Strona 1 z 2

Moja mikronacyjna utopia

: 14 lip 2024, 14:47
autor: Norbert Byfyj
Witajcie raz jeszcze!

Już uprzednio zdecydowałem się dokonać się przywitania, niemniej na potrzeby tego absurdalnie długiego strumienia świadomości będę miał jeszcze trochę do dodania by ten chaos myślowy miał chociaż początek i koniec. To co zamierzam tutaj przedstawić to moja autorska rozprawa nad tym co jest moim mikronacyjnym marzeniem, co mi się podoba, jaki kraj chciałbym widzieć. Osoby, które kojarzą mnie ze wcześniejszych wpisów, być może będą spodziewały się tego co sądzę na wybrane tematy, przy czym wiadomo że wobec niektórych nadwyraz często musiałem rewidować co myślę. Proszę się przygotować na liczne dygresje z mojej strony. Możliwe że nawet dział jest zły, sami już ocenicie.

Od początku, więc. Jako Norbert Byfyj o mikronacjach usłyszałem w 2013 roku i była to Rotria. Nawet się tam przywitałem, ale nie rozumiałem jak uzyskać obywatelstwo itd, wiec odpuściłem. Prosty błąd gimnazjalisty. Podejscie drugie to lipiec 2014 w Koburgii. Mikronacyjna efemeryda (Grutina?) udająca Belgię, gdzie niby coś porobiłem, ale faktycznie to niewiele, więc tylko nudny zapisek do CV, który można było uznać za ciekawy element politycznego spinu w dalszej przyszłości kariery mikronacyjnej, by był ciekawy element sporów terytorialnych. Docieramy do maja 2016 i pojawienia się Południolandii. Tutaj służyłem długo, aż się wypaliłem gdzieś pod koniec 2019 i ostatni raz zaglądając na forum jakoś w marcu lub kwietniu 2020. Pamięć w tym miejscu robi mi się rozmazana, wiec potencjalnie daty te są przekłamane.

Doświadczenie wynikające z piastowania różnych stanowisk oraz wszelkie elementy intryg, spisków, czy też zwykłych negocjacji, politykowania kształatowało mnie mocno, niemniej wpływ na mnie miało to jak się zmieniałem w świecie realnym, gdyż tam gdzie się dało to moje poglądy rezonowały na to jakie postawy miałem w mikroświecie. Stąd też widać łatwą ewolucję nazw partii w jakich byłem: faszystowska -> wolnościowa -> narodowo konserwatywna. Obecnie prawdopodobnie byłoby to coś w stylu umiarkowanej centroprawicy. Oczywiście odnosząc to do polskiego podwórka. Zanim się jeszcze bardziej rozkręcę to nadmienię, że wybrałem to miejsce, gdyż koledzy z Suderlandu wspomnieli mi o tym, że siedzą na bastionie to z szacunku myślę że będzie najlepiej tutaj. Chociaż myślałem czy nie dać czegoś takiego w Dreamlandzie, bądź Sarmacji jako te bardziej rozpoznawalne nacje, które istnieją. Chociaż jeżeli by się to z jakiegoś powodu odbiło echem, to pewnie można wydać komunikat prasowy do tych dwóch monarchii, o ile oczywiście odnajdę brakujące hasła do owych forów.

Od czego najlepiej zacząć, jak nie od ustroju. Ustrój Republiki Suderlandu niewątpliwie mocno na mnie wpłynął i bardzo mocno mi się spodobał, chociaż nie jest idealny. Chociaż jest to niewątpliwie zabawne, że najbardziej lubiłem ustrój, który praktycznie wyraziłem dużą zgodę na likwidację, jakże ironiczne. Na początek pytanie, na które już odpowiedź poznaliście, czyli podstawa ustroju. Wymarzona mikronacja to według mnie republika. Owszem monarchie są fajne, chociaż uważam że to w republikach mikronacje sobie radzą lepiej. Chociaż pozwalam sobie na oddanie że monarchia z fajnym elementami może być dopuszczalna. Nie wiem jaki byłby to dokładnie system polityczny, na pewno parlamentarny, ale z jaką domieszką to nie mam pojęcia, z chęcią postaram się wam to tutaj wytłumaczyć w możliwie największych szczegółach, chociaż nie wiem czy podołam.

Po pierwsze jesteśmy w mikronacjach, mamy minimalne zasoby ludzkie, także jedna izba parlamentu to maksimum, trzeba być realistą nawet w takich marzeniach. System uważam że powinien opierać się przede wszystkim na silnej pozycji parlamentu, która uchwala ustawy, podejmuje uchwały i wyznacza ministrów odpowiednich resortów. Wybierany w wyborach powszechnych przy braku progów. Wyłącznie w oparciu o ordynację proporcjonalną na podstawie jednego wielomandatowego okręgu wyborczego. Jestem fanem rządów koalicyjnych, nie lubię siły mocno skupionym w jednym ośrodku. Też uważam że sztuka kompromisu pozwala na dojrzenie wad własnych programów politycznych. Tak, jestem kompletnym idealistą i prawdopodobnie ignoruję to jak wygląda w tym momencie Polska, ale ja chcę marzyć!

Właściwie może lekka rewizja z mojej strony, niech parlament powołuje rząd, a nie ministerstwa. Koalicja rządowa, praktyczne programy polityczne na daną kadencję i niech koalicje się powołuję. Polityka musi się dziać, takie emocje lubię. Także niech będzie taka zabawa. Co dalej? Wotum zaufania klasycznie do uzyskania i parlamentowi przewodzi marszałek, czy jakkolwiek go nazwiemy. Wydaje mi się że w wariancie z liderem rządu znaczy nieco mniej, ale uważam że może tak być i mogę to zaakceptować. Rząd może dostać jedynie konstruktywne wotum nieufności, wotum negatywne uważam za komedię, która nie powinna mieć miejsca. Takze przesilenie w koalicji i można dokonać zmian. Parlament na pierwszej sesji wybiera tak zwanego premiera i ten do czasu następnej sesji parlamentu jest zobowiązany przedstawić nowy rząd. Oczywiście sam może też przyjąć którąś z tek ministerialnych. Do czasu uzyskania wotum zaufania, na potrzeby braku chaosu politycznego wciąż działa poprzedni rząd i to on podejmuje decyzje. Pomijam filozoficzne kwestie samego początku świata, niech one nas nie męczą, bo wiadomo że to utopia, a nie poważny plan, chociaż ma znamiona manifestu.

W ogóle czas na dygresję, czemu wypisuję swoje tezy jako gośc, który projektuje pociągi, ma wykształcenie mechaniczne, zna się na aerodynamice, analizach numerycznych, próbach wytrzymałościowych czy też materiałoznawstwie. Zawsze czułem, że jestem w miejscu przewodnim dla humanistów, a ja stanowię dziwny element dodatkowy, który nie wpasowuje się w pełni, mając inny tok rozumowania, inne wartości jakimi podejmuje decyzje. Tworzę utopię, myślę sobie jak powinien wyglądac ustrój, a ja widzę to przez pryzmat jakiegoś Ferrari 499P czy SmartCoradii. Serio to jest trochę dziwne i zacząłem się siebie bać przez chwilę.

Wracając... Silny parlament, gdyż uważam że role ministerstw byłyby ograniczone do podejmowania decyzji związanych wąsko z ich zakresami, przy czym parlament może nadawać tymczasowe uprawnienia dodatkowego, jeżeli tego wymagałby czas. Jakby to wyglądało? Powiększenie wojska? Zgoda parlamentu, jakieś wojowanie? Zgoda parlementu. Dobór ambasadorów? Zgoda parlamentu. Podpisanie traktatu międzynarodowego? Zgoda parlamentu. Prawdopodobnie wkurzyłem już tutaj sporą część fanów władzy silnej ręki, ale nie uważam że ona się sprawdza na dłuższą metę w mikronacjach. Myślę że taki scenatralizowany system jest potrzebny jedynie w chwili potężnego kryzysu, bądź procesu startowego. Jednakże przypomnę - opisuję swoją utopię.

No dobra, mamy parlament, mamy rząd. Co z głową państwa? W końcu ustaliłem że raczej nie chciałbym monarchii. Także jakiś prezydent. Nie zgadniecie, ale wybierany przez parlament. Proponowałbym tutaj żeby to była większość 3/5 głosów przy wyborze w głosowaniu tajnym. Prezydent wybierany byłby na kadencję nieco dłuższą niż izby parlamentu. Raczej o 1 lub 2 miesiące. Jednostki czasowe są do ustalenia. Wydaje mi się, że przez to jak się politycznie ukształciłem to nie jestem dużym fanem wyborów powszechnych na prezydenta i o ile nie byłem mocno wokalny w Suderlandzie, tak jestem pewien że pamięć mnie nie oszukuje i czułem się dziwnie, że wprowadzono nowelę która zmieniła pierwotny zapis konstytucji. Co prawda wówczas miałem inne pobudki. W ramach myśli mnie A.D. 2018 było to bardziej w stylu że czemu upodabniamy się do rzeczywistej Polski, gdy był taki fajny wyróżnik. Ja z 2024 roku uzna że w ramach jego pesymistycznej filozofii i trybalizacji wyborczej na stanowisko prezydenta kraju nie powinna iść charyzmatyczna postać, tylko cicha persona do zaciszy gabinetów by ładnie działać w gabinetach i bankietach.

Myślę że tutaj mogę zakończyć temat struktury politycznej. Zapewne wciaż jest dużo do ustalenia, dużo do opisania. Nie lubię polityki silnej ręki, lubię kooperację i taka powinna być idealna mikronacyjna polityka. Takie tezy polityczne rzucam jako fundament utopii. Wiem, że proponuję system wymagający co najmniej kilku aktywnych osób, by nie tylko był parlament, ale w ramach tego ekosystemu niezależny marszałek, rząd oraz opozycja. Myślę że z minimum 10 osób się znajdzie. W ogóle chciałbym zobaczyć w tym wszystkim też rządy mniejszościowe jako interesujące przypadki.

Mam nadzieję że ta przejażdżka po moich krainach fantazji sie podoba, gdyż myślę że trzeba coś wspomnieć o sądownictwie. Nie wiem co wspomnieć, dopóki republika nie popadła w kryzys sądownictwo tam działało dobrze i podobało mi się. Fajnie było, gdy działało i tyle chyba z mojej strony? No tak, bo to nie jest temat, który jest moją mocną stroną, Zawsze wydawało się to dosyć nieciekawym tworem, gdy działał zdrowo. Jakieś wyroki nad konstytucyjnością, ewentualnie jakieś wewnętrzne dramy się działy. W ogóle to dzisiaj jest sobota jak kończę ten fragment pisania, zaraz kwalifikacje do IndyCar. Ciekawe jak jutro będzie mi szło pisanie, raczej lżejszych tematów.

Niedziela, IndyCar obejrzane. Jak na owal było dosyć nudnawo. Przypomniałem sobie, że wszak trzeba wspomnieć o referendach. Czy widziałbym je w mojej utopii? Możliwe, ale raczej w niezbyt wielu miejscach. Prawdopodobnie ująłbym to w ramach głosowania nad ustawą zasadniczą. Ewentualnie traktaty federacyjne bądź stowarzyszeniowe. Druga kwestia w tym przypomnieniu to myślę że trzeba dodać co z nieaktywnością prezydenta. W przypadku gdyby nie podjął żadnej prezydenckiej aktywności w przeciągu miesiąca to obowiązki przejmuje marszałek parlamentu. Wówczas też większość prac w parlamencie będzie kontrolował wicemarszałek. Można ująć że te lekki regres, gdyż wszak prezydent ma niewiele do powiedzenia.

Dobrze, nareszcie coś innego! Zacznijmy więc opowieść o podziale administracyjnym. Właściwie widzę trzy jednostki, które uważam za obowiązkowe w tym co powinna zawierać efektowna i efektywna administracja. Takie jednostki to według mnie prowincje w ramach metropolii, regiony autonomiczne oraz terytoria zamorskie. Każdą z nich pokrótce omówię, gdyż każda by nieco inaczej działała.

Prowincje w metropolii. Najbardziej oczywista jednostka. Mamy swoje państwo, wiemy co należy robić w ramach głównego kontynentu, czy też archipelagu, jak to miał miejsce czynić Suderland. Optymalne uważam że byłoby coś pomiędzy trzy do pięciu takich prowincji, żeby nie dokonać przesadnego rozsadzenia administracji obszarami, którymi nie będzie komu zarządzać. W ramach takiej prowincji mielibyśmy ileś miast, które są pod kontrolą gubernatora bądź osoby którą wyznaczy na to stanowisko, jeżeli uzna że potrzeba jest większej dywersyfikacji w okresie prosperity, lub ktoś chce przetestować się, nie mając stanowiska na tym etapie. Wybór takich włodarzy widziałbym poprzez parlament, gdyż do wybrania takich jednostek musielibyśmy stworzyć podział obywateli ze względu na miejsce zamieszkania, co jest zbyt ambitnym procesem, moim zdaniem.

Zanim przejdziemy do autonomii to chciałbym omówić terytoria zamorskie. Po prostu kolonializm mikronacyjny zajmowanie jakichś egzotycznych terytoriów, a może i miast otoczonych obcym krajem - coś jak te miasta w Chinach. Byłoby to czysto narracyjne miejsce, pełne opisów. Jak ktoś się zna na tym, to byłby w stanie temu podołać. Kto wyznaczałby takich namiestników? Ogólnie parlament wydaje zgodę na kolonizację tych ziem, wówczas ster przejmują szefowie resortu spraw zagranicznych oraz wojskowych, którzy w kooperacji opracowują plan zajęcia terytoriów. Namiestnika wybierają wspólnie, jeśli do jakiegoś czasu się nie zdecydują, będą mieli impas, to wybór spada na parlament.

Ostatnia jednostka - regiony autonomiczne. Jako klasyczny ślązak, posługujący się śląską godką jestem mocno zakorzeniony myślami o odmiennościach regionalnych. Zresztą ten punkt nawet nie powstał tak mocno przez kwestię Koburgii, co na dobrą sprawę tym jak obrzydliwie polityce i społeczeństwo zaczęło wyśmiewać ideę języka śląskiego oraz podpierać się archaicznymi tezami językowymi prof. Miodka. Przepraszam wszystkich, ale liczba inwektyw w moją stronę podczas tych debat, czy nawet ludzi na discordach piszących jak to nie jestem ślązakiem, jak to środowiska w którym mnie wychowano nie istnieje, jak po prostu jestem 100% Polakiem i się daję manipulować przez innych polityków, czy też w ogóle że nigdy czegoś takiego jak śląskość nie było i jest nowy koncept. Nie ma racji w tym pokojowym wynaradawianiu i strachu przed tym że regionalizmy oznaczać będą jakieś rozłamy państwa. Dobrze, ale co z tymi autonomiami? Jednostki przy metropolii, ale z odmienną kulturą, odmiennymi zwyczajami. Władze autonomiczne składałyby się wyłącznie z zadeklarowanych mieszkańców obwodu. Dodatkowo tylko mieszkańcy by wybierali lidera swojej autonomii. Czym byłaby polityka autonomii, jakie prawa by miał? Oprócz typowego zarządcy, mógłby wydawać rozporządzenia dotyczące obywatelstw autonomicznych oraz wydawać proste akty prawne, które by nie wykluczały się z prawem krajowym. No i jako użytkownik śląskiego marzyłoby mi się, aby takie autonomie korzystały z innego języka, jak śląski, kaszubski czy języki łużyckie.

Okej przeprawa przez administrację za nami, czas ocenić kwestie gospodarcze. Zdecydowanie lubiłem gospodarkę w mikronacjach, niestety z czasem wady dosyć dziwnego systemu jaki posiadał Suderland zaczęły się ujawniać. Nie można tego ukryć, że sterylny zamknięty system wewnętrzny jest zbyt trudny do wysymulowania oraz wymaga zbyt dużego nakładu osobowego. Po prostu kryzys z sierpnia 2017 roku, gdy można było zaobserować kompletną monopolizację życia gospodarczego przez firmę budowlaną zjawy, która kontrolowała całość gospodarki jak tylko chciała. Na dobrą sprawę mógł budować co chciał, a nie musiał zaopatrywać się w jakiekolwiek materiały, co jest niezłą komedią. Mógłbym co prawda myśleć nad bardzo utopijną myślą, ale nie mam takiej utopii w planach. Tak więc w pierwszej kolejności aprobuję gospodarkę czysto narracyjną. Przepraszam fanów wszelkich systemów, ale nie wyobrażam sobie dobrze działającego systemu przy mniej niż 100 osobach, a możliwe że nawet to byłoby zbyt małą liczbą do osiągnięcia płynności.

Przy narracyjności można wciąż przeprowadzić spór nad własnością gospodarki. Można upierać się na gospodarce centralnie planowanej, jak i na libertariańskich tezach, bo one będą tak samo skuteczne. Systemy mieszane? Owszem one też mają sens. Właściwie to czemu walczymy tak bardzo o emulację gospodarki, skoro wystarczy użyć wyobraźni i można osiągnąć piękny system. Wiem, że niektórzy pewnie marzyliby o przepływie materiałów, towaru, gotówki, ale to byłoby jak w starych grach: mechanika łatwa do exploitów. Jedno jednak przyznam: trzeba mieć przy tym dużo zaufania i ograniczania się, tak aby nie doszło do żadnego incydentu. Też żeby pilnować zakresu w jakim może działać dana firma, by nie powstawały jakieś dziwne wałki, a też przy narracyjności można dokonywać wymiany handlowej. Po prostu należy umieć zachować wartości produkcyjne, by nie było cyrków że ktoś zaczyna zgrywać się jako potentant.

Kultura, sport, sztuka. Narracyjna, piękna i czy wymaga czegokolwiek? Raczej nie trzeba tu dodawać wiele. Ostatni z ważniejszych akapitów, więc trochę lżej go traktuję. Kto lubi piłkę robi piłkę, kto woli wyścigi robi to. Można zakładać ligi, można bawić się w w inne sporty. Potencjał jest duży jakby nie patrzeć.

Myślę że to powoli koniec tez jakie chciałem wylać z siebie. Także czas na trochę gorzkości. Niestety z mikronacji zniknąłem bez słowa pożegnania, zahibernowałem się. Na dobrą sprawę nie wiem jak stoją kraje, czy są mocne. Zapewne jest gorzej niż było, bo tyle to naturalnie wiem. Być może to was zaboli, ale w trakcie pisania uznałem, że ten wpis jest moim formalnym pożegnaniem się z mikronacjami. Co prawda mógłbym tworzyć teorie, co tu robić, jak tu zadziałać, ale po prostu nie czuję chęci. Zamiast pisać ustawy wolę pójśc do kina ze znajomymi, zamiast prowadzić obrady senatu wolę pojechać na tor wyścigowy, zamiast tworzyć narracyjną gospodarkę to wolę pójść na siłownię. Mógłbym takich rozważań mieć wiele. Po prostu tak jak ewoluuję, często w kontrze do świata, tak i pewne moje zwyczaje musiały odejść, bądź zostać dostosowane do obecnego świata.

Moje 5 filarów życia to: wiara, motorsport, Śląsk, kreskówki i muzyka poważna. One są niezachwiane, często ze mną od ponad 20 lat. Mikronacje ostatecznie są tylko ciekawostką, która była w tym wszystkim. Tak jak tragedią są upadki forów, tak niestety i to musiało się wydarzyć, że i ja nie czuję takiej chęci ich korzystania. Prawdziwa polityka zniechęciła mnie do tego by w takiej udawanej uczestniczyć. Co prawda lubię czytać o polityce współczesnej czy PRL (tak, jestem fanem prof. Dudka, po czym poznajecie) to nie chcę być częścią popełnianych błędów, chociaż było to ciekawą konfrontacją doświadczeń różnych afer w Polsce, do tego co mieliśmy tutaj.

Także dziękuję za uwagę, nie mam nic więcej, bo to będzie bezsensowny już wylew wszystkiego. Nigdy nie miałem pożegnania z mikroświatem, także niech ten taki będzie. Co prawda jeszcze można wydusić z siebie jakąś aktywność, ale ja tego nie chcę, po co mam robić rzeczy które lubię opakowane w ramy jakiegoś państwa, skoro ligi, typowania czy dysputy o motorsporcie mogę czynić bez takich rzeczy. Motorsportem chciałem zawojować mikroświat i trochę się udało, ale przyszedł czas zakończyć to.

Odezwę się nieraz, nie dwa, ale jestem już emerytowanym mikronautą.

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 14 lip 2024, 22:38
autor: Andrzej Ordyński
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Stąd też widać łatwą ewolucję nazw partii w jakich byłem: faszystowska -> wolnościowa -> narodowo konserwatywna. Obecnie prawdopodobnie byłoby to coś w stylu umiarkowanej centroprawicy.
To ciekawa ewolucja. Gdybym ja miał przedstawić ewolucję mojego realnego "ja" i oddziaływanie na wirtualne poglądy, to wyglądałaby chyba tak: prawicowy nacjonalizm (w mikronacjach okres Narodowej Sarmacji, odgrywającej rolę skrajnej prawicy) -> lewica narodowa/patriotyczna (właściwie większa część mojej działalności w Bialenii, gdzie odwoływałem się do do "katechonów" takich jak Kaddafi, Tito, czy Baćka) -> centrolewica (końcówka działalności w Bialenii, krótkotrwały romans z Partią Demokratyczną w FN). Obecnie chyba najbliżej mi do postmodernistycznej lewicy, ale konsekwentnej w dekonstrukcji wszelkich metanarracji i niechętnej wierze w nowe. Czyli dalej blisko Heideggera, ale już nie w duginowskiej interpretacji...

No ale tyle mojej dygresji. Co do meritum chciałem potwierdzić, że realne poglądy mogą wpływać na działania w wirtualu. Chociaż ja ostatnimi czasy (od początku działania Bastionu) staram się to jak najmocniej odgraniczać. W sumie w Bastionie nie ma polityki, może poza Arcadią, ale i tam partie nie są póki co jakieś mocno zideologizowane.
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Wymarzona mikronacja to według mnie republika. Owszem monarchie są fajne, chociaż uważam że to w republikach mikronacje sobie radzą lepiej. Chociaż pozwalam sobie na oddanie że monarchia z fajnym elementami może być dopuszczalna. Nie wiem jaki byłby to dokładnie system polityczny, na pewno parlamentarny, ale z jaką domieszką to nie mam pojęcia, z chęcią postaram się wam to tutaj wytłumaczyć w możliwie największych szczegółach, chociaż nie wiem czy podołam.
Ja również jestem zdania, że republiki są najlepsze. Monarchie działają dobrze wtedy, gdy monarcha ma naprawdę dużo czasu, zapału i jest pracowity. Ale mikronacje to coraz bardziej zabawa dla dorosłych ludzi, którym zdarzają się realiozy, albo po prostu mają inne rozrywki. Ciężko oczekiwać od kogoś, by był w mikro wielkim katechonem i pasjonariuszem. Chyba z tego wyrośliśmy.
Oczywiście można kontrargumentować, że monarchie przecież działają. Lecimy:
- RON - monarcha wybierany na 4-miesięczną kadencję to po prostu prezydent. RON nie jest monarchią, chociaż narracja jest monarchistyczna.
- Sarmacja - ten kraj jest chyba niezatapialny. Książę obecnie pełni tylko symboliczną rolę i jest niezbyt aktywny.
- Edelweiss i Leocja - aktywność jest wtedy, gdy lider ma czas i jest aktywny. Jak go nie ma, to i aktywność siada zauważalnie.

Monarchia jest dobra dla małych mikronacji i projektów narracyjnych. Ale jeśli chcemy myśleć o jakiejś względnie stałej aktywności, która nie opiera się na jednej osobie, to republiki są dużo lepsze.
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Po pierwsze jesteśmy w mikronacjach, mamy minimalne zasoby ludzkie, także jedna izba parlamentu to maksimum, trzeba być realistą nawet w takich marzeniach. System uważam że powinien opierać się przede wszystkim na silnej pozycji parlamentu, która uchwala ustawy, podejmuje uchwały i wyznacza ministrów odpowiednich resortów. Wybierany w wyborach powszechnych przy braku progów. Wyłącznie w oparciu o ordynację proporcjonalną na podstawie jednego wielomandatowego okręgu wyborczego. Jestem fanem rządów koalicyjnych, nie lubię siły mocno skupionym w jednym ośrodku. Też uważam że sztuka kompromisu pozwala na dojrzenie wad własnych programów politycznych. Tak, jestem kompletnym idealistą i prawdopodobnie ignoruję to jak wygląda w tym momencie Polska, ale ja chcę marzyć!
Nasuwa mi się pytanie - ilu obywateli powinna mieć minimalnie mikronacja, żeby Pański system działał?
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 W ogóle czas na dygresję, czemu wypisuję swoje tezy jako gośc, który projektuje pociągi, ma wykształcenie mechaniczne, zna się na aerodynamice, analizach numerycznych, próbach wytrzymałościowych czy też materiałoznawstwie. Zawsze czułem, że jestem w miejscu przewodnim dla humanistów, a ja stanowię dziwny element dodatkowy, który nie wpasowuje się w pełni, mając inny tok rozumowania, inne wartości jakimi podejmuje decyzje. Tworzę utopię, myślę sobie jak powinien wyglądac ustrój, a ja widzę to przez pryzmat jakiegoś Ferrari 499P czy SmartCoradii. Serio to jest trochę dziwne i zacząłem się siebie bać przez chwilę.
Bo ja wiem, czy dziwne... Większość mikronautów ma zainteresowania (i często wykształcenie) humanistyczne, ale przecież nie jest to reguła. Mam wrażenie, że właśnie nie-humaniści są bardziej potrzebni i doceniani, bo jest ich mniej. Na przykład @Ronon Dex zajmuje się wojskowością i gospodarką, a w politykę i jakiejś filozoficzne spekulacje przeważnie nie wchodzi, a to jeden z najbardziej szanowanych mikronautów nie tylko w Bastionie, ale i w całym mikroświecie.
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Ja z 2024 roku uzna że w ramach jego pesymistycznej filozofii i trybalizacji wyborczej na stanowisko prezydenta kraju nie powinna iść charyzmatyczna postać, tylko cicha persona do zaciszy gabinetów by ładnie działać w gabinetach i bankietach.
Mam pewne wątpliwości, czy "cicha persona" jest w stanie podołać. Mikroświat rozgrzewają osoby charyzmatyczne i ambitne. Czasami nie muszą być nawet szczególnie mądre, ani utalentowane. Ważne, że im się chce i potrafią pobudzać do dyskusji oraz działania. Jeśli mikronacja jest nudna, to nie chce się do niej zaglądać, ani nic pisać.

Ale tu jedna uwaga - domyślam się, o co może Panu chodzić. Liderem nie powinien być ktoś konfliktowy, nieszanujący swoich obywateli, robiący gównoburze. Tu pełna zgoda. Ale "charyzmatyczna postać" nie równa się awanturnikowi.

W kwestii regionów - ponawiam pytanie, ilu obywateli ma według Pańskich założeń ta mikronacja.
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Być może to was zaboli, ale w trakcie pisania uznałem, że ten wpis jest moim formalnym pożegnaniem się z mikronacjami. Co prawda mógłbym tworzyć teorie, co tu robić, jak tu zadziałać, ale po prostu nie czuję chęci. Zamiast pisać ustawy wolę pójśc do kina ze znajomymi, zamiast prowadzić obrady senatu wolę pojechać na tor wyścigowy, zamiast tworzyć narracyjną gospodarkę to wolę pójść na siłownię. Mógłbym takich rozważań mieć wiele. Po prostu tak jak ewoluuję, często w kontrze do świata, tak i pewne moje zwyczaje musiały odejść, bądź zostać dostosowane do obecnego świata.
Ale czy życie realne stoi w jakiejś sprzeczności z działalnością w mikronacjach? Myśli Pan, że my prowadzimy jakieś ascetyczne życie, żeby tylko siedzieć na forum i pisać posty? Nie. Każdy działa wtedy, kiedy akurat ma czas i ochotę. Częściej są to długie jesienne wieczory niż letnie popołudnia. Jak ktoś jakiś okres nie ma czasu/ochoty, to po prostu go nie ma.
Zapewne pamięta Pan mikronacje z czasów, gdy poważniej do nich podchodzono. Teraz się bawimy swoją wyobraźnią i ze sobą nawzajem w miłej atmosferze. To chyba oczywiste, że real jest ważniejszy. W mikro już prawie nie ma licealistów z nieograniczonymi zasobami czasu. Trafiają się emeryci, którzy teoretycznie mają dużo czasu, ale mają zbyt ciekawe życie, by przesiadywać całymi dniami przed komputerem. :)
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 Także dziękuję za uwagę, nie mam nic więcej, bo to będzie bezsensowny już wylew wszystkiego. Nigdy nie miałem pożegnania z mikroświatem, także niech ten taki będzie. Co prawda jeszcze można wydusić z siebie jakąś aktywność, ale ja tego nie chcę, po co mam robić rzeczy które lubię opakowane w ramy jakiegoś państwa, skoro ligi, typowania czy dysputy o motorsporcie mogę czynić bez takich rzeczy. Motorsportem chciałem zawojować mikroświat i trochę się udało, ale przyszedł czas zakończyć to.

Odezwę się nieraz, nie dwa, ale jestem już emerytowanym mikronautą.
Dziękuję za to pożegnanie. Przeczytałem Pański post z zainteresowaniem, choć oczywiście nie ze wszystkim się zgadzam.
Jeśli mikronacje nie sprawiają już Panu przyjemności, to do niczego nie namawiam. Ale być może warto spojrzeć na nie raz jeszcze. Naprawdę nikt nie traktuje już ich jako drugiego etatu. Nikt nie ma do nikogo pretensji, jak zniknie na jakiś czas (choć zawsze miło uprzedzić, zwłaszcza jak jest się na wysokim stanowisku). W zasadzie każdy robi tylko to, na co ma ochotę. Biurokracja jest zredukowana do niemal zera.
Zapraszam, by czasem Pan do nas wpadł na chwilkę, przejrzał najnowsze wątki i skomentował, jeśli będzie coś ciekawego; napisał kilka zdań o czymś, co Pana interesuje, pofantazjował. Nawet umysłowi ścisłemu nie zaszkodzi trening wyobraźni. :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia w realu!

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 15 lip 2024, 07:10
autor: Ronon Dex
Norbert Byfyj pisze: 14 lip 2024, 14:47 W ogóle czas na dygresję, czemu wypisuję swoje tezy jako gośc, który projektuje pociągi, ma wykształcenie mechaniczne, zna się na aerodynamice, analizach numerycznych, próbach wytrzymałościowych czy też materiałoznawstwie. Zawsze czułem, że jestem w miejscu przewodnim dla humanistów, a ja stanowię dziwny element dodatkowy, który nie wpasowuje się w pełni, mając inny tok rozumowania, inne wartości jakimi podejmuje decyzje. Tworzę utopię, myślę sobie jak powinien wyglądac ustrój, a ja widzę to przez pryzmat jakiegoś Ferrari 499P czy SmartCoradii. Serio to jest trochę dziwne i zacząłem się siebie bać przez chwilę.
Nie to nie jest dziwne... Zawsze uważałem, że mikronacja działa dobrze wtedy gdy tworzą ją dwa gatunki ludzi: politycy i humaniści w tym przypadku (tworzący różne narracje) oraz tzw. "inżynierowie świata" czyli tacy co to spędzają czas przy tworzeniu różnych elementów kraju.

Jedni bez drugi nie mogą istnieć... no w sumie niby mogą, ale mikronacja niespecjalnie się będzie rozwijała. Aby ci "humaniści i politycy" mogli działać ktoś musi tworzyć pewną "bazę" - ktoś musi ogarnąć np. kwestie graficzne (co zresztą zajmuje pewnie sporo więcej czasu jak pisanie postów "tekstowych"), ktoś musi "technicznie" tworzyć to co w danym kraju zostało wymyślone. I odwrotnie... sama "inżynieria świata" nie zadziała, jak ktoś nie wykorzystuje tego dla celów tworzenia narracji i systemu funkcjonowania tej "utopii".

Co więcej... jakoś tak odnoszę wrażenie, że tych "inżynierów świata" ciągle brakuje, bo czasem nie nadąża się z tą "inżynierią" - łatwiej coś wymyśleć tekstowo niż potem to ubrać we wszystkie grafiki i inne "elementy techniczne". Już to kiedyś przerabiałem... będąc w tej "robocie" zupełnie sam (bo polityków było w nadmiarze) i nie nadążałem ze wszystkim.

Tak więc jesteś elementem bardzo pożądanym i poszukiwanym... a nie "dziwnym" :P

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 15 lip 2024, 10:57
autor: Stanisław Dmowski
Zachęcam, aby pozostać w miarę swoich możliwości czasowych w mikronacjach i zajmować się tymi rzeczami, za które został Pan doceniony i zapamiętany i które sprawiają przyjemność tj. sportem, formułą 1, typami. Oczywiście można to robić poza forami, jest mnóstwo discordów tematycznych, jednak takiej społeczności (rówieśniczej) Pan nie uświadczy.

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 15 lip 2024, 16:34
autor: Norbert Byfyj
Nasuwa mi się pytanie - ilu obywateli powinna mieć minimalnie mikronacja, żeby Pański system działał?
Cóż, jak to w utopijnej wizji bywa tutaj nasuwa się problem ilościowy. Niestety pewnie z jakieś 15 do 20 osób byłoby potrzebne by system mógł zacząć działać jak należy. Niemniej tym cechuje się utopia, że jest bliska nierealności, a jej wprowadzenie w mikronacjach byłoby bliskie dystopijnego obrazu.
Ale czy życie realne stoi w jakiejś sprzeczności z działalnością w mikronacjach? Myśli Pan, że my prowadzimy jakieś ascetyczne życie, żeby tylko siedzieć na forum i pisać posty? Nie. Każdy działa wtedy, kiedy akurat ma czas i ochotę. Częściej są to długie jesienne wieczory niż letnie popołudnia. Jak ktoś jakiś okres nie ma czasu/ochoty, to po prostu go nie ma.
Zapewne pamięta Pan mikronacje z czasów, gdy poważniej do nich podchodzono. Teraz się bawimy swoją wyobraźnią i ze sobą nawzajem w miłej atmosferze. To chyba oczywiste, że real jest ważniejszy. W mikro już prawie nie ma licealistów z nieograniczonymi zasobami czasu. Trafiają się emeryci, którzy teoretycznie mają dużo czasu, ale mają zbyt ciekawe życie, by przesiadywać całymi dniami przed komputerem. :)
Niewątpliwie ja w Suderlandzie 2017-18 to był taki trochę smutny człowiek, który nie miał za wiele innych rzeczy i był trochę wkręcony na dużym obrocie by coś robić, ciągle coś robić, wymyślać nowe idee, by tylko utrzymać wybitne wyniki aktywności bliskie 2000 postów miesięcznie przez cały kraj.
Zapraszam, by czasem Pan do nas wpadł na chwilkę, przejrzał najnowsze wątki i skomentował, jeśli będzie coś ciekawego; napisał kilka zdań o czymś, co Pana interesuje, pofantazjował. Nawet umysłowi ścisłemu nie zaszkodzi trening wyobraźni. :)
Może kiedyś spróbuję, chociaż niewątpliwie nie wiem na ile byłoby zainteresowania. Może jakbym na upartego miał jakąś jednostkę do administrowania. Niemniej to byłoby mocno narracyjne, w kręgu rzeczy które mnie fascynują, możliwe że niektóre nawet będące kopią działań z poprzednich moich projektów. Na pewno firma motoryzacyjna, bądź pokaz budowania miasta w którymś z city builderów by wchodził w grę, przy niskiej mocy przerobowej do aktywności.

Zresztą jeszcze zabawna dygresja, jest to jedna z wielu stron, którą mam zablokowanych na pracowniczym laptopie.

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 16 lip 2024, 14:27
autor: Stanisław Dmowski
Arcadia ostatnio bardzo żywo się rozwija, tworzone są nowe stany. Zachęcam do zwiedzenia państwa i odnalezienia swojego miejsca. Jakiś gubernator z pewnością oddałby miasto pod zarząd albo też mógłby się Pan pokusić o stworzenie własnego klimatycznego stanu.

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 16 lip 2024, 20:18
autor: Vilarte
Jeśli chodzi o księcia Sarmacji, wtrącę - ustrojowo to zdecydowanie nie jest symboliczna rola...To jest silniejsza rola niż sam bym oczekiwał :roll: A aktywnościowo - teraz mamy okres wakacyjny, więc trudno oceniać, ale na co dzień książę wykonuje dość sporą pracę w tle, żeby unikać stosowania anglicyzmów.

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 16 lip 2024, 21:25
autor: Fatima Chojnacka
Vilarte pisze: 16 lip 2024, 20:18 Jeśli chodzi o księcia Sarmacji, wtrącę - ustrojowo to zdecydowanie nie jest symboliczna rola...To jest silniejsza rola niż sam bym oczekiwał :roll: A aktywnościowo - teraz mamy okres wakacyjny, więc trudno oceniać, ale na co dzień książę wykonuje dość sporą pracę w tle, żeby unikać stosowania anglicyzmów.
Jako Marszałek Jego Dworu mogę potwierdzić, że może momentami faktycznie mało widać działań publicznych ale za kulisowo zawsze coś się dzieje. Po prostu u nas często nie widać publicznie tej codziennej pracy czy na Dworze czy w RM. A Książę też ostatnimi miesiącami ma sporo w realu pracy i innych obowiązków więc też te skoki aktywności są różne. Ale jednak gdyby coś się zadziałało to nie trzeba się martwić, czuwa mimo wszystko. :)

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 17 lip 2024, 22:38
autor: Andrzej Ordyński
Nie przeczę, że Książę Sarmacji wykonuje jakąś pracę za kulisami, bo sam za tymi kulisami nie siedzę. Natomiast trudno dyskutować z faktem, że Książę nie jest motorem aktywności swojego kraju, tak jak ma to miejsce w przypadku @Heinz-Werner Grüner, czy @Anastasia Windsachen. Gdzie indziej raczej rzadko się zdarza, żeby na tronie zasiadał 11. najaktywniejszy obywatel (w roku 2023 był dziewiąty).
Nie rozstrzygam, czy to dobrze, czy źle. Być może jest to właśnie oznaka dojrzałości systemu, który potrafi działań z niewielkimi tylko interwencjami zegarmistrza?

Re: Moja mikronacyjna utopia

: 18 lip 2024, 00:07
autor: Fatima Chojnacka
Andżej-chan pisze: 17 lip 2024, 22:38 Nie przeczę, że Książę Sarmacji wykonuje jakąś pracę za kulisami, bo sam za tymi kulisami nie siedzę. Natomiast trudno dyskutować z faktem, że Książę nie jest motorem aktywności swojego kraju, tak jak ma to miejsce w przypadku @Heinz-Werner Grüner, czy @Anastasia Windsachen. Gdzie indziej raczej rzadko się zdarza, żeby na tronie zasiadał 11. najaktywniejszy obywatel (w roku 2023 był dziewiąty).
Nie rozstrzygam, czy to dobrze, czy źle. Być może jest to właśnie oznaka dojrzałości systemu, który potrafi działań z niewielkimi tylko interwencjami zegarmistrza?
Motorek jest potrzebny w każdym kraju, to prawda. Tylko u nas mimo to dajemy sobie jakoś radę jak widać i to najważniejsze. :D