Wioska-widmo - Jindziciun
W samym sercu gęstych nandijskich lasów, które rozciągają się na obszarach niewyobrażalnych dla mieszkańców większości państw Pollinu, istniała niegdyś wieś o nazwie Jindziciun. Jej dzieje są gotowym scenariuszem na horror lub idealną kanwą dla fabuły powieści grozy. Historia ta sięga XVII wieku, gdy władze Nan Di, uzależnionego od Brodrii, ale mimo to potężnego państwa, postanowiły wymazać ją z mapy ze względu na niepokojące doniesienia.
Wioska Jindziciun byłaby jak każda inna miejscowość tamtej epoki. Rolnictwo, drobne rzemiosło, ubogie chatki i regularne wizyty cesarskich poborców podatkowych. Od otoczenia wyróżniali ją jednak tajemniczy mieszkańcy. Miejscowość znajdowała się pośrodku gęstego lasu i prowadziła do niej tylko jedna dróżka. Nie sprzyjało to integracji z otoczeniem, natomiast bardzo przyczyniało się do kultywowania własnej odrębności i zachowania prastarych tradycji. Legenda głosi, że było co przechowywać - mieszkańcy wioski kultywować mieli starożytne praktyki magiczne, wywodzące się wprawdzie z tradycyjnej religii nandijskich, ale zarzucone w roku rozwoju dziejowego. Magia ta nie była niestety źródłem dobra, lecz mrocznych praktyk, które wzbudzały grozę w sercach przyjezdnych.
Legenda głosi, że w nocy można było usłyszeć niepokojące odgłosy, które starano się racjonalizować jako szum wiatru, ale nie były nim. Głosy te przemawiały bowiem w nieznanym języku, niepodobnym do żadnego z ludzkich języków. Szelesty te przypominały ponure zaklęcia. Mieszkańcy Jindziciun znajdować się mieli w posiadaniu magicznych umiejętności, jednak ich cena była wysoka. Ludzie z okolicznych wiosek opowiadali o atakach na przybyszów, których dusze miały być ofiarowane na ołtarzu demonicznych mocy.
W obawie przed rozprzestrzenianiem się zła, władze Nan Di podjęły drastyczne środki. Postanowiły wymazać Jindziciun z mapy, usuwając wszelkie ślady istnienia tej tajemniczej wioski. Zadanie to okazało się trudniejsze niż się spodziewano, ponieważ urzędnicy cesarscy bali się wyruszyć do wioski z informacją o konieczności opuszczania jej przez mieszkańców. Miejscowy włodarz bał się natomiast użyć przemocy wobec mieszkających tam ludzi, obawiają się klątwy. Podjęto więc decyzję o likwidacji wszelkich wzmianek o Jindziciun w dokumentach oraz na mapach. Zburzono także jedyny most, który umożliwiał dostanie się do wsi poprzez drogę.
Raz po raz pojawiały się opowieści o kartografach zmuszanych przez tajemniczą siłę do nanoszenia wsi na mapy, a także o osobach, które zgubiły się w lesie i cudem uniknęły złożenia w ofierze przez mieszkające w lesie potwory. Nie brakowało i śmiałków, którzy w pogoni za sławą i majątkiem chcieli dotrzeć do ukrytej w leśnej gęstwinie miejscowości. Wioska sprawiała jednak wrażenie zaklętej, a każda próba przybliżenia się do jej granic kończyła się zapomnieniem i dezorientacją.
Dzisiaj, kiedy mapy Nan Di zostały całkowicie oczyszczone ze wzmianek o wiosce i nikt nie pamięta już gdzie się rzeczywiście znajdowała, można ulec złudzeniu, że Jindziciun zniknęło bez śladu i pozostaje po nim jedynie legenda. Czasem jednak, gdy noc jest najciemniejsza, a wiatr niesie szepty przez las, mieszkańcy znajdujących się blisko lasów wsi opowiadają sobie nawzajem o mrocznym sekrecie – o zagubionej wiosce, gdzie drzewa mówią w obcym języku, a tubylcy składają krwawe ofiary.