Piotr de Zaym pisze: 05 lis 2025, 14:18
Bez gospodarki głównym tematem debat w mikronacjach będzie liczba i nazwy ministerstw. Bo nawet temat v-małżeństw jakoś zanikł, v-religie trzymają się słabo, tylko v-armie funkcjonują bo są jacyś entuzjaści...
Potrzebujemy zmian - i na początek myślenia nad zmianami.
Andrzej Ordyński pisze: 05 lis 2025, 20:06
Jakbyśmy opracowali szczegółowo pomysł, to może udałoby się kiedyś namówić jakiegoś informatyka na stworzenie prostego systemu.
Problem stworzenia gospodarki (mechanizmów gospodarczych) w mikroświecie jest taki, że pomimo bazowania na relowych i odrelowych przedmiotach, produktach i działaniach - sam system od początku musi być nierealistyczny.
Nie da się bowiem stworzyć mechanizmu zbliżonego do realnej gospodarki, gdzie w obrocie są miliardy "jednostek pieniężnych". W naszej skali nie dopasujemy odpowiednika (jednakowej skali) do zakupu samochodu czy domu do zakupu okrętu czy wręcz wyposażenia nawet niewielkiej armii czy budowie miasta itd.
Ceny muszą pozostać całkowicie umowne, całkowicie nierealistyczne i zależne od indywidualnego dogadania się sprzedającego i kupującego.
Zastanawiałem się kiedyś czy nasza bialeńska "gospodarka księgowych" miałaby rację bytu w sytuacji gdyby nie była dokonywana ręcznie, a miała jakiś informatyczny mechanizm ogarniający kwestie księgowe właśnie. Bo moim zdaniem sam pomysł i opracowanie zależności było zrobione dobrze, ale gospodarka upadła poprzez brak chęci uczestników do prowadzenia tej całej "buchalterii"... która była dość złożona. Finalnie tylko Maciej Kamiński i ja się w to bawiliśmy... a to było zbyt mało i zniechęciło innych do prowadzenia działalności gospodarczych.
System był oparty na zależnościach i procentowym przekazywaniu środków do innych podmiotów.
W dużym uproszczeniu wyglądało to tak, że jak miałem fabrykę zbrojeniową to gdy sprzedałem np. Armii Bialeńskiej sprzęt za (przykładowo) 1000 bialenów (taka jak pamiętam była tam jednostka monetarna) to zyskiem firmy było powiedzmy 30 % tej sumy - reszta to były koszty i podatki.
Dla spójności systemu każda branża miała narzucone procentowo koszty w stylu:
- 10% podatku dla skarbu państwa,
- 10% do firmy energetycznej,
- 20% do firmy produkującej stal,
- 30% do firmy produkującej elektronikę.
Z kolei wspomniana np. firma produkująca stal musiała z tego co otrzymała oddać 70% z tego np.:
- 10 % jako podatek
- 10 % kolejom za transport surowców itp.
- 20 % do firmy energetycznej
- 30 % do firmy wydobywczej (ruda, węgiel)
Oczywiście to tylko w dużym uproszczeniu i dla przykładu, bo po 10 latach nie pamiętam tej całej siatki zależności, bo była bardzo rozbudowana np. linie lotnicze musiały płacić za obsługę lotnisk firmie, która miała porty lotnicze i za paliwo firmie zajmującej się wytwarzaniem i dystrybucją paliw (pamiętam, że firma nazywała się Bialen i była taką lekką i zieloną parodią Orlenu).
Był to dobrze opracowany i bardzo mocno rozbudowany system (powyższe to tylko mały przykład by zrozumieć o co w tym chodziło), który w sumie działał... przez chwilę, bo szybko się ludziom znudziło mozolne prowadzenie rachunków. Finalnie w sumie z Maciejem prowadziliśmy to za wszystkich i za Skarb Państwa, a i tak ludzie się zniechęcili biurokracją - bo nie samym pomysłem na gospodarkę.
Nie jestem obiektywny... musiał by się wypowiedzieć np.
@Andrzej Ordyński, który jako wtedy Andrzej Swarzewski nawet wszedł z jedną firmą w ten system, ale szybko zniechęcił się buchalterią.
Czy gdyby tamten system działał automatycznie czyli gdyby rola prowadzącego firmę sprowadzała się tylko do dogadania transakcji i ustalenia jej wartości, a role kupującego tylko do zapłacenia kwoty na konto sprzedającego to czy taki system miałby rację bytu?