Aborygeńska inicjacja ezoteryczna
Dziewiętnastowieczna Arcadia była państwem, którego największe miasta prężnie się rozwijały. Ludzie z całego mikroświata, a zwłaszcza z nie tak odległego Suderlandu, chętnie przyjeżdżali na Neokontynent, by spełnić tu swoje marzenie o godnym i szczęśliwym życiu. Rewolucja przemysłowe i boom gospodarczy pozwalały wielu z nim spełnić plany, znaleźć dobrze płatną pracę i założyć rodzinę. Jednak im dalej od ośrodków miejskich i dalej od wybrzeża, tym mniej bezpiecznie mógł czuć się biały człowiek. Nowym Światem w dużym stopniu rządziły wciąż siły natury oraz zespoleni z nią od tysiącleci Aborygeni.
Nie oznacza to, że Arcadyjczycy nie próbowali swoich sił. Musieli wszak rozwijać rolnictwo, by wyżywić miasto. Chcieli zdobywać ziemię i tworzyć nowe rancza. Marzyli o bogactwach naturalnych. Im dalej od wybrzeża, tym łatwiej było zdobyć szybko duży majątek. Nie obywało się jednak bez problemów. Na pograniczu silne były wciąż plemiona aborygeńskie, a nie brakowało i białych przestępców, ukrywających się tu przed wymiarem sprawiedliwości.
Jednym ze śmiałków, którzy postanowili spróbować swoich sił, był Will Southgate. Pochodził z dość zamożnej rodziny farmerskiej ze stanu Redrock, zdobył średnie wykształcenie w jednym z tamtejszych liceów. Jednak był najmłodszym synem i nie mógł liczyć na odziedziczenie majątku. Nie interesowała go jednak kariera pastora, szeryfa, urzędnika, ani nauczyciela. Po ukończeniu liceum postanowił wyruszyć w głąb kraju. Wziął ze sobą dwójkę służących i najpotrzebniejsze rzeczy, w tym rewolwer i pewną sumę pieniędzy na dobry początek.
Ku własnemu zdumieniu, pieniądze te wystarczyły na kupno domu na odludziu, wraz przylegającą do niego ziemią. Problem polegał na tym, że ziemia ta nie miała określonych granic. Pierwszy właściciel przejął potrzebną sobie do życia ziemię po jednej z licznych wojen z Aborygenami. Nie zostało to uregulowane prawnie, co w miarę ze zbliżaniem się cywilizacji w te strony zaczęło być problematyczne. Rozpoczęły się zatargi z sąsiadami, na tyle uciążliwe, że dom zaczął przechodzić z rąk do rąk. Will stwierdził jednak, że warto spróbować - z sąsiadami można się wszak dogadać, nawet za cenę pewnych ustępstw. Ważne, by pozostała ziemia wystarczyła na utrzymanie siebie, służby, a w przyszłości i rodziny.
Już wkrótce, już po dokonaniu transakcji, okazało się jednak, że problemy z sąsiadami to najmniejszy kłopot nowego właściciela. Plemiona aborygeńskie, choć zdziesiątkowane wojną, to wciąż żyły w okolicy. Co więcej, ich tereny graniczyły z własnością Willa. Tubylce nie patrzyli przychylnie na pojawienie się białego osadnika. Mimo że Will nie miał złych zamiarów i pragnął jedynie pokojowo współistnieć z tubylcami, relacje z nimi były napięte.
Southgate nie był rasistą. Wręcz przeciwnie, pod wpływem postępowej literatury poznanej w liceum, uważał, że możliwe jest współistnienie różnych kult. Przez pierwsze miesiące próbował nawiązać kontakt z miejscowymi Aborygenami, próbując zrozumieć ich kulturę i sposób życia. Jednak zrozumienie i akceptacja nie przychodziły łatwo. Współpraca z nimi wydawała się być niemożliwa. Plemiona były nieufne wobec białych osadników, często odtrącały wszelkie próby dialogu. Jednak los sprawił, że pewnego dnia, gdy Will był na polowaniu, jego drogi skrzyżowały się z drogą Yirry - aborygeńskiego szamana. Mężczyzna ten był uznawany za pośrednika pomiędzy światem bogów i ludzi. To spotkanie było początkiem czegoś zupełnie nowego.
Yirra nie patrzył na Willa z wrogością czy nieufnością. Wręcz przeciwnie, w jego oczach można było dostrzec zainteresowanie. Mężczyźni zaczęli rozmawiać, wymieniać doświadczenia i historie. Wspólnie spędzali czas, a Will coraz bardziej zaczął fascynować się wierzeniami i praktykami Aborygenów. To spotkanie stało się punktem zwrotnym w życiu Willa. Pod wpływem Yirry zaczął zgłębiać tajniki aborygeńskiej kultury, ucząc się czytać znaki natury i interpretować rytuały plemienne. Dla Arcadyjczyka nie była to jednak tylko pasja etnograficzna, lecz odkrywanie nowego sposobu postrzegania świata, głębszego zrozumienia więzi między człowiekiem a naturą.
Nawiązana przyjaźń nie tylko otworzyła przed nim drzwi do tajemnic aborygeńskiego świata, ale również przyniosła mu wsparcie i zrozumienie. Dzięki Yirrze, Will mógł lepiej porozumiewać się z miejscową społecznością aborygeńską, co przyczyniło się do złagodzenia napięć między nimi a osadnikami. Jednak prawdziwa przemiana nastąpiła wraz z ceremonią inicjacji, którą Yirra zaproponował Willowi. To wydarzenie było nie tylko ceremonią, ale również głębokim przeżyciem duchowym. Mężczyzna stał się zupełnie innym człowiekiem. Dopiero wówczas poczuł, że jest pełnoprawnym mieszkańcem tych ziem.
Po latach Southgate napisał bestseller "Wiedza Aborygenów", który wzbudził masowe zainteresowanie kulturą żyjących po sąsiedzku etnosów, ktore dotychczas wzbudzały niechęć, obawy, a niekiedy wręcz nienawiść. Mężczyzna przez całe życie działał na rzecz przyznania tubylcom pełnych praw obywatelskich, uznania ich stanu posiadania oraz zaprzestania prób narzucania im własnej kultury. Efekty tych starań nie były szybkie, ale popularyzacja rdzennej kultury sprawiła, że Arcadyjczycy z nieco większą tolerancja zaczęli podchodzić do swoich sąsiadów. W XX w. istniała Fundacja Dialogu Międzykulturowego im. William Southgate'a, która przyczyniła się do równouprawnienia wszystkich mieszkańców Arcadii oraz pomagała Aborygenom w rozwoju gospodarczym i społecznym.