Tworzenie struktur Sił Zbrojnych KSA [temat roboczy]
: 16 lip 2025, 19:24
Konfederacja Stanów Arcadii czerpała od początku wiele inspiracji z reglowych Stanów Zjednoczonych. Oczywiście to tylko inspiracje, a nie kompletne naśladownictwo, ale podobieństwa są czytelne.
Podobnie w zakresie tworzenia Sił Zbrojnych… zarówno poprzednio, jak i obecnie pewne „amerykańskie elementy” występują. Głównie sprzętowe – tak dla zachowania pewnego „klimatu”. Ale nie jest to stuprocentowe… w zasadzie w zakresie broni strzeleckiej prawie wcale (pojedyncze elementy) – no, ale w reglowym USA poza rodziną M16/M4 (zresztą od lat chcieli by to wymienić, ale to ogromne koszty przy tak wielkiej armii, stąd kolejne pomysły upadają bo… się nie opłaca) to reszta obecnie używanej broni ma pochodzenie europejskie i jest produkowana w USA na licencji (choć są takie i bez licencji) włoskiej, niemieckiej, belgijskiej, szwedzkiej itd.
W przypadku sprzętu pancernego i pojazdów wojskowych można czerpać z reglowego USA znacznie więcej – bo w przeciwieństwie do wspomnianej broni strzeleckiej ten sprzęt jest na światowym poziomie.
Jeżeli więc wybieramy dla naszej armii gąsienicowy, bojowy wóz piechoty to jest to IFV M26A2 czyli odpowiednik reglowego M2A3 Bradley. No i siłą rzeczy należy się przyjrzeć strukturom jakie istniały w reglowych plutonach wyposażonych w te pojazdy.

Pierwotnie ten pojazd wprowadzony do produkcji i służby w 1980 był 9-osobowy. Z tego 3 żołnierzy stanowiło załogę BWP – dowódca wozu, działonowy i kierowca. Pozostawało 6 miejsc dla żołnierzy desantu. W związku z tym struktury organizacyjne wprowadzone w 1986 (bo oczywiście potrzebny był czas na wyprodukowanie odpowiedniej ilości M2 i przezbrojenie pododdziałów z transporterów M113) przewidywały 9-osobową drużynę, z której 6 ludzi ulegało spieszeniu.
W zasadzie taki układ był w ówczesnym świecie standardem – załogę BWP zaliczano do składu drużyny zmechanizowanej. Tyle, że amerykańska drużyna była niezbyt liczna – bo większość pojazdów europejskich tej klasy miała 7-8 miejsc dla desantu, a amerykański tylko 6.

Pluton zmechanizowany miał cztery bojowe wozy piechoty - trzy dla drużyn zmechanizowanych oraz jeden dla dowódcy plutonu i jego grupy (sekcji dowodzenia? Nie wiem… przed wojną mieliśmy na to udane polskie wyrażenie: poczet dowódcy, ale potem zanikło).
Tak to sobie trwało do początku lat 90-tych… do końca tzw. „zimnej wojny”. Choć już pod koniec tego okresu dyskutowano nad zmianami. Co prawda te na najniższych szczeblach nie były najważniejsze, ale też się sporo zmieniło.
Otóż w strukturach z okolic 1993 oddzielono drużynę od obsługi bojowego piechoty oraz uznano za optymalną liczebność – 9 żołnierzy.

Dowódca drużyny oraz dwie 4-osobowe sekcje. Ponieważ jednak w czterech M2 było tylko 24 miejsc desantowych to pluton tworzył dwie takie drużyny. Oprócz tego był jeszcze dowódca plutonu i jego „poczet” w postaci radiotelegrafisty, dwóch obserwatorów i sanitariusza. W pewnym sensie trzecią drużyną były obsługi BWP na wozach – dowodzone przez sierżanta – zastępcę dowódcy plutonu.

Był to nawet sensowny układ… ponieważ plutony czołgów miały po cztery pojazdy i zwykle para czołgów współdziała z plutonem piechoty zmechanizowanej to podział „na dwa” miał oczywisty sens.

Tak to sobie jakiś czas trwało, ale im bliżej przełomu wieków tym bardziej ówczesne doktryny odrzucały możliwość wojny w „zimnowojennym stylu”. Przypomnę, że wtedy miały to być zmasowane starcia czołgów, bojowych wozów piechoty wparte silnym ogniem artylerii.
Bardzo często wieszczono wręcz koniec czołgów i zmechanizowanej piechoty w „dawnym stylu”… było to widać też w armiach europejskich – liczbę czołgów i BWP zmniejszano. Amerykanie też poszli w tworzenie „lekkiej piechoty” na kołowych transporterach opancerzonych (nawet nie kołowych BWP). Coraz większy nacisk szedł na przygotowanie do konfliktów „asymetrycznych”… czyli pojedziemy do jakiś „unóf burmu” i będziemy im za pomocą karabinu wtłaczać do głowy nasz „styl życia” i naszą „demokrację”.
Do tego bardziej przydawała się piechota niż piechota na wozach bojowych. Do tego jeszcze doszły oszczędności – bo skoro nie ma wroga grożącego naszemu krajowi (jak za czasów ”zimnej wojny”) to trudniej przekonać polityków do zwiększania środków na obronność. Ludzie też jakoś niespecjalnie nie chcieli by szły na to ich podatki… woleli wywalać to na różne „socjale” itd.
Efekt był taki, że gdy modernizowano Bradley’e to wtłoczono do jego wnętrza jeszcze jednego żołnierza. I teraz pojemność pojazdu wynosiła 3 + 7. Tyle, że przecież sam pojazd nie „urósł” – miejsce w środku były tyle co dawniej, ale „przearanżowano wnętrze”, zrezygnowano z możliwości prowadzenia ognia z przedziału desantowego i „wygospodarowano” jeszcze jedno miejsce. Czytaj: wciśnięto tam „na śledzia” jeszcze jednego żołnierza – pogarszając oczywiście warunki wewnątrz pojazdu.
Postanowiono mieć teraz trzy drużyny 9-osobowe… czyli pluton liczący 32 żołnierzy.
Tylko, że miejsc desantowych było po modernizacji 28 (zamiast wcześniej 24) i nijak się wszyscy nie mieszczą. Wcześniej każda drużyna miała dwa BWP, a dowódca plutonu i jego „poczet” był rozdzielony po poszczególnych pojazdach – a jednym było nawet wolne miejsce.
Teraz nie dość, że nie tylko drużyny musiano podzielić pomiędzy różne pojazdy to jeszcze nawet 4-osobowe sekcje musiały zostać podzielone by się pomieścili. Ale i tak się nie pomieścili i dla 4 żołnierzy miejsca w pojazdach po prostu nie ma. Radiotelegrafista, obserwatorzy i sanitariusz nie mają pojazdu… i albo zostają na „pozycjach wyjściowych” czy w bazie, albo aby ich zabrać trzeba wywalić z BWP-ów jedną sekcję. Do tego ten cząstkowy podział pomiędzy pojazdy powoduje totalny chaos podczas spieszania plutonu. Pół biedy jak w całości, ale już drużynami problem… bo na jednym pojeździe jest kawałek jednej drużyny i kawałek kolejnej. Co ciekawe nawet nie podzieli się tego „na dwa”, bo te kawałki są po różnych pojazdach.

Może i to się jakoś sprawdzało w tych wszelakich „misjach stabilizacyjnych”, bo pewnie te plutony nigdy nie miały pełnej obsady (chorzy, urlopowani, prace i służby w bazie itp.). A do tego żołnierze ściśnięci w pojazdach (7 zamiast 6) zbyt długo w nich nie przebywali. Znacznie częściej wykonywali działania piesze lub wożono ich samochodami… Do tego było to bardziej ekonomiczne bo więcej żołnierzy wymagało mniej BWP. Choć to w sumie „fajne”… np. nie zabraliśmy radiotelegrafisty bo się „nie zmieścił”, a tutaj szlag nam trafił pojazdy (ugrzęzły, zniszczyli je, odcięli nas od nich – nie ma jak wykorzystać ich radiostacji) – wezwało by się wsparcie, ale przecież „małe radyjko” nie da rady.
Tyle, że nieco ponad trzy lata temu okazało się, że te wszystkie pierdoły o „końcu wojny zmechanizowanej” można sobie wsadzić z buty (z czego mam osobistą złośliwą satysfakcję bo wykłócałem się o to latami… również w armii). Dalej najważniejsze na lądzie są czołgi, bojowe wozy piechoty i artyleria… Wojna zmechanizowana, do jakiej przygotowywano się w okresie „zimnej wojny” sobie wróciła i zaczęło się ponowne (i to często gwałtowne) kupowanie czołgów BWP i dział samobieżnych.
Tak czy inaczej nawet amerykanie uznają, że ten ich obecny podział oraz taka struktura plutonu jest kiepska i zaradzali by następca bojowego wozu piechoty M2 miał 9-osobowy desant.
Chociaż pierwotnie dałem się ponieść tej zmianie i nasze M26M2 miały 7 miejsca dla desantu, to po namyśle zacząłem być do tego bardziej sceptyczny. Pogarszanie warunków we wnętrzu pojazdu może nie wyjść „na zdrowie”.
Gorsze warunki = zmęczony żołnierz, a taki walczy gorzej. Mniej miejsca na wyposażenie, amunicję czy dodatkową broń = mniejsze możliwości w walce. Nie wiem czy warto? Szczególnie, że nie musimy się oglądać na realową ekonomię. Chcemy mieć więcej żołnierzy to lepiej dodać czwarty pluton czy utworzyć więcej kompanii.
Proponuję więc co prawa zachować modernizację realową w zakresie wzmocnienia osłony pancernej, unowocześnienia systemów elektronicznych, systemów kierowania ogniem, łączności itd. – ale zostawić desanty 6-osobowe. W domyśle wiemy, że w razie czego wciśniemy tego siódmego żołnierza, ale jako rozwiązanie ”awaryjne” (np. konieczność ewakuacji kogoś „pod pancerzem”) – za to możemy zabrać więcej wyposażenia, amunicji i dodatkowego uzbrojenia.
Bo to może się tak wydawać, że co za problem zrobić 7 zamiast 6 miejsc… tylko sobie teraz wyobraźcie ile miejsca zajmuje rosły chłop, w kamizelce z masa gratów na niej zawieszonych, w hełmie i z bronią. Jeżeli np. uznamy, że w pojeździe chcemy wozić dodatkowy karabin maszynowy i granatnik z zapasem amunicji to je sobie swobodnie umieścimy i jeszcze nie wykorzystamy tego miejsca zajmowanego przez jednego żołnierza.
Jestem zdania, że nas pluton powinien mieć w sumie 36 żołnierzy z tego 24 żołnierzy spieszanych oraz 12 będących załogami bojowych wozów piechoty.
Moim zdaniem możemy omówić dwie główne koncepcje:
1/ Koncepcja „tradycyjna” – jeden BWP = jedna drużyna.

W tym przypadku mamy cztery bojowe wozy piechoty M26M2:
BWP nr 1 – dowódca plutonu i jego poczet: 1 + 3 + 5
BWP nr 2 – drużyna: 3 + 6
BWP nr 3 – drużyna: 3 + 6
BWP nr 4 – drużyna: 3 + 6
Każda z trzech drużyn składała by się z:

- dowódca drużyny (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- strzelec (karabinek AC-10, w razie potrzeby zabiera granatnik URL-3),
- strzelec (karabinek AC-10, w razie potrzeby zabiera dodatkową amunicję do granatnika),
- zastępcy dowódcy drużyny/dowódca BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- działonowego BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- kierowcy BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10).
Natomiast dowództwo plutonu to:

- dowódca plutonu (karabinek AC-10),
- radiotelegrafista (karabinek AC-10, radiostacja plecakowa),
- celowniczy działa bezodrzutowego (karabinek AC-10, lekkie działo b.o. LRG-4),
- pomocnik celowniczego działa bezdorzutowego (karabinek AC-10, amunicja do LRG-4),
- strzelec wyborowy (karabinek AC-10MR),
- sanitariusz (karabinek AC-10)
- zastępcy dowódcy plutonu/dowódca BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- działonowego BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- kierowcy BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10).
2/ Koncepcja podziału plutonu na dwie drużyny, bez zaliczania obsługi BW do kładu drużyny – dwa BWP = jedna drużyna.
Przy czym można w tym przypadku założyć wariantowość uzbrojenia – drużyna ma dwa rkm-y LMG-6 (lżejsze od km MG-7) oraz granatnik URL-3 (gdy nie jest potrzebny zostaje w wozie).
Każda z dwóch drużyn składała by się z:

- dowódca drużyny (karabinek AC-10),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy granatnika (karabinek AC-10, granatnik URL-3),
- pomocnik celowniczego granatnika (karabinek AC-10, zabiera dodatkową amunicję do granatnika),
W innym wariancie można zastąpić granatnik drugim km-em:


- dowódca drużyny (karabinek ze strzelbą AC-10),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub rkm LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
Generalnie ukompletowanie byłoby takie, że w każdym wozie jest przewożony zarówno karabin maszynowy MG-7, jak i granatnik URL-3 – oczywiście oba rodzaje broni z zapasem amunicji i stosownymi elementami ekwipunku do jej przenoszenia…
W oryginalnej amerykańskiej strukturze każda sekcja ma karabinek maszynowy (czyli rkm na amunicje pośrednią) czyli w drużynie są dwa kbkm.
Jednak wychodzę z założenia, że czas karabinków maszynowych przeminął. Owszem był okres gdy się nimi zachwycano – miały dużą siłę ognia, były mobilne i jeden żołnierz przenosił spory zapas amunicji (bo amunicja pośrednia jest stosunkowo lekka – dwa prawie dwa razy mniejsza masę jak amunicja karabinowa). Taka broń ma jednak spore wady… przede wszystkim mniejsza energia pocisku i wcale nie chodzi tutaj o zasięg skutecznego ognia co było przyczyną zachwytu nad karabinkami maszynowymi (mają podobną jak rkm-y), ale o przemijalność osłon i „czynnik destrukcyjny” nie Tylka na człowieka (jego to akurat łatwo „zepsuć’), ale pojazdy, elementy konstrukcji budynków itd. Do tego dochodzi dość powszechne stosowanie przez żołnierzy indywidualnych osłon balistycznych.
W tej materii dochodzi do renesansu karabinów maszynowych (na amunicję karabinową) – trochę na zasadzie, że jednak sporo lepszy efekt daje 100-nabojowa taśma amunicji z pociskami o energii wylotowej 3500-4000 J niż 200-nabojowa (podobna masa) amunicji z pociskami o energii 1300-2500 J.

Dlatego w arkadyjskich drużynach proponuję „normalne” karabiny maszynowe… pod dyskusję poddaję czy uniwersalne MG-7 czy jednak nieco lżejsze LMG-6.
W przypadku koncepcji z dwoma drużynami (i wyłączeniem z nich załóg BWP) każda drużyna ma dwa bojowe wozy piechoty oraz 3 wolne miejsca (razem 6 w plutonie), na których lokuje się „poczet dowódcy”:
- dowódca plutonu (karabinek AC-10)
- radiotelegrafista (karabinek AC-10)
- celowniczy działa bezodrzutowego (karabinek AC-10, lekkie działo b.o. LRG-4),
- pomocnik celowniczego działa bezdorzutowego (karabinek AC-10, amunicja do LRG-4),
- strzelec wyborowy (karabinek AC-10MR),
- sanitariusz (karabinek AC-10)

BWP nr 1 – dowódca plutonu, radiotelegrafista i sekcja A/ 1 drużyny
BWP nr 2 – dowódca 1 drużyny i sekcja B/ 1 drużyny oraz strzelec wyborowy
BWP nr 3 – dowódca 2 drużyny i sekcja A/ 2 drużyny oraz sanitariusz
BWP nr 4 – sekcja B/2 drużyny oraz 2-osobowa obsługa działa b.o.
Zapraszam do dyskusji...
@Anastasia Windsachen
Podobnie w zakresie tworzenia Sił Zbrojnych… zarówno poprzednio, jak i obecnie pewne „amerykańskie elementy” występują. Głównie sprzętowe – tak dla zachowania pewnego „klimatu”. Ale nie jest to stuprocentowe… w zasadzie w zakresie broni strzeleckiej prawie wcale (pojedyncze elementy) – no, ale w reglowym USA poza rodziną M16/M4 (zresztą od lat chcieli by to wymienić, ale to ogromne koszty przy tak wielkiej armii, stąd kolejne pomysły upadają bo… się nie opłaca) to reszta obecnie używanej broni ma pochodzenie europejskie i jest produkowana w USA na licencji (choć są takie i bez licencji) włoskiej, niemieckiej, belgijskiej, szwedzkiej itd.
W przypadku sprzętu pancernego i pojazdów wojskowych można czerpać z reglowego USA znacznie więcej – bo w przeciwieństwie do wspomnianej broni strzeleckiej ten sprzęt jest na światowym poziomie.
Jeżeli więc wybieramy dla naszej armii gąsienicowy, bojowy wóz piechoty to jest to IFV M26A2 czyli odpowiednik reglowego M2A3 Bradley. No i siłą rzeczy należy się przyjrzeć strukturom jakie istniały w reglowych plutonach wyposażonych w te pojazdy.

Pierwotnie ten pojazd wprowadzony do produkcji i służby w 1980 był 9-osobowy. Z tego 3 żołnierzy stanowiło załogę BWP – dowódca wozu, działonowy i kierowca. Pozostawało 6 miejsc dla żołnierzy desantu. W związku z tym struktury organizacyjne wprowadzone w 1986 (bo oczywiście potrzebny był czas na wyprodukowanie odpowiedniej ilości M2 i przezbrojenie pododdziałów z transporterów M113) przewidywały 9-osobową drużynę, z której 6 ludzi ulegało spieszeniu.
W zasadzie taki układ był w ówczesnym świecie standardem – załogę BWP zaliczano do składu drużyny zmechanizowanej. Tyle, że amerykańska drużyna była niezbyt liczna – bo większość pojazdów europejskich tej klasy miała 7-8 miejsc dla desantu, a amerykański tylko 6.

Pluton zmechanizowany miał cztery bojowe wozy piechoty - trzy dla drużyn zmechanizowanych oraz jeden dla dowódcy plutonu i jego grupy (sekcji dowodzenia? Nie wiem… przed wojną mieliśmy na to udane polskie wyrażenie: poczet dowódcy, ale potem zanikło).
Tak to sobie trwało do początku lat 90-tych… do końca tzw. „zimnej wojny”. Choć już pod koniec tego okresu dyskutowano nad zmianami. Co prawda te na najniższych szczeblach nie były najważniejsze, ale też się sporo zmieniło.
Otóż w strukturach z okolic 1993 oddzielono drużynę od obsługi bojowego piechoty oraz uznano za optymalną liczebność – 9 żołnierzy.

Dowódca drużyny oraz dwie 4-osobowe sekcje. Ponieważ jednak w czterech M2 było tylko 24 miejsc desantowych to pluton tworzył dwie takie drużyny. Oprócz tego był jeszcze dowódca plutonu i jego „poczet” w postaci radiotelegrafisty, dwóch obserwatorów i sanitariusza. W pewnym sensie trzecią drużyną były obsługi BWP na wozach – dowodzone przez sierżanta – zastępcę dowódcy plutonu.

Był to nawet sensowny układ… ponieważ plutony czołgów miały po cztery pojazdy i zwykle para czołgów współdziała z plutonem piechoty zmechanizowanej to podział „na dwa” miał oczywisty sens.

Tak to sobie jakiś czas trwało, ale im bliżej przełomu wieków tym bardziej ówczesne doktryny odrzucały możliwość wojny w „zimnowojennym stylu”. Przypomnę, że wtedy miały to być zmasowane starcia czołgów, bojowych wozów piechoty wparte silnym ogniem artylerii.
Bardzo często wieszczono wręcz koniec czołgów i zmechanizowanej piechoty w „dawnym stylu”… było to widać też w armiach europejskich – liczbę czołgów i BWP zmniejszano. Amerykanie też poszli w tworzenie „lekkiej piechoty” na kołowych transporterach opancerzonych (nawet nie kołowych BWP). Coraz większy nacisk szedł na przygotowanie do konfliktów „asymetrycznych”… czyli pojedziemy do jakiś „unóf burmu” i będziemy im za pomocą karabinu wtłaczać do głowy nasz „styl życia” i naszą „demokrację”.
Do tego bardziej przydawała się piechota niż piechota na wozach bojowych. Do tego jeszcze doszły oszczędności – bo skoro nie ma wroga grożącego naszemu krajowi (jak za czasów ”zimnej wojny”) to trudniej przekonać polityków do zwiększania środków na obronność. Ludzie też jakoś niespecjalnie nie chcieli by szły na to ich podatki… woleli wywalać to na różne „socjale” itd.
Efekt był taki, że gdy modernizowano Bradley’e to wtłoczono do jego wnętrza jeszcze jednego żołnierza. I teraz pojemność pojazdu wynosiła 3 + 7. Tyle, że przecież sam pojazd nie „urósł” – miejsce w środku były tyle co dawniej, ale „przearanżowano wnętrze”, zrezygnowano z możliwości prowadzenia ognia z przedziału desantowego i „wygospodarowano” jeszcze jedno miejsce. Czytaj: wciśnięto tam „na śledzia” jeszcze jednego żołnierza – pogarszając oczywiście warunki wewnątrz pojazdu.
Postanowiono mieć teraz trzy drużyny 9-osobowe… czyli pluton liczący 32 żołnierzy.
Tylko, że miejsc desantowych było po modernizacji 28 (zamiast wcześniej 24) i nijak się wszyscy nie mieszczą. Wcześniej każda drużyna miała dwa BWP, a dowódca plutonu i jego „poczet” był rozdzielony po poszczególnych pojazdach – a jednym było nawet wolne miejsce.
Teraz nie dość, że nie tylko drużyny musiano podzielić pomiędzy różne pojazdy to jeszcze nawet 4-osobowe sekcje musiały zostać podzielone by się pomieścili. Ale i tak się nie pomieścili i dla 4 żołnierzy miejsca w pojazdach po prostu nie ma. Radiotelegrafista, obserwatorzy i sanitariusz nie mają pojazdu… i albo zostają na „pozycjach wyjściowych” czy w bazie, albo aby ich zabrać trzeba wywalić z BWP-ów jedną sekcję. Do tego ten cząstkowy podział pomiędzy pojazdy powoduje totalny chaos podczas spieszania plutonu. Pół biedy jak w całości, ale już drużynami problem… bo na jednym pojeździe jest kawałek jednej drużyny i kawałek kolejnej. Co ciekawe nawet nie podzieli się tego „na dwa”, bo te kawałki są po różnych pojazdach.

Może i to się jakoś sprawdzało w tych wszelakich „misjach stabilizacyjnych”, bo pewnie te plutony nigdy nie miały pełnej obsady (chorzy, urlopowani, prace i służby w bazie itp.). A do tego żołnierze ściśnięci w pojazdach (7 zamiast 6) zbyt długo w nich nie przebywali. Znacznie częściej wykonywali działania piesze lub wożono ich samochodami… Do tego było to bardziej ekonomiczne bo więcej żołnierzy wymagało mniej BWP. Choć to w sumie „fajne”… np. nie zabraliśmy radiotelegrafisty bo się „nie zmieścił”, a tutaj szlag nam trafił pojazdy (ugrzęzły, zniszczyli je, odcięli nas od nich – nie ma jak wykorzystać ich radiostacji) – wezwało by się wsparcie, ale przecież „małe radyjko” nie da rady.
Tyle, że nieco ponad trzy lata temu okazało się, że te wszystkie pierdoły o „końcu wojny zmechanizowanej” można sobie wsadzić z buty (z czego mam osobistą złośliwą satysfakcję bo wykłócałem się o to latami… również w armii). Dalej najważniejsze na lądzie są czołgi, bojowe wozy piechoty i artyleria… Wojna zmechanizowana, do jakiej przygotowywano się w okresie „zimnej wojny” sobie wróciła i zaczęło się ponowne (i to często gwałtowne) kupowanie czołgów BWP i dział samobieżnych.
Tak czy inaczej nawet amerykanie uznają, że ten ich obecny podział oraz taka struktura plutonu jest kiepska i zaradzali by następca bojowego wozu piechoty M2 miał 9-osobowy desant.
Teraz wracamy do naszej organizacji… w Arcadii.
Chociaż pierwotnie dałem się ponieść tej zmianie i nasze M26M2 miały 7 miejsca dla desantu, to po namyśle zacząłem być do tego bardziej sceptyczny. Pogarszanie warunków we wnętrzu pojazdu może nie wyjść „na zdrowie”.
Gorsze warunki = zmęczony żołnierz, a taki walczy gorzej. Mniej miejsca na wyposażenie, amunicję czy dodatkową broń = mniejsze możliwości w walce. Nie wiem czy warto? Szczególnie, że nie musimy się oglądać na realową ekonomię. Chcemy mieć więcej żołnierzy to lepiej dodać czwarty pluton czy utworzyć więcej kompanii.
Proponuję więc co prawa zachować modernizację realową w zakresie wzmocnienia osłony pancernej, unowocześnienia systemów elektronicznych, systemów kierowania ogniem, łączności itd. – ale zostawić desanty 6-osobowe. W domyśle wiemy, że w razie czego wciśniemy tego siódmego żołnierza, ale jako rozwiązanie ”awaryjne” (np. konieczność ewakuacji kogoś „pod pancerzem”) – za to możemy zabrać więcej wyposażenia, amunicji i dodatkowego uzbrojenia.
Bo to może się tak wydawać, że co za problem zrobić 7 zamiast 6 miejsc… tylko sobie teraz wyobraźcie ile miejsca zajmuje rosły chłop, w kamizelce z masa gratów na niej zawieszonych, w hełmie i z bronią. Jeżeli np. uznamy, że w pojeździe chcemy wozić dodatkowy karabin maszynowy i granatnik z zapasem amunicji to je sobie swobodnie umieścimy i jeszcze nie wykorzystamy tego miejsca zajmowanego przez jednego żołnierza.
Jestem zdania, że nas pluton powinien mieć w sumie 36 żołnierzy z tego 24 żołnierzy spieszanych oraz 12 będących załogami bojowych wozów piechoty.
Moim zdaniem możemy omówić dwie główne koncepcje:
1/ Koncepcja „tradycyjna” – jeden BWP = jedna drużyna.

W tym przypadku mamy cztery bojowe wozy piechoty M26M2:
BWP nr 1 – dowódca plutonu i jego poczet: 1 + 3 + 5
BWP nr 2 – drużyna: 3 + 6
BWP nr 3 – drużyna: 3 + 6
BWP nr 4 – drużyna: 3 + 6
Każda z trzech drużyn składała by się z:

- dowódca drużyny (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- strzelec (karabinek AC-10, w razie potrzeby zabiera granatnik URL-3),
- strzelec (karabinek AC-10, w razie potrzeby zabiera dodatkową amunicję do granatnika),
- zastępcy dowódcy drużyny/dowódca BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- działonowego BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- kierowcy BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10).
Natomiast dowództwo plutonu to:

- dowódca plutonu (karabinek AC-10),
- radiotelegrafista (karabinek AC-10, radiostacja plecakowa),
- celowniczy działa bezodrzutowego (karabinek AC-10, lekkie działo b.o. LRG-4),
- pomocnik celowniczego działa bezdorzutowego (karabinek AC-10, amunicja do LRG-4),
- strzelec wyborowy (karabinek AC-10MR),
- sanitariusz (karabinek AC-10)
- zastępcy dowódcy plutonu/dowódca BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- działonowego BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10),
- kierowcy BWP (pozostaje w pojeździe, karabinek AC-10).
2/ Koncepcja podziału plutonu na dwie drużyny, bez zaliczania obsługi BW do kładu drużyny – dwa BWP = jedna drużyna.
Przy czym można w tym przypadku założyć wariantowość uzbrojenia – drużyna ma dwa rkm-y LMG-6 (lżejsze od km MG-7) oraz granatnik URL-3 (gdy nie jest potrzebny zostaje w wozie).
Każda z dwóch drużyn składała by się z:

- dowódca drużyny (karabinek AC-10),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy granatnika (karabinek AC-10, granatnik URL-3),
- pomocnik celowniczego granatnika (karabinek AC-10, zabiera dodatkową amunicję do granatnika),
W innym wariancie można zastąpić granatnik drugim km-em:


- dowódca drużyny (karabinek ze strzelbą AC-10),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub rkm LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
- dowódca sekcji (karabinek ze strzelbą AC-10SG),
- strzelec z granatnikiem podwieszanym (karabinek z granatnikiem AC-10GL),
- celowniczy km-u (karabin maszynowy MG-7 lub LMG-6),
- pomocnik celowniczego km (karabinek AC-10, amunicja do km),
Generalnie ukompletowanie byłoby takie, że w każdym wozie jest przewożony zarówno karabin maszynowy MG-7, jak i granatnik URL-3 – oczywiście oba rodzaje broni z zapasem amunicji i stosownymi elementami ekwipunku do jej przenoszenia…
W oryginalnej amerykańskiej strukturze każda sekcja ma karabinek maszynowy (czyli rkm na amunicje pośrednią) czyli w drużynie są dwa kbkm.
Jednak wychodzę z założenia, że czas karabinków maszynowych przeminął. Owszem był okres gdy się nimi zachwycano – miały dużą siłę ognia, były mobilne i jeden żołnierz przenosił spory zapas amunicji (bo amunicja pośrednia jest stosunkowo lekka – dwa prawie dwa razy mniejsza masę jak amunicja karabinowa). Taka broń ma jednak spore wady… przede wszystkim mniejsza energia pocisku i wcale nie chodzi tutaj o zasięg skutecznego ognia co było przyczyną zachwytu nad karabinkami maszynowymi (mają podobną jak rkm-y), ale o przemijalność osłon i „czynnik destrukcyjny” nie Tylka na człowieka (jego to akurat łatwo „zepsuć’), ale pojazdy, elementy konstrukcji budynków itd. Do tego dochodzi dość powszechne stosowanie przez żołnierzy indywidualnych osłon balistycznych.
W tej materii dochodzi do renesansu karabinów maszynowych (na amunicję karabinową) – trochę na zasadzie, że jednak sporo lepszy efekt daje 100-nabojowa taśma amunicji z pociskami o energii wylotowej 3500-4000 J niż 200-nabojowa (podobna masa) amunicji z pociskami o energii 1300-2500 J.

Dlatego w arkadyjskich drużynach proponuję „normalne” karabiny maszynowe… pod dyskusję poddaję czy uniwersalne MG-7 czy jednak nieco lżejsze LMG-6.
W przypadku koncepcji z dwoma drużynami (i wyłączeniem z nich załóg BWP) każda drużyna ma dwa bojowe wozy piechoty oraz 3 wolne miejsca (razem 6 w plutonie), na których lokuje się „poczet dowódcy”:
- dowódca plutonu (karabinek AC-10)
- radiotelegrafista (karabinek AC-10)
- celowniczy działa bezodrzutowego (karabinek AC-10, lekkie działo b.o. LRG-4),
- pomocnik celowniczego działa bezdorzutowego (karabinek AC-10, amunicja do LRG-4),
- strzelec wyborowy (karabinek AC-10MR),
- sanitariusz (karabinek AC-10)

BWP nr 1 – dowódca plutonu, radiotelegrafista i sekcja A/ 1 drużyny
BWP nr 2 – dowódca 1 drużyny i sekcja B/ 1 drużyny oraz strzelec wyborowy
BWP nr 3 – dowódca 2 drużyny i sekcja A/ 2 drużyny oraz sanitariusz
BWP nr 4 – sekcja B/2 drużyny oraz 2-osobowa obsługa działa b.o.
Zapraszam do dyskusji...
@Anastasia Windsachen