AleksanderNovak pisze: 21 lip 2023, 20:23
Chodzi właśnie o to że środki produkcji można uspołecznić zazwyczaj wtedy i tylko wtedy, gdy żadne państwo nie przeszkadza. Tak offtopowo - to komuny powstawały podczas rewolucji w całej Rosji (tylko później bolszewicy je przymusowo upaństwowili) a w Ukrainie istniała Machnowszczyzna (którą przymusowo anektowali bolszewicy). Bolszewicy zdławili wszystkie opozycje lewicowe - anarchistów, socdemów i innych...ta historia to historia totalitaryzmu nie ważne pod jakim symbolem sierpa czy sfastyki a nie historia komunizmu...
Pytanie tylko, jak długo państwo (czy terytorium, jeśli ktoś sobie życzy, by państwo znieść) oparte na samodzielnych i demokratycznych komunach by przetrwało. Żaden kraj nie żyje w próżni i z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że gdyby nie bolszewicy, to biali we współpracy z ententą szybko zakończyliby historię komunizmu w Rosji.
Obawiam się, że państwo komunistyczne bez dyktatury proletariatu (której koncepcja też została rozwinięta przez Lenina, choć u Marksa można znaleźć wzmianki o przejściowej i krótkotrwałej dyktaturze rewolucyjnej) nie może istnieć, ponieważ 1. byłoby ono na tyle słabe, że sąsiedzi szybko by się z nim rozprawili, 2. niestety wbrew życzeniom Lenina nie każda kucharka potrafi rządzić państwem, 3. rządy komun szybko doprowadziłyby do ochlokracji.
Nie bez powodu najbardziej lewicowym państwem demokratycznym są/były państwa skandynawskie. Bo już państwa latynoamerykańskie należy chyba uznać za pół-demokratyczne (anokratyczne?).
Komunizm jest tak sprzeczny z naturą ludzką (przynajmniej dotychczasową, może dziesiątki lub setki lat istnienia socjalizmu mogłyby ją zmienić), że doprawdy ciężko jest mi wyobrazić sobie zaprowadzenie go bez jakiejś dozy przemocy (choć oczywiście nadmiar przemocy zaprezentowany przez Stalina i Mao też jest przeciwskuteczny).
Szanuję Marksa za pewne elementy jego analizy, dlatego krytykując komunizm staram się zachować obiektywizm. Muszę więc przypomnieć, że Marks nie uważał, że możliwa jest budowa "socjalizmu w jednym kraju", tym bardziej akurat w Rosji, w której do 1917 r. nie zdążył się rozwinąć nawet kapitalizm. Wyobrażał sobie jedynie, że rewolucja ewentualnie może rozpocząć się w Rosji i stamtąd rozprzestrzenić na cały świat, zwłaszcza na Zachód, którego kapitalizm najbardziej "dojrzał" do przejścia na następny etap. Tak się nie stało, rewolucje na Zachodzie nie odniosły sukcesu. Kolejne 70 lat istnienia Związku Radzieckiego było swego rodzaju zaklinaniem rzeczywistości. Gdyby nie "dyktatura proletariatu" nie byłoby nawet tego zaklinania, bo wszystko runęłoby w ciągu kilku lat.
Nie jestem fanem kapitalizmu, tym bardziej nie wzbudza mojej sympatii feudalno-kapitalistyczna hybryda późnego Imperium Rosyjskiego. Ale droga do jego przyzwyciężenia nie wiedzie ani przez bolszewicką dyktaturę, ani anarchistyczne miraże. W zasadzie najbliżej jest mi, jeśli już jesteśmy w Rosji z przełomu XIX i XX w., do programu narodników - czyli upowszechnienia, a nie zniesienia własności. Narodnictwo mogłoby z powodzeniem zrealizować to, co w Związku Radzieckim było pozytywne: rozparcelowanie własności obszarniczej, pokonanie niesłusznie uprzywilejowanej szlachty i kleru, nacjonalizacja wielkiego przemysłu (często z zagranicznymi właścicielami lub opartego o zagraniczne kredyty), likwidacja analfabetyzmu i upowszechnienie edukacji, zmniejszenie nierówności społecznych. Jednocześnie udałoby się być może uniknąć tego, co w Związku Radzieckim było jednoznacznie złe: morderczej walki z naturą ludzką przywiązaną do idei własności prywatnej, krwawych prób dostosowywania rzeczywistości do teorii filozofa z dalekiego kraju. Pełnej demokracji z pewnością jeszcze przez wiele lat w Rosji nie byłoby tak czy inaczej - niezależnie od tego, czy wygraliby biali, czerwoni, czy "pomarańczowi" (marzył o niej książę Lwow, ale były to raczej mrzonki), ale zamiast totalitaryzmu panowałby autorytaryzm, być może stopniowo się demokratyzujący.
Ale oczywiście w mikroświecie jest inaczej - tu może działać i komunizm, i anarchizm, i wszystko co sobie wymarzymy.
