniu w Czuwacji. W czasie jednego z brutalnych przesłuchań stracił oko i do dziś chodzi w pirackiej opasce. Odzyskanie niepodległości nie skończyło jego epopei. Zaangażował się w politykę, ale nie przyniosła mu ona wielkich sukcesów. Schorowany i słabo wykształcony weteran opozycji był odpowiednią osobą, by napisać o nim artykuł i przypiąć mu medal, ale nie był dobrym materiałem do rządzenia. Następnie, mimo swojego wieku, uczestniczył w kolejnych wojnach z Brodrią i Nan Di. Aktualnie pobierana przyznaną mu przez Andżej-chana emeryturę specjalną i spędza starość w bundżadarskich pijalniach. Ze względu na zaangażowanie polityczne nie było mu dane założyć rodziny (żona rozwiodła się z nim po dwóch latach pożycia), co stara się zrekompensować sobie towarzystwem kompanów od szklanki. Choć niekiedy zamęcza ich swoimi skrajnie prawicowymi teoriami i religijnym prozelityzmem, jest otoczony szacunkiem ze względu na doświadczenia życiowe, wiedzę praktyczną oraz honorowe (choć nieco staroświeckie) zachowanie.
Sarnai Khongoroo to 52-latek, który na kompasie politycznym znalazłby się na przeciwległym biegunie w stosunku do starszego kolegi. Już w latach szkolnych zapisał się do komsomołu, w którego działalność z wielkim zapałem się angażował. Był pracowity, choć jego umysł nie należał do szczególnie przenikliwych, dlatego też fakt przyjęcia go na studia prawnicze należy raczej składać na karb gorącego zapału ideologicznego, a nie rzetelnej wiedzy. Potwierdzeniem tej tezy, mogącej brzmieć jak zarzut, niech będzie fakt, iż do rozpadu Związku Radzieckigo w 1999 r. nie zdążył on tych studiów ukończyć. Nie był to jednak czas stracony - dzięki aktywnej działalności w komunistycznych stowarzyszeniach studenckich Sarnai zdołał poznać wiele osób, które w kolejnych dekadach kształtowały losy Brodrii. Po odzyskaniu niepodległości młody komunista zaangażował się w działalność polityczną po lewej stronie sceny politycznej, nie odniósł jednak sukcesów, które byłyby jego udziałem w ancient regimie. Aktualnie niedoszły prawnik zatrudniony jest w urzędzie miejskim w Bundżadarze. Czym wytłumaczyć można fakt, że komunista pracuje w chańskiej administracji? Andżej-chan postanowił oddzielić przeszłość grubą kreską i dać szansę wszystkim Ordyjczykom deklarującym przywiązanie do niepodległej ojczyzny, bez względu na ich przeszłość. Choć Sarnai spadł na cztery łapy, jego młodzieńcze ambicje nie zostały spełnione. Jedynym sposobem na zapomnienie o okrutnych realiach, które przekreśliły mu karierę, jest alkohol. Pije go więc coraz więcej, chętnie wdając się w polityczne dywagacje z Altanem. Mimo różnic, obaj mężczyźni potrafią się dogadać, wszak obaj położyli swoje życie na stosie idei, i niewiele z tego mają. Cóż z tego, że to dwie tak odległe od siebie idee?
