Demokracja rywalizacyjna bez wyborców?
: 15 mar 2024, 21:16
Gadam sobie z mikronacyjnymi emerytami, którzy rozważają powrót, ale niezbyt wiedzą, gdzie mogliby działać i co mieliby tam robić. Spokojne rozwijanie sobie narracji ich nie zadowala. Miło wspominają rywalizację polityczną. Problem w tym, że w przytłaczającej większości państw (a może nawet wszystkich) ludzi jest za mało, żeby wybory mogły się udać. Albo od razu wiadomo, kto na kogo zagłosuje, albo (jeszcze gorzej) wygrywa ten, kto ściągnie najwięcej nieaktywnych słupów na wybory. Ani jedno, ani drugie nie brzmi jak pomysł na dobrą zabawę.
I przyszła mi do głowy pewna idea. A gdyby nie (tylko) mikronauci głosowali? Nie mam konkretnego zarysu, jak to zorganizować, bo dopiero na to wpadłem. Piszę od razu, bo pewnie jutro uznałbym to za głupie i utopijne.
Najistotniejsze powinny być moim zdaniem wciąż głosy mikronautów, ale poza tym fajnie byłoby, gdyby wynik wyborów uwzględniał:
- liczbę członków partii - realnie im więcej działaczy, tym większa szansa na aktywną kampanię, na to że namówią rodzinę i znajomych, itd.
- aktywność podczas kampanii wyborczej - nie wiem jeszcze jak to mierzyć. Ręczne liczenie postów byłoby niepraktyczne i promowałoby spam. Chociaż z drugiej strony, liczba postów w wątku kampanijnym mogłaby odzwierciedlać zaangażowanie polityków i zainteresowanie ludzi - ale trzeba by było przyjąć zasadę, że nie można pisać postu pod postem częściej niż co dobę.
- aktywność podczas poprzedniej kadencji - ale znowuż, jak to liczyć? Ilość zgłoszonych projektów promowałaby sraczkę legislacyjną. Może ilość przyjętych projektów? Ale wtedy z kolei rządzący mieliby przewagę.
Uważam też, że liczba mandatów nie powinna odpowiadać liczbie mikronautów je sprawujących. Na przykład łączna liczba mandatów wynosiłaby 300. Partia A zdobyłaby 150 mandatów i każdy z trzech kandydatów wziąłby 50. To też sprawiłoby, że każdy chętny byłby posłem, ale nie każdy miałby takiej samej siły głosu w parlamencie.
Myślicie, że taka zabawa mogłaby się udać? Chcielibyście wziąć udział w takim projekcie? Macie jakieś pomysły? Zapraszam do dyskusji!
I przyszła mi do głowy pewna idea. A gdyby nie (tylko) mikronauci głosowali? Nie mam konkretnego zarysu, jak to zorganizować, bo dopiero na to wpadłem. Piszę od razu, bo pewnie jutro uznałbym to za głupie i utopijne.
Najistotniejsze powinny być moim zdaniem wciąż głosy mikronautów, ale poza tym fajnie byłoby, gdyby wynik wyborów uwzględniał:
- liczbę członków partii - realnie im więcej działaczy, tym większa szansa na aktywną kampanię, na to że namówią rodzinę i znajomych, itd.
- aktywność podczas kampanii wyborczej - nie wiem jeszcze jak to mierzyć. Ręczne liczenie postów byłoby niepraktyczne i promowałoby spam. Chociaż z drugiej strony, liczba postów w wątku kampanijnym mogłaby odzwierciedlać zaangażowanie polityków i zainteresowanie ludzi - ale trzeba by było przyjąć zasadę, że nie można pisać postu pod postem częściej niż co dobę.
- aktywność podczas poprzedniej kadencji - ale znowuż, jak to liczyć? Ilość zgłoszonych projektów promowałaby sraczkę legislacyjną. Może ilość przyjętych projektów? Ale wtedy z kolei rządzący mieliby przewagę.
Uważam też, że liczba mandatów nie powinna odpowiadać liczbie mikronautów je sprawujących. Na przykład łączna liczba mandatów wynosiłaby 300. Partia A zdobyłaby 150 mandatów i każdy z trzech kandydatów wziąłby 50. To też sprawiłoby, że każdy chętny byłby posłem, ale nie każdy miałby takiej samej siły głosu w parlamencie.
Myślicie, że taka zabawa mogłaby się udać? Chcielibyście wziąć udział w takim projekcie? Macie jakieś pomysły? Zapraszam do dyskusji!