Tajemniczy Pollin

Życie społeczne Nowej Ordy
Awatar użytkownika
Juraj Zvolynský Stempel
Posty: 839
Rejestracja: 04 lip 2023, 21:06
Kontakt:

RÓD

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Juraj Zvolynský »

Jasna pogoda… Ekonomia? W 2009 roku?!? Tyle lat męczyliśmy się z systemami ekonomicznymi, a tam ponoć wszystko działało…
Może pradawni mają jak przekazać bazę? Wspomóc nas w rozwoju tego co mamy teraz? Fajnie by było, gdybyśmy mieli możliwość implementacji takiego systemu.
(poza Bastionem Peetri Romanaav)
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Andrzej Ordyński »

System ekonomiczny to już Dreamland miał w najdawniejszych czasach.
https://forum.dreamland.net.pl/viewtopic.php?t=11414
Walutą od początku był dream. Obywatele mogli zakładać firmy (a namiestnicy nakładać podatki, jak czytamy w Konstytucji). Pierwszym bankiem ręcznie sterował król, przelewów dokonywano poprzez e-mail. Następnie dążono do urealnienia gospodarki, a co to wówczas oznaczało, najlepiej wyjaśni sama Wielka Księga: „Opierał się on [projekt] na wydobyciu różnych surowców naturalnych przez zakłady przemysłu wydobywczego i rolnictwa oraz na narzuceniu minimalnych kosztów materiałowych firmom i kosztów żywności mieszkańcom”. (...)
Od 2000 r. działał Centralny Bank Dreamlandu oraz Centralny System Bankowy, który był rozwiązaniem niezwykle innowacyjnym. W 2002 r. powstał Polski Wirtualny System Bankowy.(12)
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Pollina
Posty: 41
Rejestracja: 06 sty 2024, 13:00
Kontakt:

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Pollina »

Andżej-chan pisze: 09 sty 2024, 21:37 System ekonomiczny to już Dreamland miał w najdawniejszych czasach.
Powiem więcej, złoty wiek systemów gospodarczych w mikroświecie to lata gdzieś, hmmmm… 2002–2007? Wtedy Scholandia miała ten swój „najbardziej zaawansowany” system, który nawet wpływał na nadania tytułów szlacheckich (z czego wywodzi się słynny cytat Filipa Schwabena „Wyżej niż baronem nikt za buraki czy siano nie zostanie”), Sarmacja miała swój obowiązek żywienia (z którego chyba Wandystan za 1. zjednoczenia był explicite traktatowo zwolniony, choć nie pamiętam dokładnie), Dreamland, a nawet w Wandystanie ktoś chyba z Cintry korzystał.

Więc istnienie systemu Asterlandu w 2003 (o ile ten cały list to nie bamboozle tow. Andżeja-chana) by mnie wcaleeee nie zdziwiło, wręcz w tamtych czasach oczekiwało się, że każda mikronacja go będzie miała.
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Andrzej Ordyński »

Pollina pisze: 11 sty 2024, 00:35 o ile ten cały list to nie bamboozle tow. Andżeja-chana
Co to za podważanie wiarygodności wolnych mediów? Pewnie chce towarzyszka zastąpić nasze media narodowe wandejską propagandą.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Pollina
Posty: 41
Rejestracja: 06 sty 2024, 13:00
Kontakt:

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Pollina »

Andżej-chan pisze: 11 sty 2024, 11:59 Pewnie chce towarzyszka zastąpić nasze media narodowe wandejską propagandą.
Potwierdzam. Promowania wandyzmu nigdy nie za wiele!
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Tajemniczy Pollin, nr 1 - WERSJA PDF

Post autor: Andrzej Ordyński »

Zebrałem dotychczasowe artykuły "Tajemniczego Pollinu" opublikowane na forum. Bonusowo dodałem dwa stare artykuły z forum Bialenii (ale nieopublikowane w "Wieściach Anomalnych", ani żadnym innym czasopiśmie).

@Ronon Dex wrzuć, proszę, na stronę główną, jak będziesz mógł.

Rozsyłajcie i reklamujcie, gdzie się da!

Wkrótce pojawią się nowe artykuły, m.in. dokończenie historii VioletStampa.

Obrazek
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Ronon Dex Stempel
Posty: 1611
Rejestracja: 05 lip 2023, 06:35
Kontakt:

RÓD

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Re: Tajemniczy Pollin, nr 1 - WERSJA PDF

Post autor: Ronon Dex »

Andżej-chan pisze: 22 sty 2024, 16:18 @Ronon Dex wrzuć, proszę, na stronę główną, jak będziesz mógł.
Załatwione: https://bastionpollin.pl/noty/tajemniczy-pollin-1-2024/
Obrazek
Ronon Dex
Archont Rodecji oraz Gubernator Oceanii Leockiej
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Kontynent skinwalkerów

Post autor: Andrzej Ordyński »

Kontynent skinwalkerów
Skinwalkerzy to budzące grozę i dotąd niewyjaśnione zjawisko, charakterystyczne dla folkloru rdzennych etnosów Neokontynentu, od których zinkorporowane zostały również do kultury białych mieszkańców dawnego NUPIA i współczesnej Arcadii. Termin "skinwalker" odnosi się do osób żyjących na uboczu plemienie, uważanych za czarowników lub czarownice, którzy posiadają zdolność do przybrania postaci zwierzęcej. Według legend różnych plemion zdolności tego typu przekazywane są dziedzicznie (nie ujawniają się jednak wśród wszystkich członków rodziny), uzyskiwane poprzez niemoralne rytuały lub na skutek rzucenia klątwy. Skinwalkerzy powszechnie wzbudzają strach, ale często także współczucie, ponieważ osoby oskarżane o tego typu właściwości odtrącane są od wspólnoty.

Fenomen skinwalkerów wciąż żywy był w czasie kolonizacji Neokontynentu przez przybyszów z innych części mikroświata. Obecnie, wraz z przejmowaniem przez neokontynentalnych Aborygenów kultury ludności napływowej, coraz rzadziej zdarza się, by któryś z członków plemienia oskarżany był o tego rodzaju zdolności parapsychiczne. W przeszłości ludzie oskarżani o bycie skinwalkerem, były wypędzane ze społeczności lub nawet zabijane. Obecnie ludzie fałszywie oskarżani mają możliwość zmiany miejsca zamieszkania. Co z ludźmi słusznie oskarżanymi? Redakcja "Tajemniczego Pollinu" nie posiada zweryfikowanych danych na ten temat.

Już od pierwszych dekad zasiedlania Neokontynentu, legendy o skinwalkerach zaczęły rozprzestrzeniać się w społecznościach białych. Zjawisko to było częstym tematem w prasie brukowej, ale też w prozie i poezji. W XX w. skinwalkerzy trafili do filmów, komiksów i creepypast. Również w internecie natrafić można na wiele opowieści, które opisywane są jako oparte na faktach.

Jednym z najbardziej niepokojących i mniej znanych przypadków związanych ze skinwalkerami w ostatnich latach jest seria dziwnych zdarzeń, które miały miejsce w Dolinie Echa. Jest to region na skraju współczesnej Arcadii, zamieszkany przez niewielkie wspólnoty Aborygenów. Miejscowi opowiadają o serii zagadkowych zniknięć zwierząt gospodarskich, niewyjaśnionych hałasach w nocy oraz tajemniczych postaciach obserwowanych na obrzeżach lasu.

Jeden z nielicznych białych mieszkańców Doliny, Jack H., twierdzi, że pewnej nocy obudził go dźwięk przeraźliwego wycia. Gdy wyjrzał przez okno, zauważył postać przypominającą wilka, ale stojącego pewnie na tylnych łapach, co wydawało się fizycznie niemożliwe dla zwykłego zwierzęcia. Ta postać, jak opowiada, miała nienaturalnie długie ramiona i czerwone świecące oczy, które wpatrywały się wprost w niego. Po chwili poznać zniknęła w ciemnościach leśnej gęstwiny.

Niewiele osób poza Doliną Echa wierzy w prawdziwość tych wydarzeń. Miezkańcy, którzy zetknęli się z fenomenem, niechętnie dzielą się swoimi doświadczeniami. Ludzie ci nie chcą rozgłosu, z którym wiązałyby się wizyty dziennikarzy i poszukiwaczy przygód. Niezależnie od prawdziwości tego typu doniesień, wydarzenia te stanowią przypomnienie, że w cieniu współczesności wciąż żywe są dawne wierzenia i lęki, które kształtują ludzką kulturę.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Aborygeńska inicjacja ezoteryczna

Post autor: Andrzej Ordyński »

Aborygeńska inicjacja ezoteryczna


Dziewiętnastowieczna Arcadia była państwem, którego największe miasta prężnie się rozwijały. Ludzie z całego mikroświata, a zwłaszcza z nie tak odległego Suderlandu, chętnie przyjeżdżali na Neokontynent, by spełnić tu swoje marzenie o godnym i szczęśliwym życiu. Rewolucja przemysłowe i boom gospodarczy pozwalały wielu z nim spełnić plany, znaleźć dobrze płatną pracę i założyć rodzinę. Jednak im dalej od ośrodków miejskich i dalej od wybrzeża, tym mniej bezpiecznie mógł czuć się biały człowiek. Nowym Światem w dużym stopniu rządziły wciąż siły natury oraz zespoleni z nią od tysiącleci Aborygeni.

Nie oznacza to, że Arcadyjczycy nie próbowali swoich sił. Musieli wszak rozwijać rolnictwo, by wyżywić miasto. Chcieli zdobywać ziemię i tworzyć nowe rancza. Marzyli o bogactwach naturalnych. Im dalej od wybrzeża, tym łatwiej było zdobyć szybko duży majątek. Nie obywało się jednak bez problemów. Na pograniczu silne były wciąż plemiona aborygeńskie, a nie brakowało i białych przestępców, ukrywających się tu przed wymiarem sprawiedliwości.

Jednym ze śmiałków, którzy postanowili spróbować swoich sił, był Will Southgate. Pochodził z dość zamożnej rodziny farmerskiej ze stanu Redrock, zdobył średnie wykształcenie w jednym z tamtejszych liceów. Jednak był najmłodszym synem i nie mógł liczyć na odziedziczenie majątku. Nie interesowała go jednak kariera pastora, szeryfa, urzędnika, ani nauczyciela. Po ukończeniu liceum postanowił wyruszyć w głąb kraju. Wziął ze sobą dwójkę służących i najpotrzebniejsze rzeczy, w tym rewolwer i pewną sumę pieniędzy na dobry początek.

Ku własnemu zdumieniu, pieniądze te wystarczyły na kupno domu na odludziu, wraz przylegającą do niego ziemią. Problem polegał na tym, że ziemia ta nie miała określonych granic. Pierwszy właściciel przejął potrzebną sobie do życia ziemię po jednej z licznych wojen z Aborygenami. Nie zostało to uregulowane prawnie, co w miarę ze zbliżaniem się cywilizacji w te strony zaczęło być problematyczne. Rozpoczęły się zatargi z sąsiadami, na tyle uciążliwe, że dom zaczął przechodzić z rąk do rąk. Will stwierdził jednak, że warto spróbować - z sąsiadami można się wszak dogadać, nawet za cenę pewnych ustępstw. Ważne, by pozostała ziemia wystarczyła na utrzymanie siebie, służby, a w przyszłości i rodziny.

Już wkrótce, już po dokonaniu transakcji, okazało się jednak, że problemy z sąsiadami to najmniejszy kłopot nowego właściciela. Plemiona aborygeńskie, choć zdziesiątkowane wojną, to wciąż żyły w okolicy. Co więcej, ich tereny graniczyły z własnością Willa. Tubylce nie patrzyli przychylnie na pojawienie się białego osadnika. Mimo że Will nie miał złych zamiarów i pragnął jedynie pokojowo współistnieć z tubylcami, relacje z nimi były napięte.

Southgate nie był rasistą. Wręcz przeciwnie, pod wpływem postępowej literatury poznanej w liceum, uważał, że możliwe jest współistnienie różnych kult. Przez pierwsze miesiące próbował nawiązać kontakt z miejscowymi Aborygenami, próbując zrozumieć ich kulturę i sposób życia. Jednak zrozumienie i akceptacja nie przychodziły łatwo. Współpraca z nimi wydawała się być niemożliwa. Plemiona były nieufne wobec białych osadników, często odtrącały wszelkie próby dialogu. Jednak los sprawił, że pewnego dnia, gdy Will był na polowaniu, jego drogi skrzyżowały się z drogą Yirry - aborygeńskiego szamana. Mężczyzna ten był uznawany za pośrednika pomiędzy światem bogów i ludzi. To spotkanie było początkiem czegoś zupełnie nowego.

Yirra nie patrzył na Willa z wrogością czy nieufnością. Wręcz przeciwnie, w jego oczach można było dostrzec zainteresowanie. Mężczyźni zaczęli rozmawiać, wymieniać doświadczenia i historie. Wspólnie spędzali czas, a Will coraz bardziej zaczął fascynować się wierzeniami i praktykami Aborygenów. To spotkanie stało się punktem zwrotnym w życiu Willa. Pod wpływem Yirry zaczął zgłębiać tajniki aborygeńskiej kultury, ucząc się czytać znaki natury i interpretować rytuały plemienne. Dla Arcadyjczyka nie była to jednak tylko pasja etnograficzna, lecz odkrywanie nowego sposobu postrzegania świata, głębszego zrozumienia więzi między człowiekiem a naturą.

Nawiązana przyjaźń nie tylko otworzyła przed nim drzwi do tajemnic aborygeńskiego świata, ale również przyniosła mu wsparcie i zrozumienie. Dzięki Yirrze, Will mógł lepiej porozumiewać się z miejscową społecznością aborygeńską, co przyczyniło się do złagodzenia napięć między nimi a osadnikami. Jednak prawdziwa przemiana nastąpiła wraz z ceremonią inicjacji, którą Yirra zaproponował Willowi. To wydarzenie było nie tylko ceremonią, ale również głębokim przeżyciem duchowym. Mężczyzna stał się zupełnie innym człowiekiem. Dopiero wówczas poczuł, że jest pełnoprawnym mieszkańcem tych ziem.

Po latach Southgate napisał bestseller "Wiedza Aborygenów", który wzbudził masowe zainteresowanie kulturą żyjących po sąsiedzku etnosów, ktore dotychczas wzbudzały niechęć, obawy, a niekiedy wręcz nienawiść. Mężczyzna przez całe życie działał na rzecz przyznania tubylcom pełnych praw obywatelskich, uznania ich stanu posiadania oraz zaprzestania prób narzucania im własnej kultury. Efekty tych starań nie były szybkie, ale popularyzacja rdzennej kultury sprawiła, że Arcadyjczycy z nieco większą tolerancja zaczęli podchodzić do swoich sąsiadów. W XX w. istniała Fundacja Dialogu Międzykulturowego im. William Southgate'a, która przyczyniła się do równouprawnienia wszystkich mieszkańców Arcadii oraz pomagała Aborygenom w rozwoju gospodarczym i społecznym.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

[CREEPYPASTA] Wakacje w Jahołdzie

Post autor: Andrzej Ordyński »

Wakacje w Jahołdzie

Osiem lat temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem, rodzice zabrali mnie na wakacje do Jahołdajewszczyzny. Było to krótko po proklamowaniu Autonomii, jeszcze za "pierwszego Swarzewskiego". Mój ojciec był wówczas cywilnym pracownikiem bialeńskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, żyliśmy więc na wysokim poziomie i mogliśmy sobie pozwolić na takie wczasy. To było tak dawno, że wspomnienia z tamtych czasów są mgliste, a zmiany, które zaszły od tego czasu pogłębiają wrażenie, że działo się to w innej epoce.

Wracając do wspomnień z tamtych dni, czuję dreszcz emocji i niepokoju. Wydarzyło się wtedy coś, czego do dziś nie mogę zrozumieć. Pamiętam, jak podróżowaliśmy przez rozległą pustynię, a piaskowy krajobraz rozciągał się aż po horyzont. Nagle, zza wydm, zobaczyliśmy coś dziwnego. Pulsująca kula światła unosząca się nad ziemią, jakby zapraszająca nas do swojego wnętrza. Moje serce wtedy przyspieszyło, ale rodzice zdawali się być obojętni na to zjawisko. Zupełnie jakby niczego nie zauważyli. Wydawało mi się to dziwne, bo światło oświetlało całą okolicę.

Jechaliśmy dalej w zaplanowanym kierunku. Zmierzaliśmy do jaskini, wyjątkowej pod względem geologicznym. Po zakupie potrzebnych biletów weszliśmy do środka, a atmosfera stała się gęsta i duszna. Mgła unosiła się w powietrzu, a moje kroki wydawały się być zagłuszane przez głębokie echo. Pamiętam, że w pewnym momencie straciłem poczucie czasu i przestrzeni. Byłem jakby otępiały, zupełnie jakbym tracił kontrolę nad swoim umysłem. Gdy opuściliśmy jaskinię, wszystko wróciło do normy. Rodzice wydawali się być spokojni, jakby nic się nie stało. Ale ja czułem, że wydarzyło się coś niezwykłego i wszystko zmieniło się na zawsze.

Mam też mgliste wspomnienie, którego nie potrafię precyzyjnie umiejscowić w czasie. Prawdopodobnie stało się to po wyjściu z jaskini. Pamiętam spotkanie z postacią z jahołdzkiego folkloru. Istota stała w cieniu skalnych formacji, patrząc na nas swoimi przenikliwymi oczami. Miała dziwne, nieziemskie cechy, a jego obecność wzbudzała wstręt i przerażenie. Nie mógłbym powiedzieć, czy był to demon czy też jakiś duch, ale jego spojrzenie zapadło mi w pamięć na zawsze. Było to jakby ostrzeżenie, że jaskinia Melchizedeka skrywa coś więcej niż tylko skały i piasek...
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kurułtaj”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość