Z Nowej Ordy do Nowego Świata
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Nie inaczej rzecz ma się z wizytą w Nowej Auterze. Zwiedzanie miasta z przewodnikiem, wizyta na meczu piłkarskim oraz spotkania z interesującymi mieszkańcami - wszystko to nijak nie odzwierciedla pojawiających się gdzieniegdzie wieści o upadku, anarchii i wojnie wszystkich ze wszystkimi.
Altansentseg doszedł jednak do wniosku, że obraz Bialenii jest zbyt pozytywny, by mógł być prawdziwy i postanowił to udowodnić. Nie zdradzał swoich zamiarów współtowarzyszom, obawiając się, że mogą przypadkowo się wygadać i narazić całą ekipę na niebezpieczeństwo. Pomysł polegał na tym, by poprosić lokalne władze o zorganizowanie wycieczki do innych miast bialeńskich. Zgodnie z przewidywaniami, tutaj zaczęły się kłopoty.
Okazuje się, że jedynym miastem do którego z Nowej Auterry można dostać się baz żadnych pozwoleń i kontroli jest pobliskie Bojanowo - niewielkie miasto położone na wybrzeżu. Tam również działa lokalny komitet ludowy, ale zdaje się, że miasteczko dotknięte jest akcją Dawahu i rewolucją w jeszcze mniejszym stopniu niż jego większy sąsiad. Większość mieszkańców dla świętego spokoju zapisała się do Zielonego Kościoła i uczestniczy okazjonalnie w obradach różnego rodzaju komitetów, których sporo się ostatnio namnożyło, ale czyni to głównie z pobudek konformistycznych, nie podzielając zapału religijnego, ani rewolucyjnego.
Dość przyjazne stosunki mają łączyć Nową Auterrę z innym wielkim miastem - Nowym Ab'Dorst. Wymiana handlowa kwitnie, co pozwala obu miastom na utrzymanie względnie wysokiego poziomu życia, pomimo ogólnej sytuacji na Archipelagu. Niestety na wizę turystyczną do tego miasta Ordyjczycy musieli oczekiwać tydzień, co wiązałoby się z kolejnym przedłużeniem wyprawy. Dlatego zamiast wiarygodnych relacji z tego ośrodka, w raporcie dla chana podzielić się mogą jedynie pogłoskami i plotkami. Nowy Ab'Dorst, będący współcześnie dżamahiriją miejską, również opierać się ma radykalizmowi religijnemu i politycznemu. Południe Wyspy Bialenii nigdy nie było radykalne i również obecną rewolucję polityczną rozumie przede wszystkim w kategoriach pogłębienia demokracji.
(@Ronon Dex mógłbyś w wolnej chwili wstawić do podstrony o Bialenii w Encyklopedii najnowsze mapy Bialenii, Anatolii i Wysp Przyjaźni, którymi dysponujesz?)
Zupełnie inna sytuacja panować ma na północy Bialenii, ale niektóre z miejskich legend są tak niewiarygodne, że nie ma większego sensu, by o nich teraz opowiadać. Sytuacja na wyspie jest tak skomplikowana, że wymaga wyprawy profesjonalnych reporterów. Być może Andżej-chan, wiedziony sentymentem, zdecyduje się ją zasponsorować?
Tymczasem, po kilku mile spędzonych dniach na słonecznym, zachodnim wybrzeżu Bialenii, pora wyruszać w dalszą drogę. Żeglarze udadzą się teraz, już bez zbędnych postojów, na Neokontynent. Oczekujcie, Państwo, kolejnych raportów!
Altansentseg doszedł jednak do wniosku, że obraz Bialenii jest zbyt pozytywny, by mógł być prawdziwy i postanowił to udowodnić. Nie zdradzał swoich zamiarów współtowarzyszom, obawiając się, że mogą przypadkowo się wygadać i narazić całą ekipę na niebezpieczeństwo. Pomysł polegał na tym, by poprosić lokalne władze o zorganizowanie wycieczki do innych miast bialeńskich. Zgodnie z przewidywaniami, tutaj zaczęły się kłopoty.
Okazuje się, że jedynym miastem do którego z Nowej Auterry można dostać się baz żadnych pozwoleń i kontroli jest pobliskie Bojanowo - niewielkie miasto położone na wybrzeżu. Tam również działa lokalny komitet ludowy, ale zdaje się, że miasteczko dotknięte jest akcją Dawahu i rewolucją w jeszcze mniejszym stopniu niż jego większy sąsiad. Większość mieszkańców dla świętego spokoju zapisała się do Zielonego Kościoła i uczestniczy okazjonalnie w obradach różnego rodzaju komitetów, których sporo się ostatnio namnożyło, ale czyni to głównie z pobudek konformistycznych, nie podzielając zapału religijnego, ani rewolucyjnego.
Dość przyjazne stosunki mają łączyć Nową Auterrę z innym wielkim miastem - Nowym Ab'Dorst. Wymiana handlowa kwitnie, co pozwala obu miastom na utrzymanie względnie wysokiego poziomu życia, pomimo ogólnej sytuacji na Archipelagu. Niestety na wizę turystyczną do tego miasta Ordyjczycy musieli oczekiwać tydzień, co wiązałoby się z kolejnym przedłużeniem wyprawy. Dlatego zamiast wiarygodnych relacji z tego ośrodka, w raporcie dla chana podzielić się mogą jedynie pogłoskami i plotkami. Nowy Ab'Dorst, będący współcześnie dżamahiriją miejską, również opierać się ma radykalizmowi religijnemu i politycznemu. Południe Wyspy Bialenii nigdy nie było radykalne i również obecną rewolucję polityczną rozumie przede wszystkim w kategoriach pogłębienia demokracji.
(@Ronon Dex mógłbyś w wolnej chwili wstawić do podstrony o Bialenii w Encyklopedii najnowsze mapy Bialenii, Anatolii i Wysp Przyjaźni, którymi dysponujesz?)
Zupełnie inna sytuacja panować ma na północy Bialenii, ale niektóre z miejskich legend są tak niewiarygodne, że nie ma większego sensu, by o nich teraz opowiadać. Sytuacja na wyspie jest tak skomplikowana, że wymaga wyprawy profesjonalnych reporterów. Być może Andżej-chan, wiedziony sentymentem, zdecyduje się ją zasponsorować?
Tymczasem, po kilku mile spędzonych dniach na słonecznym, zachodnim wybrzeżu Bialenii, pora wyruszać w dalszą drogę. Żeglarze udadzą się teraz, już bez zbędnych postojów, na Neokontynent. Oczekujcie, Państwo, kolejnych raportów!
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Po słonecznych dniach na bialeńskim lądzie, Ocean Północny przywitał naszych żeglarzy sztormem...Andżej-chan pisze: 02 sty 2024, 15:57 Tymczasem, po kilku mile spędzonych dniach na słonecznym, zachodnim wybrzeżu Bialenii, pora wyruszać w dalszą drogę. Żeglarze udadzą się teraz, już bez zbędnych postojów, na Neokontynent.




... statek brnął jednak na zachód pomimo wielkich fal i przechyłów dochodzących do 30 stopniu.


Załoga nawykła do takich warunków pracowała bez zakłóceń, ale dla pasażerów było to ciężkie przeżycie. Mieszkańcy stepowej Nowej Ordy nie są raczej nawykli do żeglowania po oceanach i znieśli te warunki bardzo "różnie"...

- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Trochę kusi, żeby wysiąść w Suderlandzie... 
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata

Nie był to łatwy rejs dla ordyjskich pionierów. Dokuczliwości podróży w trudem równoważyły miłe wspomnienia z Bialenii oraz spodziewana sława. Choroba morska mocno popsuła nastroje wśród pasażerów, co doprowadziło do wybuchu sporów i awantur. Załodze z trudem przyszło wyperswadowanie bundżadarczykom pomysłów zejścia na ląd. Zakręcenie do któregoś z sarmackich lub dreamlandzkich portów zajęłoby sporo czasu, nadmiernie przedłużając i tak rozciągniętą w czasie podróż.

Gdy statek zbliżył się do wybrzeży Suderlandu, rozsądek załogi nie był w stanie sprzeciwić się pragnieniu Ordyjczyków, by ujrzeć Suderland - ojczyznę owianego na Nordacie legendą Karla von Schwarzengraua. Legendą czarną, lecz romantyczną. Marszałek wojsk kolonizatorskich dorównał pod względem pasjonarności średniowiecznym chanom ordyjskich z okresu ekspansji. Jego imię wzbudzało strach, ale dziś, gdy jest on uznany za zaginionego, budzi przede wszystkim ciekawość.

Suderland to kolejne państwo, które tak jak Bialenia i NUPIA należy już do przeszłości. Ziemie na Nordacie rozdzielone zostały pomiędzy lokalne siły, zaś daleka wyspa zniknęła z pola zainteresowania opinii publicznej. Wyjście na ląd jest jeszcze bardziej ryzykowne niż było to w przypadku Nowej Auterry, jednak pokusa jest silniejsza od obaw. Zobaczymy, jaki obraz ujrzą tam śmiałkowie...
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Zgodnie z decyzją wynajmującego, statek MV "Kalio" zmienił kurs i udał się w kierunku Wyspy Suderland...
Jedynym znanym nam portem był Daliland, a więc jednostka skierowana została do Zatoki Królewskiej...

... ominęła centralną wyspę i skierowała się do Portu Daliland.


Kapitan statku wyciągnął starą i chyba jedyną dostępną mapę Suderlandu - pewnie podróżnicy będą chcieli z niej skorzystać.

Jedynym znanym nam portem był Daliland, a więc jednostka skierowana została do Zatoki Królewskiej...

... ominęła centralną wyspę i skierowała się do Portu Daliland.


Kapitan statku wyciągnął starą i chyba jedyną dostępną mapę Suderlandu - pewnie podróżnicy będą chcieli z niej skorzystać.

- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
35-letni Batuqa Tuguldur to typowy przedstawiciel bundżadarskiego przedmieścia. Jego rodzina od pokoleń żyje w mieszkaniach komunalnych, przyznawanych im ze względu na niskie dochody i niską stopę życiową. Jest przekonany, że pomoc społeczna mu się po prostu należy. Jak głosi rodzinna legenda, Tuguldurowie wywodzą się z brodryjskich chłopów, którzy uciekli w step przed pańszczyzną. Batuqa zdobył jedynie wykształcenie podstawowe i podejmuje się wyłącznie najprostszych, niewymagających specjalnych umiejętności prac. Mogłoby się zdawać, że to rozbitek życiowy, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Tuguldur to najpogodniejsza osoba z całego towarzystwa, które spotykało się w bundżadarskiej pijalni kumysu, a obecnie pływa po morzach i oceanach.

38-letni Khulan Erdene wywodzi się z rodziny, która w przeszłości należała do "socjalistycznej klasy średniej", by później zasilić grono ordyjskich przedsiębiorców okresu drapieżnego socjalizmu. Całkiem nieźle radził sobie w życiu, ukończył studia ekonomiczne i pracował w przedsiębiorstwie należącym do jego ojca. Był najstarszym synem, więc był naturalnym dziedzicem rodzinnego majątku. Sytuacja zmieniła się w czasie ordyjskiej wojny domowej. Erdene został wcielony do wojska i walczył przeciwko armii cara Iwana. Przeżył, a kampania skończyła się powodzeniem. Wszystko wskazywało na to, że wróci do rodzinnego miasta w glorii wojennego zwycięzcy i będzie kontynuował szczęśliwe życie. Stało się inaczej. Żona Khulana w międzyczasie związała się z innym mężczyzną, równie majętnym. Mężczyzna nie pozbierał się po tym ciosie. Wpadł w alkoholizm, co spowodowało gniew ojca i zwolnienie go w pracy. Pomoc znalazł w miejscu swojego upadku, czyli knajpach w najgorszych dzielnicach miasta. Towarzystwo pijaczków i rozbitków życiowych okazało się być dużo szczerszym i bardziej autentycznym niż grono zamożnych przedsiębiorców...

Gdy Tuguldur i Erdene opowiadali sobie (po raz kolejny) koleje swoich jakże odmiennych losów, załoga ogłosiła, że statek dotarł do Delilandu, niegdysiejszej stolicy Suderlandu. Ordyjczyków przywitał widok szarego portu pilnowanego przez grupę starszych mężczyzn w zdekompletowanych mundurach. Po krótkiej i mało przyjemnej wymianie zdań przybyszów skierowano do gabinetu "Pułkownika". Ten przywitał ich tanimi papierosami i czystą wódką. Był wyraźnie zaskoczony powodem wizyty i niezbyt skory do rozmowy. Na podstawie rozmowy z nim oraz z "żołnierzami" w porcie udało się jednak ustalić kilka faktów, które dopisano do raportu dla Andżej-chana.

Suderland znajduje się w stanie permanentnej wojny domowej. Przypomina ona bardziej porachunki gangów niż wojnę o realizację jakichkolwiek idei. Ideologie już się wyczerpały, dotyczy to w jednakowym stopniu totalizmu Schwarzengraua, jak i prodreamlandzkiego republikanizmu. Teraz rządzą najsilniejsi, najliczniejsi, posiadającymi najwięcej sprzętu wojskowego i najbardziej bezwzględni. Pozostało jednak coś z dawnego okresu - toczy się wojna totalna i nie ma miejsca dla neutralnych. Każdy musi opowiedzieć się po którejś stronie. Nie inaczej było z naszymi pionierami, którzy poprzysięgli przekazanie chanowi kontraktu na dostawę uzbrojenia do Delilandu. Mimo rzucanych na wiatr obietnic, Pułkownik nie zaproponował im wycieczki krajoznawczej po stolicy. Po wymiennym handlu alkoholami Ordyjczycy postanowili wyruszyć w dalszą drogę. Niebezpiecznym byłoby zbyt długie pozostawanie w Suderlandzie.


38-letni Khulan Erdene wywodzi się z rodziny, która w przeszłości należała do "socjalistycznej klasy średniej", by później zasilić grono ordyjskich przedsiębiorców okresu drapieżnego socjalizmu. Całkiem nieźle radził sobie w życiu, ukończył studia ekonomiczne i pracował w przedsiębiorstwie należącym do jego ojca. Był najstarszym synem, więc był naturalnym dziedzicem rodzinnego majątku. Sytuacja zmieniła się w czasie ordyjskiej wojny domowej. Erdene został wcielony do wojska i walczył przeciwko armii cara Iwana. Przeżył, a kampania skończyła się powodzeniem. Wszystko wskazywało na to, że wróci do rodzinnego miasta w glorii wojennego zwycięzcy i będzie kontynuował szczęśliwe życie. Stało się inaczej. Żona Khulana w międzyczasie związała się z innym mężczyzną, równie majętnym. Mężczyzna nie pozbierał się po tym ciosie. Wpadł w alkoholizm, co spowodowało gniew ojca i zwolnienie go w pracy. Pomoc znalazł w miejscu swojego upadku, czyli knajpach w najgorszych dzielnicach miasta. Towarzystwo pijaczków i rozbitków życiowych okazało się być dużo szczerszym i bardziej autentycznym niż grono zamożnych przedsiębiorców...

Gdy Tuguldur i Erdene opowiadali sobie (po raz kolejny) koleje swoich jakże odmiennych losów, załoga ogłosiła, że statek dotarł do Delilandu, niegdysiejszej stolicy Suderlandu. Ordyjczyków przywitał widok szarego portu pilnowanego przez grupę starszych mężczyzn w zdekompletowanych mundurach. Po krótkiej i mało przyjemnej wymianie zdań przybyszów skierowano do gabinetu "Pułkownika". Ten przywitał ich tanimi papierosami i czystą wódką. Był wyraźnie zaskoczony powodem wizyty i niezbyt skory do rozmowy. Na podstawie rozmowy z nim oraz z "żołnierzami" w porcie udało się jednak ustalić kilka faktów, które dopisano do raportu dla Andżej-chana.

Suderland znajduje się w stanie permanentnej wojny domowej. Przypomina ona bardziej porachunki gangów niż wojnę o realizację jakichkolwiek idei. Ideologie już się wyczerpały, dotyczy to w jednakowym stopniu totalizmu Schwarzengraua, jak i prodreamlandzkiego republikanizmu. Teraz rządzą najsilniejsi, najliczniejsi, posiadającymi najwięcej sprzętu wojskowego i najbardziej bezwzględni. Pozostało jednak coś z dawnego okresu - toczy się wojna totalna i nie ma miejsca dla neutralnych. Każdy musi opowiedzieć się po którejś stronie. Nie inaczej było z naszymi pionierami, którzy poprzysięgli przekazanie chanowi kontraktu na dostawę uzbrojenia do Delilandu. Mimo rzucanych na wiatr obietnic, Pułkownik nie zaproponował im wycieczki krajoznawczej po stolicy. Po wymiennym handlu alkoholami Ordyjczycy postanowili wyruszyć w dalszą drogę. Niebezpiecznym byłoby zbyt długie pozostawanie w Suderlandzie.

/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Nareszcie nadszedł dzień przybycia do celu podróży. Podróżnicy mieli być tutaj już kilka dni temu, jednak przedłużona wizyta w Bialenii oraz niespodziewane odwiedziny w Suderlandzie sprawiły, że wyprawa zajęła nieco więcej czasu. Nie był to jednak czas stracony. Udało się zebrać podstawowe informacje o dwóch upadłych państwach, które niegdyś odgrywały istotną rolę w polityce nordackiej i światowej. Co z tą wiedzą uczynią władze Ordy oraz Paktu Bundżadarskiego, póki co pozostaje niewiadomą.
Wiadomo natomiast, że grupa bundżadarskich amatorów, wraz z profesjonalną załogą zatrudnioną przez Ronona Dexa, dokonało epokowego czynu, nie mającego precedensu w dziejach ordyjskiego żeglarstwa. Nowy Świat został odkryty dla Ordyjczyków. Neokontynent, przed katastrofą siedziba NUPIA, ojczyzny Pela Nandera, Apache i Abdullaha Aykma, jest obecnie niemal zapomniany przez mikronautów. Nikt nie próbuje zagospodarować tych terenów na nowo, nikt nie lokuje tu młodych mikronacji, nikt tu nie podróżuje. Czy ordyjska wyprawa coś w tej materii zmieni? To kolejna niewiadoma.
NUPIA, czyli Neokontynentalna Unia Państw Integracyjne Autonomicznych powstała w 2013 r. z przekształcenia powstałego w 2012 r. Apaczowa. Państwo to było realizacją marzeń o nowym mikroświecie. Początkowo radziło sobie całkiem nieźle, potem popadło w wieloletni kryzys, który zakończył się nagłym zniknięciem forum. Później podjęto próbę reaktywacji państwa na forum bialeńskim - niestety bezskutecznie, aktywność była bardzo niska.
Jak Neokontynent wygląda kilka lat po upadku państwa? W porcie przybyszów powitali marynarze w schludnych mundurach, co jest miłą odmianą po wizycie w Suderlandzie. Byli jednak małomówni, najwyraźniej starali się przestrzegać jakichś procedur. Poinformowali żeglarzy, że zostaną zaprowadzeni do dowódcy portu, który udzieli im wszystkich potrzebnych informacji...
Wiadomo natomiast, że grupa bundżadarskich amatorów, wraz z profesjonalną załogą zatrudnioną przez Ronona Dexa, dokonało epokowego czynu, nie mającego precedensu w dziejach ordyjskiego żeglarstwa. Nowy Świat został odkryty dla Ordyjczyków. Neokontynent, przed katastrofą siedziba NUPIA, ojczyzny Pela Nandera, Apache i Abdullaha Aykma, jest obecnie niemal zapomniany przez mikronautów. Nikt nie próbuje zagospodarować tych terenów na nowo, nikt nie lokuje tu młodych mikronacji, nikt tu nie podróżuje. Czy ordyjska wyprawa coś w tej materii zmieni? To kolejna niewiadoma.
NUPIA, czyli Neokontynentalna Unia Państw Integracyjne Autonomicznych powstała w 2013 r. z przekształcenia powstałego w 2012 r. Apaczowa. Państwo to było realizacją marzeń o nowym mikroświecie. Początkowo radziło sobie całkiem nieźle, potem popadło w wieloletni kryzys, który zakończył się nagłym zniknięciem forum. Później podjęto próbę reaktywacji państwa na forum bialeńskim - niestety bezskutecznie, aktywność była bardzo niska.
Jak Neokontynent wygląda kilka lat po upadku państwa? W porcie przybyszów powitali marynarze w schludnych mundurach, co jest miłą odmianą po wizycie w Suderlandzie. Byli jednak małomówni, najwyraźniej starali się przestrzegać jakichś procedur. Poinformowali żeglarzy, że zostaną zaprowadzeni do dowódcy portu, który udzieli im wszystkich potrzebnych informacji...
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Dowódca portu, major Hickel, wysoki, przystojny mężczyzna w średnim wieku, miło przyjął ordyjską delegację. Okazało się, że jest nie tylko oficerem, ale także członkiem Rady Miasta. Marynarze zasypali go pytaniami na temat aktualnej sytuacji na Neokontynencie, ale on tylko uśmiechnął się, poczęstował gości kawą i papierosami oraz poprosił o cierpliwość. Postanowił opowiedzieć całą historię od początku do końca. Zgodził się nawet na nagrywanie, aby wiadomość dotarła do Nowej Ordy bez zniekształceń.
- NUPIA przez całe lata znajdowała się w kryzysie. Władze miały dobre intencje i wyznawały szczytne ideały, ale brakowało im siły na ich realizację. Z biegiem lat coraz bardziej widoczne było, że ludności rdzennej i przybyszom jest nie po drodze. Tubylcy uważali, że są gospodarzami tego kontynentu i ich kultura powinna stanowić podstawę systemu państwowego. Przybysze z kolei chcieli "ucywilizować" ten skraj mikroświata. Dążyli do tego celu w sposób pokojowy i stosunkowo mało inwazyjny. Zetknięcie zupełnie innych cywilizacji sprawiło jednak zupełnie naturalne konflikty.
Gdy na skutek Kataklizmu, jak nazywamy wielkie trzęsienie ziemi, które pochłonęło dziesiątki tysięcy ofiar i zniszczyło wiele najważniejszych miast, rząd utracił faktyczną władzę nad krajem, podziały etniczne stały się jeszcze bardziej wyraźne. Okazało się, że najmniej ucywilizowane plemiona radzą sobie najlepiej, zaś ludność miejska ma olbrzymie problemy z odbudowaniem swoich apartamentowców i biurowców. Poszczególne plemiona zaczęły ogłaszać autonomię, a następnie niepodległość. Duże miasta, oddzielone od siebie oceanem terenów bezludnych i państw plemiennych, coraz bardziej się od siebie separowały, aż wreszcie zaczęły funkcjonować jako de facto niepodległe republiki miejskie. Zniknięcie bez wieści Pela Nandera i Apache tylko przyspieszyło upadek władzy centralnej...
Obecnie Neokontynent to kilkadziesiąt mniejszych lub większych państw, które nie tworzą żadnego wspólnego organizmu. Większość państw jest albo tubylcza, albo imigrancka. Na palcach jednej ręki można policzyć kraje w których doszło do unii miasta z prowincją. Nie oznacza to jednak, że Neokontynent pogrążony jest w nieustannej wojnie. Wręcz przeciwnie, powszechna jest kooperacja gospodarcza. Plemiona też nie żyją już tak, jak dawniej. Uprawiają nowoczesne rolnictwo, przemysł, w większości przyjęły osiadły styl życia. Patrząc przez pryzmat Starego Mikroświata, a nawet Nordaty, ich życie jest proste, a gospodarka wręcz prymitywna. Ale ich to nie razi, oni są do tego przyzwyczajeni. Nieco lepiej jest w miastach, choć odbudowa daleka jest od zakończenia.
Zastanawiacie się być może, dlaczego nie postaraliśmy się o kontakt z innymi kontynentami? Po pierwsze, nie mamy rządu centralnego, który mógłby się tym zająć. Jesteśmy zaabsorbowani sytuacją wewnętrzną. Po drugie, NUPIA przez wiele lat była odizolowana od zagranicy, która uważała ją za kraj gorszy i peryferyjny. Skrawki NUPIA nie mogą spodziewać się lepszego traktowania. A kto wie, może ktoś zechciałby zainterweniować w naszą sytuację?
Stosunki NUPIA z Bialenią były jednak dość dobra, a przynajmniej tak czytałem w gazetach w dawnych czasach. Skoro Nowa Orda kierowana jest przez dawnego prezydenta Bialenii, wierzymy w szczerość deklaracji o pokojowych intencjach. Czy mają panowie jeszcze jakieś pytania?
Rozmowa z majorem trwała dość długo. Szczegółowy raport zostanie przekazany władzom Nowej Ordy. Pod koniec rozmowy poruszono temat wycieczki bundżadarczyków po wybrzeżu. Dowódca portu obiecał, że zorganizuje spotkanie gości z burmistrzem oraz postara się o wizę turystycznę do najbliższego państwa plemiennego. Tymczasem na oficjalnym papierze wypisał tygodniową zgodę na poruszanie się po mieście i przybił pieczątkę...
- NUPIA przez całe lata znajdowała się w kryzysie. Władze miały dobre intencje i wyznawały szczytne ideały, ale brakowało im siły na ich realizację. Z biegiem lat coraz bardziej widoczne było, że ludności rdzennej i przybyszom jest nie po drodze. Tubylcy uważali, że są gospodarzami tego kontynentu i ich kultura powinna stanowić podstawę systemu państwowego. Przybysze z kolei chcieli "ucywilizować" ten skraj mikroświata. Dążyli do tego celu w sposób pokojowy i stosunkowo mało inwazyjny. Zetknięcie zupełnie innych cywilizacji sprawiło jednak zupełnie naturalne konflikty.
Gdy na skutek Kataklizmu, jak nazywamy wielkie trzęsienie ziemi, które pochłonęło dziesiątki tysięcy ofiar i zniszczyło wiele najważniejszych miast, rząd utracił faktyczną władzę nad krajem, podziały etniczne stały się jeszcze bardziej wyraźne. Okazało się, że najmniej ucywilizowane plemiona radzą sobie najlepiej, zaś ludność miejska ma olbrzymie problemy z odbudowaniem swoich apartamentowców i biurowców. Poszczególne plemiona zaczęły ogłaszać autonomię, a następnie niepodległość. Duże miasta, oddzielone od siebie oceanem terenów bezludnych i państw plemiennych, coraz bardziej się od siebie separowały, aż wreszcie zaczęły funkcjonować jako de facto niepodległe republiki miejskie. Zniknięcie bez wieści Pela Nandera i Apache tylko przyspieszyło upadek władzy centralnej...
Obecnie Neokontynent to kilkadziesiąt mniejszych lub większych państw, które nie tworzą żadnego wspólnego organizmu. Większość państw jest albo tubylcza, albo imigrancka. Na palcach jednej ręki można policzyć kraje w których doszło do unii miasta z prowincją. Nie oznacza to jednak, że Neokontynent pogrążony jest w nieustannej wojnie. Wręcz przeciwnie, powszechna jest kooperacja gospodarcza. Plemiona też nie żyją już tak, jak dawniej. Uprawiają nowoczesne rolnictwo, przemysł, w większości przyjęły osiadły styl życia. Patrząc przez pryzmat Starego Mikroświata, a nawet Nordaty, ich życie jest proste, a gospodarka wręcz prymitywna. Ale ich to nie razi, oni są do tego przyzwyczajeni. Nieco lepiej jest w miastach, choć odbudowa daleka jest od zakończenia.
Zastanawiacie się być może, dlaczego nie postaraliśmy się o kontakt z innymi kontynentami? Po pierwsze, nie mamy rządu centralnego, który mógłby się tym zająć. Jesteśmy zaabsorbowani sytuacją wewnętrzną. Po drugie, NUPIA przez wiele lat była odizolowana od zagranicy, która uważała ją za kraj gorszy i peryferyjny. Skrawki NUPIA nie mogą spodziewać się lepszego traktowania. A kto wie, może ktoś zechciałby zainterweniować w naszą sytuację?
Stosunki NUPIA z Bialenią były jednak dość dobra, a przynajmniej tak czytałem w gazetach w dawnych czasach. Skoro Nowa Orda kierowana jest przez dawnego prezydenta Bialenii, wierzymy w szczerość deklaracji o pokojowych intencjach. Czy mają panowie jeszcze jakieś pytania?
Rozmowa z majorem trwała dość długo. Szczegółowy raport zostanie przekazany władzom Nowej Ordy. Pod koniec rozmowy poruszono temat wycieczki bundżadarczyków po wybrzeżu. Dowódca portu obiecał, że zorganizuje spotkanie gości z burmistrzem oraz postara się o wizę turystycznę do najbliższego państwa plemiennego. Tymczasem na oficjalnym papierze wypisał tygodniową zgodę na poruszanie się po mieście i przybił pieczątkę...
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Lettucja, bo tak nazywa się miasto do którego przybyli żeglarze, było drugim największym miastem NUPIA. Jego historia jest jednak znacznie dłuższa. Pierwotnie miasto to znane było jako San Martin i było stolicą stanu Santa Edea w Neopolis (państwo istniejące od 2007 do 2011 roku). W okresie istnienia NUPIA Lettucja był stolicą okręgu Poelgia. Jak możemy przeczytać na micropedii, Lettucja to:
Ordyjczycy w czasie wycieczki po mieście nie byli niepokojeni żadnymi zagrożeniami. W mieście panuje spokój, choć widać zniszczenia wojenne oraz opuszczone, zaniedbane budynki. Krajobraz poza slumsami nie jest jednak pejzażem postapokaliptycznym. Lettucja żyje i powoli odbudowuje swoją pozycję i poziom życia sprzed Kataklizmu. Zachowanie miejscowej ludności oraz architektura nie odbiegają od standardów nordackich.
Zdecydowanie bardziej niezwykłe z punktu widzenia mieszkańców Nordaty są widoki na które natrafić można w sąsiednim państwie plemiennym Szmaragdowych Łowców (Esigaduyi Uwoduhi), które utrzymuje pozytywne relacje handlowe z Lettucją. Kultura i architektura Łowców stanowi połączenie tradycji pierwotnej z wpływami dekad życia w Neopolis i NUPIA. Łowiectwo, które dało plemieniu nazwę, nie jest już szczególnie istotną gałęzią gospodarki. Rolnictwo zorganizowane jest w sposób nowoczesny. Przyzwyczajeni do wygód życia Łowcy nie porzucili także przemysłu, chociaż w chwili odzyskiwania niepodległości pojawiały się utopijne pomysły, które kojarzyć możemy z anarchoprymitywizmem. Proza życia dowiodła, że nie da się cofnąć wskazówek zegara dziejów. Ludzie, którzy wywędrowali ze slumsów Lettucji znają się na przemyśle, bo sami w nim pracowali. Ich wiedza pomogła uruchomić nowe fabryki. Szmaragdowi Łowcy nie wybudowali wielkich miast, przeważnie żyją na wsiach i w miasteczkach, których budynki usiłują połączyć rdzenną estetykę z nowoczesnym przeznaczeniem. Państwo plemienne jest demokratyczne, choć w specyficzny sposób - Indianie z okolicy wybierają swoich przedstawicieli, ci przedstawiciele wybierają przedstawicieli wyższego szczebla, aż w końcu powstaje Rada Plemienna, wybierająca kadencyjnego Wodza.
Ordyjczycy w czasie podróży do kraju Szmaragdowych Łowców ubrali się w tradycyjne stroje ordyjskie. Uznano, że łatwiej będzie zdobyć zaufanie miejscowych poprzez zaprezentowanie się jako rdzenny lud z Nordaty. Tak się rzeczywiście stało. Łowcy chętnie opowiadali (oczywiście poprzez tłumaczy) o swoim kraju i swoim światopoglądzie oraz dylematych związanych z próbą pogodzenia tradycji i tożsamości z modernizacją gospodarczą. Starszemu pokoleniu wciąż trudno jest oddzielić zdobycze cywilizacyjne od negatywnych praktyk kolonizatorów. Młodsi, którzy wychowali się w Neopolis i w NUPIA, byli już przyzwyczajeni do życia w nowoczesnym, zglobalizowanym świecie.
Dylematy Łowców sprowokowały dyskusję wśród samych Ordyjczyków na temat własnej tożsamości. Wyzwolenie się spod wielowiekowego panowania Brodrii i Nan Di sprawiło, że Orda stanęła przed koniecznością przemyślenia swojej samoidentyfikacji. Co oznacza bycie Szmaragdowym Łowcą lub Ordyjczykiem w dzisiejszym świecie? Wszyscy używamy tych samych technologii, mieszkamy w podobnych domach, na co dzień ubieramy się podobnie. Odwrót od nowoczesności z konieczności musiałby oznaczać pogłębienia zacofania. Jednak czy sprowadzenie tożsamości narodowej do ubrania strojów ludowych w czasie świąt oraz zaśpiewania ludowych piosenek nie jest pewnym spłyceniem tej tożsamości? Takich dylematów nie mają narody uczestniczące w pochodzie dziejowym na przedzie, mające własnych wynalazców i własne osiągnięcia technologiczne. Ludy, które przez wieki tkwiły w zacofaniu, nie mając własnego państwa i własnych osiągnięć cywilizacyjnych, muszą odpowiedzieć sobie na kilka trudnych pytań. Oczywiście sytuacja Ordyjczyków i Szmaragdowych Łowców jest odmienna - Ordyjczycy w czasach radzieckich zostali dogłębnie zmodernizowani, mają duże miasta, przemysł, szkoły i uczelnie, elity intelektualne. Łowcy po upadku NUPIA muszą niemalże startować od zera...
Duży ośrodek kulturalny i centrum przemysłu rozrywkowego. Charakterystyczną cechą pejzażu miasta są dzielnice bogaczy kontrastujące ze slumsami. W San Martin urodziło się wielu znanych mieszkańców Republiki Federalnej Neopolis min. Daron Lynch i Michał Merwin.
Obecnie Lettucja dalej jest dużym miastem, chociaż Kataklizm i późniejsze wojny mocno dały mu się we znaki. Ze slumsów zniknęła rdzenna ludność, która postanowiła wywędrować (lub została do tego zmuszona) do państw plemiennych. Kultura i rozrywka pełnią ostatnio dużo mniejszą rolę niż we wcześniejszym okresie. Z resztą, możliwości sprzedaży filmów i muzyki poza miasto są ograniczone. Państwa plemienne nie są zainteresowane kulturą białych ludzi, a inne republiki miejskie nie są w stanie wiele zapłacić, gdyż borykają się z poważnymi problemami gospodarczymi. Stolica Poelgii musiała przetransformować swoją gospodarkę na zaspokajanie potrzeb własnych mieszkańców oraz handel z najbliższymi sąsiadami. Odbudowano tradycyjne gałęzie przemysłu, a wokół miasta odżyło rolnictwo. Miasto wraz z podległymi mu terenami liczy ponad 200 tys. mieszkańców. Ciężko powiedzieć, czy dalej jest drugim ośrodkiem na kontynencie, ciężko bowiem o wiarygodne dane z innych miast. Ordyjczycy w czasie wycieczki po mieście nie byli niepokojeni żadnymi zagrożeniami. W mieście panuje spokój, choć widać zniszczenia wojenne oraz opuszczone, zaniedbane budynki. Krajobraz poza slumsami nie jest jednak pejzażem postapokaliptycznym. Lettucja żyje i powoli odbudowuje swoją pozycję i poziom życia sprzed Kataklizmu. Zachowanie miejscowej ludności oraz architektura nie odbiegają od standardów nordackich.
Zdecydowanie bardziej niezwykłe z punktu widzenia mieszkańców Nordaty są widoki na które natrafić można w sąsiednim państwie plemiennym Szmaragdowych Łowców (Esigaduyi Uwoduhi), które utrzymuje pozytywne relacje handlowe z Lettucją. Kultura i architektura Łowców stanowi połączenie tradycji pierwotnej z wpływami dekad życia w Neopolis i NUPIA. Łowiectwo, które dało plemieniu nazwę, nie jest już szczególnie istotną gałęzią gospodarki. Rolnictwo zorganizowane jest w sposób nowoczesny. Przyzwyczajeni do wygód życia Łowcy nie porzucili także przemysłu, chociaż w chwili odzyskiwania niepodległości pojawiały się utopijne pomysły, które kojarzyć możemy z anarchoprymitywizmem. Proza życia dowiodła, że nie da się cofnąć wskazówek zegara dziejów. Ludzie, którzy wywędrowali ze slumsów Lettucji znają się na przemyśle, bo sami w nim pracowali. Ich wiedza pomogła uruchomić nowe fabryki. Szmaragdowi Łowcy nie wybudowali wielkich miast, przeważnie żyją na wsiach i w miasteczkach, których budynki usiłują połączyć rdzenną estetykę z nowoczesnym przeznaczeniem. Państwo plemienne jest demokratyczne, choć w specyficzny sposób - Indianie z okolicy wybierają swoich przedstawicieli, ci przedstawiciele wybierają przedstawicieli wyższego szczebla, aż w końcu powstaje Rada Plemienna, wybierająca kadencyjnego Wodza.
Ordyjczycy w czasie podróży do kraju Szmaragdowych Łowców ubrali się w tradycyjne stroje ordyjskie. Uznano, że łatwiej będzie zdobyć zaufanie miejscowych poprzez zaprezentowanie się jako rdzenny lud z Nordaty. Tak się rzeczywiście stało. Łowcy chętnie opowiadali (oczywiście poprzez tłumaczy) o swoim kraju i swoim światopoglądzie oraz dylematych związanych z próbą pogodzenia tradycji i tożsamości z modernizacją gospodarczą. Starszemu pokoleniu wciąż trudno jest oddzielić zdobycze cywilizacyjne od negatywnych praktyk kolonizatorów. Młodsi, którzy wychowali się w Neopolis i w NUPIA, byli już przyzwyczajeni do życia w nowoczesnym, zglobalizowanym świecie.
Dylematy Łowców sprowokowały dyskusję wśród samych Ordyjczyków na temat własnej tożsamości. Wyzwolenie się spod wielowiekowego panowania Brodrii i Nan Di sprawiło, że Orda stanęła przed koniecznością przemyślenia swojej samoidentyfikacji. Co oznacza bycie Szmaragdowym Łowcą lub Ordyjczykiem w dzisiejszym świecie? Wszyscy używamy tych samych technologii, mieszkamy w podobnych domach, na co dzień ubieramy się podobnie. Odwrót od nowoczesności z konieczności musiałby oznaczać pogłębienia zacofania. Jednak czy sprowadzenie tożsamości narodowej do ubrania strojów ludowych w czasie świąt oraz zaśpiewania ludowych piosenek nie jest pewnym spłyceniem tej tożsamości? Takich dylematów nie mają narody uczestniczące w pochodzie dziejowym na przedzie, mające własnych wynalazców i własne osiągnięcia technologiczne. Ludy, które przez wieki tkwiły w zacofaniu, nie mając własnego państwa i własnych osiągnięć cywilizacyjnych, muszą odpowiedzieć sobie na kilka trudnych pytań. Oczywiście sytuacja Ordyjczyków i Szmaragdowych Łowców jest odmienna - Ordyjczycy w czasach radzieckich zostali dogłębnie zmodernizowani, mają duże miasta, przemysł, szkoły i uczelnie, elity intelektualne. Łowcy po upadku NUPIA muszą niemalże startować od zera...
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
- Andrzej Ordyński • Stempel
- Posty: 2067
- Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
- Kontakt:
-
ODZNACZENIA NANDYJSKIE
Re: Z Nowej Ordy do Nowego Świata
Neokontynent to kolejne po Bialenii i Suderlandzie terytorium, którego obecna sytuacja zasługuje na dogłębniejsze zbadanie, aniżeli jest tego w stanie dokonać niewielka grupa amatorów. Jednak z pewnością pionerska wyprawa Ordyjczyków stanowi dobry wstęp do zainteresowania się terenami państw upadłych, które "zniknęły z radarów" i popadają w zapomnienie - nie po to jednak, by przygotować ich inkorporację (budowanie pikselowych imperiów nieodpowiadających liczbie rzeczywistych aktywnych obywateli jest już passe), lecz zachować ciągłość uniwersum. Idealną sytuacją byłoby, gdyby ziemie po dawnych państwach zostały zapełnione przez nowych mikronautów, chcących nawiązywać do narracji, która kiedyś była tam rozwijana.
Dla Ordyjczyków nadszedł dzień opuszczenia kontynentu nowoczesnych poleis i indiańskich państw plemiennych. Następnym i ostatnim już etapem podróży jest Ijuż - dawny kontynent położony na zachód od Nordaty. Kontynent Północny przez lata był, a przez najbardziej twardogłowych boomerów do dzisiaj jest, uznawany za region yoyonacji, nieprofesjonalnych projektów i niepoważnych ludzi. Na Ijużu każda z tych cech wyostrzona była do skrajności. Kontynent ten nie był uznawany międzynarodowo, podobnie jak i ulokowane na nim państwa. Chyba tylko Pel Nander i Ronon Dex zdecydowali się na umieszczenie ich na mapie.
Na Ijuż istniało wiele efemerycznych państw. Podróżnicy wybrać musieli jedno. Padło na Sandhgi, a konkrentie Święte Zjednoczone Cesarstwo Sandhi. Oddajmy głos micropedii:
Sandhgi leży w tak marginalnym regionie mikroświata, że brakuje nawet mapy z zaznaczonymi miejscowościami i portami. Na szczęście profesjonaliści z firmy Ronona Dexa zdołali namierzyć jedno z nadbrzeżnych miasteczek. Do niego skierował się statek. Miejscowość o nieznanej nazwie wyglądała na niewielką. Żeglarzy nie powitali żołnierze, ani policjanci, lecz grupa bawiących się dzieci. Nijak nie można było się z nimi porozumieć, nie znany żadnego z języków, którym posługiwali się uczestnicy wyprawy. Nie lepiej było z dorosłymi... Próbowano porozumieć się gestami, ale ta forma komunikacji nie sprzyja dobremu zrozumieniu.
Miasto sprawiało wrażenie bardzo ubogiego. Budynki były zaniedbane. Nie niosły nawet pamięci o ewentualnej dawnej świetności. Ciężko wysnuwać wnioski o całym kontynenncie na podstawie pierwszej z miejscowości brzegu, ale siłą rzeczy nasuwała się myśl, że być może kontynent ten nigdy nie miał swojego złotego wieku... Podjęto decyzję o pozostaniu w mieście do następnego dnia. Tajemniczość ludu skłoniła jednak podróżników do nocowania na statku.
Warto było poczekać, ponieważ następnego dnia do miasta przybył sędziwy lekarz, który potrafił porozumiewać się w łamanym nandyjskim. W języku tym mówi część z naszej załogi. Co udało się ustalić? Święte Zjednoczone Cesarstwo było tylko jednym z wielu, niezwykle szybko zmieniających się w Sandhgi reżimów. Generalnie kraj od niepamiętnych czasów pogrążony jest w wojnach zewnętrznych i zewnętrznych, zamachach stanu, buntach, rewolucjach i klęskach elementarnych. Nazwanie się mianem cesarstwa było mocno na wyrost, bo chociaż kraj posiada całkiem pokaźne terytorium, to liczba ludności jest dość niska. A poziomu życia w kraju nawet nie warto komentować. Czegoś dowodzi fakt, że on, stary lekarz, musi odwiedzać trzy sąsiadujące ze sobą miasteczka oraz wiele wsi, ponieważ brakuje wykształconych ludzi zdolnych do pracy w tym zawodzie. Kraj, podobnie jak większość kontynentu, znajduje się w stanie upadku. Dlaczego większość? Istnieją plotki, że np. Arenstan całkiem nieźle prosperuje, pomimo dużego zacofania i braku kontaktu ze światem zewnętrznym. Ciężko jednak zweryfikować te doniesienia...
W sumie niewiele udało się dowiedzieć. Rozmówca naszych podróżników bardzo się spieszył, z resztą jego nandyjski był co najwyżej komunikatywny. Okazało się, że w latach 60. przez dwa lata studiował w Nan Di. Był to czas, gdy Sandhgi było krajem na poły socjalistycznym i otrzymywało pomoc z Kraju Rad, w skład w którego wchodziły wówczas na zasadzie autonomii ziemie nandyjskie. Miło wspomina też czas i uważa, że wówczas Ijuż był na najlepszej drodze do ucywilizowania i podniesienia poziomu życia. Niestety tak się nie stało. Czy kiedyś jeszcze pojawi się na horyzoncie nowa szansa?
Następnego dnia Ordyjczycy wybrali się w drogę powrotną, która przebiegła bez przeszkód. Radość z rychłego powrotu do domu mieszała się z żalem, że prawdopodobnie największa przygoda życia bundżadarskich pijaczy kumysu dobiega końca. Owszem, zarobią trochę na wywiadach i występach w telewizji. Niektórzy może spróbują szczęścia w showbusinessie. Ale czy da się na jednej podróży zbudować sławę i karierę? Powitanie w Nandzie nie było tłumne, bo data powrotu nie była konkretnie ustalona. Mer zaprosił podróżników na uroczysty obiad. W międzyczasie przybyła telewizja z Bundżadaru, by porozmawiać o wrażeniach z podróży. Wywiady nie trwały długo, by pionierzy spieszyli się na spotkanie z chanem, czyli głównym sponsorem wyprawy.
Przełamując czwartą ścianę, dziękuję wszystkim, którzy przeczytali tę dość długą, jak na warunki mikroświata, opowieść w odcinkach. Bardzo liczę na komentarze. Jeśli się podobało, może zdecyduję się na organizację kolejnej, już bardziej profesjonalnej wyprawy w wybrany zakątek mikroświata. Chętnie dowiem się, która z lokalizacji najbardziej was zaciekawiła. Jeżeli nad czymś powinienem popracować - koniecznie napiszcie co. A jeśli było całkowicie do niczego - też mnie o tym poinformujcie, żebym nie tracił czasu na grafomanię i zajął się czymś bardzie pożytecznym.
Trochę pobawiłem się grafikami AI we wcześniejszych odcinkach - czy taka forma ilustracja była dla was interesują i pomocna do wczucia się w klimat? Z kolei pisząc krótkie opisy uczestników wyprawy, miałem w planach pogłębienie narracji. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że jak to często u mnie bywa, mierzyłem siły na zamiary, a nie zamiary na siły. Choć gdyby odbyła się druga podróż, to niektóre z tych postaci mogłyby wziąć w niej udział i może wówczas odgrywałyby trochę większą rolę w opisach przygód. Nie przedłużając, koniecznie zostawcie jakiś komentarz. Ja sam nie mam pojęcia, jak wyszło.
A, jeszcze jedno. Za jakiś czas pewnie wydam tę opowieść w PDF-ie jako dodatek do Tajemniczego Pollinu. Myślę, że wtedy będzie miała większą szansę na dotarcie do kilku odbiorców więcej.
Dla Ordyjczyków nadszedł dzień opuszczenia kontynentu nowoczesnych poleis i indiańskich państw plemiennych. Następnym i ostatnim już etapem podróży jest Ijuż - dawny kontynent położony na zachód od Nordaty. Kontynent Północny przez lata był, a przez najbardziej twardogłowych boomerów do dzisiaj jest, uznawany za region yoyonacji, nieprofesjonalnych projektów i niepoważnych ludzi. Na Ijużu każda z tych cech wyostrzona była do skrajności. Kontynent ten nie był uznawany międzynarodowo, podobnie jak i ulokowane na nim państwa. Chyba tylko Pel Nander i Ronon Dex zdecydowali się na umieszczenie ich na mapie.
Na Ijuż istniało wiele efemerycznych państw. Podróżnicy wybrać musieli jedno. Padło na Sandhgi, a konkrentie Święte Zjednoczone Cesarstwo Sandhi. Oddajmy głos micropedii:
(Święte) Zjednoczone Cesarstwo Sandhgi - Czyli w gwarze narodowej (Santi) Etzaini Saduóy ini Sandhgi . Nazwa Święte przypomina że główną władzę w kraju trzymają Reprezentanci Bogów Pierwszego Kręgu. Mimo to nie jest to kraj przeznaczony tylko pod religie. Ma to być taki azyl dla ludzi szukających spokoju. Jak klikniecie w mapkę na stronie głównej to zobaczycie Masyw Górski dla ludzi szukających całkowitego spokoju i wyspy-oazy dla ludzi chcący poszukać nowych wrażeń. Kraj jest w trakcie tworzenia ale już posiada konstytucje. Jeżeli ktoś szuka nowej religii lub/i władzy zapraszam do kraju i znajdzie się dla was miejsce. Kraj będzie wzorowany na starożytnych Chinach i Indiach z nutką wspólczesnej demokracji.
Założone w 2010 r. na cda.pl strona i forum już od dawna nie istnieją. Wszystko wskazuje na to, że Sandhgi nigdy nie rozwinęło szerzej swojej działałności. Jednak sam koncept był interesujący - wyraźne są nawiązania do klimatu hinduskiego. Planowano też stworzyć religię - Dio Ormii linii pierwszego kręgu. Niewiele z tego przedostało się do informacji mieszkańców państw bardziej cywilizowanych, jeszcze mniej zachowało się w pamięci. Projekt ten, podobnie jak wiele innych, zaginął w mrokach niepamięci. Sandhgi leży w tak marginalnym regionie mikroświata, że brakuje nawet mapy z zaznaczonymi miejscowościami i portami. Na szczęście profesjonaliści z firmy Ronona Dexa zdołali namierzyć jedno z nadbrzeżnych miasteczek. Do niego skierował się statek. Miejscowość o nieznanej nazwie wyglądała na niewielką. Żeglarzy nie powitali żołnierze, ani policjanci, lecz grupa bawiących się dzieci. Nijak nie można było się z nimi porozumieć, nie znany żadnego z języków, którym posługiwali się uczestnicy wyprawy. Nie lepiej było z dorosłymi... Próbowano porozumieć się gestami, ale ta forma komunikacji nie sprzyja dobremu zrozumieniu.
Miasto sprawiało wrażenie bardzo ubogiego. Budynki były zaniedbane. Nie niosły nawet pamięci o ewentualnej dawnej świetności. Ciężko wysnuwać wnioski o całym kontynenncie na podstawie pierwszej z miejscowości brzegu, ale siłą rzeczy nasuwała się myśl, że być może kontynent ten nigdy nie miał swojego złotego wieku... Podjęto decyzję o pozostaniu w mieście do następnego dnia. Tajemniczość ludu skłoniła jednak podróżników do nocowania na statku.
Warto było poczekać, ponieważ następnego dnia do miasta przybył sędziwy lekarz, który potrafił porozumiewać się w łamanym nandyjskim. W języku tym mówi część z naszej załogi. Co udało się ustalić? Święte Zjednoczone Cesarstwo było tylko jednym z wielu, niezwykle szybko zmieniających się w Sandhgi reżimów. Generalnie kraj od niepamiętnych czasów pogrążony jest w wojnach zewnętrznych i zewnętrznych, zamachach stanu, buntach, rewolucjach i klęskach elementarnych. Nazwanie się mianem cesarstwa było mocno na wyrost, bo chociaż kraj posiada całkiem pokaźne terytorium, to liczba ludności jest dość niska. A poziomu życia w kraju nawet nie warto komentować. Czegoś dowodzi fakt, że on, stary lekarz, musi odwiedzać trzy sąsiadujące ze sobą miasteczka oraz wiele wsi, ponieważ brakuje wykształconych ludzi zdolnych do pracy w tym zawodzie. Kraj, podobnie jak większość kontynentu, znajduje się w stanie upadku. Dlaczego większość? Istnieją plotki, że np. Arenstan całkiem nieźle prosperuje, pomimo dużego zacofania i braku kontaktu ze światem zewnętrznym. Ciężko jednak zweryfikować te doniesienia...
W sumie niewiele udało się dowiedzieć. Rozmówca naszych podróżników bardzo się spieszył, z resztą jego nandyjski był co najwyżej komunikatywny. Okazało się, że w latach 60. przez dwa lata studiował w Nan Di. Był to czas, gdy Sandhgi było krajem na poły socjalistycznym i otrzymywało pomoc z Kraju Rad, w skład w którego wchodziły wówczas na zasadzie autonomii ziemie nandyjskie. Miło wspomina też czas i uważa, że wówczas Ijuż był na najlepszej drodze do ucywilizowania i podniesienia poziomu życia. Niestety tak się nie stało. Czy kiedyś jeszcze pojawi się na horyzoncie nowa szansa?
Następnego dnia Ordyjczycy wybrali się w drogę powrotną, która przebiegła bez przeszkód. Radość z rychłego powrotu do domu mieszała się z żalem, że prawdopodobnie największa przygoda życia bundżadarskich pijaczy kumysu dobiega końca. Owszem, zarobią trochę na wywiadach i występach w telewizji. Niektórzy może spróbują szczęścia w showbusinessie. Ale czy da się na jednej podróży zbudować sławę i karierę? Powitanie w Nandzie nie było tłumne, bo data powrotu nie była konkretnie ustalona. Mer zaprosił podróżników na uroczysty obiad. W międzyczasie przybyła telewizja z Bundżadaru, by porozmawiać o wrażeniach z podróży. Wywiady nie trwały długo, by pionierzy spieszyli się na spotkanie z chanem, czyli głównym sponsorem wyprawy.
Przełamując czwartą ścianę, dziękuję wszystkim, którzy przeczytali tę dość długą, jak na warunki mikroświata, opowieść w odcinkach. Bardzo liczę na komentarze. Jeśli się podobało, może zdecyduję się na organizację kolejnej, już bardziej profesjonalnej wyprawy w wybrany zakątek mikroświata. Chętnie dowiem się, która z lokalizacji najbardziej was zaciekawiła. Jeżeli nad czymś powinienem popracować - koniecznie napiszcie co. A jeśli było całkowicie do niczego - też mnie o tym poinformujcie, żebym nie tracił czasu na grafomanię i zajął się czymś bardzie pożytecznym.
A, jeszcze jedno. Za jakiś czas pewnie wydam tę opowieść w PDF-ie jako dodatek do Tajemniczego Pollinu. Myślę, że wtedy będzie miała większą szansę na dotarcie do kilku odbiorców więcej.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

