Tajemniczy Pollin

Życie społeczne Nowej Ordy
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Cień z New Port

Post autor: Andrzej Ordyński »

Cień z New Port

Rok 1980 był czasem niezwykłych zjawisk dla mieszkańców New Port, które do dziś pozostają niewyjaśnione i budzą wiele spekulacji. Wówczas tedy po raz pierwszy pojawiły się doniesienia o tajemniczym nocnym cieniu, który krążył po ulicach miasta. Opowieści o tym zjawisku szybko zyskały popularność, a jego obecność wzbudzała niepokój i zaciekawienie jednocześnie.

Lokalni dziennikarze ochrzcili go różnymi imionami - „Cień z New Port”, „Szary Człowiek” czy „Uliczny Upiór”. Pierwsza z wymienionych nazw trwale przylgnęła do zjawiska. Określenie to pasowało do niezwykłej istoty, która przez kilka miesięcy przemierzała całe miasto i przerażała swoją obecnością.

Relacje o spotkaniach z Cieniem z New Port były zaskakująco zgodne w swoich szczegółach. Świadkowie opisywali stworzenie o wzroście przekraczającym 190 cm, o długich kończynach bez kolan i łokci oraz małej głowie w kapeluszu, który zdawał się mienić w świetle księżyca i latani ulicznych. Jednak tym, co wzbudzało największy niepokój była para błyszczących oczu, które świeciły w ciemnościach niczym diamenty.

Te opowieści szybko dotarły do sąsiadujących miast i przyciągnęły uwagę mediów. Reportaże w telewizji i artykuły w prasie zaczęły podsycać atmosferę tajemnicy i niepokoju, co sprawiło, że zjawisko stało się znane w całym kraju.

Podejście lokalnych władz i policji było dość poważne, jednak zjawa pozostała nieuchwytna. W poszukiwania i próbę wyjaśnienia zjawiska zaangażowali się detektywi, a nawet naukowcy, ale ich wysiłki były bezowocne, a jedynymi dowodami na istnienie stworzenia pozostały relacje świadków, które choć zgodne, nie dostarczały konkretnych dowodów naukowych.

Jednak nie wszyscy wierzyli w istnienie zmory. Sceptycy argumentowali, że to jedynie wymysły, które miały wzbudzić zainteresowanie miastem. Inni uważali, że to może być sztuczka czy żart zorganizowany przez młodych mieszkańców miasta.

Dla wielu jednak Cień z New Port był czymś więcej niż tylko legendą lub plotką. Stał symbolem nieznanych sił, które tkwią w zakamarkach miasta, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. Niektórzy uznawali go za strażnika tajemnic, a inni za zjawisko paranormalne, które trzeba zbadać i zrozumieć.

Pomimo braku rozstrzygnięcia, historia Cienia z New Port nadal fascynuje i inspiruje. Mieszkańcy miasta, podobnie jak pasjonaci z innych części kraju, nadal rozważają różne teorie i hipotezy, próbując odkryć prawdę ukrytą za tą tajemniczą postacią. Czy Nocny Cień rzeczywiście istniał, czy był tylko wytworem ludzkiej wyobraźni? To pytanie pozostaje nierozstrzygnięte, pozostawiając miejsce dla dalszych spekulacji i dyskusji.


W weekend postaram się przygotować pdfa do publikacji na stronie jako drugi numer "Tajemniczego Pollinu".

Zachęcam do przyłączenia się do zabawy i publikowania swoich tajemniczych i mrożących krew w żyłach historii. :)
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

TAJEMNICZY POLLIN, NR 2

Post autor: Andrzej Ordyński »

Obrazek

Serdecznie zapraszam do lektury drugiego numeru "Tajemniczego Pollinu"! Zachęcam też do komentowania, reagowania i wszelkich interakcji.

@Ronon Dex Proszę o wrzucenie czaopisma na stronę główną.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Mark Felt Stempel
Posty: 438
Rejestracja: 23 kwie 2024, 09:20
Lokalizacja: New Olympia
Kontakt:

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Mark Felt »

Jestem ogromnym fanem! Niesamowite, zarówno od strony historii jak i przygotowanie graficzne! Czekam na nr 3!
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Andrzej Ordyński »

Bardzo dziękuję! Jakby w stanie New Olympia działo się coś tajemniczego, to proszę o kontakt. ;)
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Duch deliryka z psychiatryka

Post autor: Andrzej Ordyński »

Duch deliryka z psychiatryka
W rzadko zaludnionej okolicy na obrzeżach stanu Whiteland w XIX w. działał niewielki szpital psychiatryczny. Pozostały po nim budynek już od lat stoi pusty. Na początku XX w. próbowano stworzyć tu szkołę z internatem, jednak po kilku latach przeniosono ją w inne miejsce. Historia tego budynku jest naznaczona mrocznymi opowieściami i legendami. W ostatnich dniach obiekt ten ponownie stał się przedmiotem zainteresowania, tym razem z powodu doniesień o nawiedzeniach, które wstrząsnęły lokalną społecznością.

Wszystko zaczęło się tydzień temu, kiedy grupa nastolatków z miejscowej szkoły zawodowej postanowiła spędzić noc w opuszczonym szpitalu, szukając dreszczyku emocji i atencji w internecie. To, co miało być niewinną zabawą, szybko przerodziło się w koszmar, który na długo pozostanie w ich pamięci.

"Weszliśmy do szpitala około północy. Budynek wydawał się jeszcze bardziej przerażający niż na zdjęciach, które widzieliśmy w internecie. Słyszeliśmy historie o duchach, ale nie spodziewaliśmy się, że coś takiego mogłoby się wydarzyć" - relacjonuje jeden z uczestników, Kacper, lat 17.

Według relacji Kacpra i jego przyjaciół, zaraz po wejściu na główny korytarz, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Drzwi zamykały się i otwierały same, a echa kroków rozbrzmiewały w pustych korytarzach, mimo że nie było tam nikogo oprócz nich. "Najbardziej przerażający moment nastąpił, gdy usłyszeliśmy śmiech. Wydawało się, że należy do starszego mężczyzny. Towarzyszył mu zapach alkoholu" - dodaje Magda, lat 16.

Wkrótce po tym, jak nastolatkowie uciekli z budynku, na miejsce wezwano lokalne władze. Policja, początkowo sceptyczna wobec opowieści młodych ludzi, postanowiła zbadać sprawę. To, co odkryli, zaskoczyło nawet najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy.

"Przeszukaliśmy budynek i natrafiliśmy na coś, czego nie potrafimy wyjaśnić" - relacjonuje komisarz Dreyfuss - "Na ścianach jednego z pomieszczeń znaleźliśmy starannie zapisane notatki. Wyglądały na listy, które pisał jeden z pacjentów szpitala, cierpiący na zaawansowaną formę delirium. Opisywał w nich swoje halucynacje i przekonanie, że jest nawiedzany przez demony. Co więcej, notatki te pojawiły się tam w sposób niewytłumaczalny – wcześniej te ściany były czyste."

Historia delirycznego pacjenta, o którym mowa, sięga lat 80 XIX wieku. Nazywał się Oliver F., a jego przypadek był jednym z najbardziej tragicznych i tajemniczych w historii szpitala. Cierpiąc na zaawansowaną chorobę alkoholową, Antoni często miewał mrocznego wizje, które według niego były efektem działań nadprzyrodzonych sił. Jego stan pogarszał się, aż w końcu zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach.

Opowieści o nawiedzeniach zaczęły pojawiać się zaraz po jego śmierci, jednak przez lata były one ignorowane lub wyśmiewane. Dopiero teraz, po wydarzeniach z udziałem nastolatków, lokalna społeczność zaczęła traktować je poważnie.

"Wiele osób twierdzi, że widziało tajemnicze postacie w oknach budynku, a nocami z wnętrza dobiegają przerażające krzyki" - mówi Camille, mieszkanka pobliskiego osiedla. "Nikt z nas nie chce zbliżać się do szpitala po zmroku."

Eksperci od zjawisk paranormalnych już zapowiedzieli, że przeprowadzą śledztwo w starym szpitalu. "To miejsce ma długą i mroczną historię, która mogła pozostawić ślady energetyczne" - twierdzi jeden z nich. "Musimy dowiedzieć się, co naprawdę się tam dzieje."

Czy Oliver F. naprawdę powrócił zza grobu, by nawiedzać dawne miejsce swojego cierpienia? A może to tylko zbiorowa histeria podsycana przez lokalne legendy? Jedno jest pewne – duch deliryka z psychiatryka znów przypomniał o sobie, budząc strach i fascynację.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Wiedza Kahunów z Tropico

Post autor: Andrzej Ordyński »

Wiedza Kahunów z Tropico


Pośród soczystej zieleni lasów stanu Tropico żyją Kahunowie, strażnicy wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Ich nauki, zakorzenione w lokalnej duchowości i mądrości, od samego odkrycia Arcadii przez Suderlandczyków fascynują badaczy i turystów. Kahunowie to kapłani, uzdrowiciele i doradcy życiowi, którzy odgrywali istotną rolę w tradycyjnym społeczeństwie tego regionu. Słowo „kahuna” oznacza „strażnik tajemnic” i doskonale oddaje ich funkcję – przechowywania i przekazywania wiedzy, która była fundamentem kultury i tożsamości mieszkańców dzisiejszego Tropico. Tradycja mówi, że wiedza Kahuna pochodzi bezpośrednio od bogów i jest przekazywana wyłącznie ustnie, co dodaje jej mistycznego wymiaru.

Kahunowie wierzą, że wszystko we wszechświecie jest połączone i posiada swoją energię, zwaną „mana”. Mana jest esencją życia, przenikającą zarówno ludzi, jak i przyrodę. Kluczem do zdrowia i harmonii jest utrzymanie równowagi tej energii. Kahuni byli uważani za mistrzów w sztuce uzdrawiania, stosując zioła, masaże oraz modlitwy i rytuały, aby przywrócić równowagę many. Wiedza Kahuna obejmuje szeroki zakres dziedzin, od astronomii po sztuki walki. Ich umiejętność przewidywania pogody i ruchów gwiazd była nieoceniona dla dawnych żeglarzy, którzy dzięki temu mogli bezpiecznie nawigować po okolicznym morzu. Wiedza ta była również kluczowa dla rolników, którzy dzięki niej mogli odpowiednio planować zasiewy i zbiory.

Kahunowie odgrywali również rolę doradców duchowych i politycznych. Przywódcy plemion i miast często konsultowali się z nimi w ważnych sprawach, wierząc, że ich mądrość i kontakt z duchami przodków przyniosą im pomyślność. Wierzenia Kahunów wiążą się z szacunkiem wobec przodków i natury. Wierzą oni, że ich praktyki religijno-magiczne są częścią większego kosmicznego porządku.

Jednym z najważniejszych aspektów ich nauk jest przekonanie, że zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe są nierozerwalnie ze sobą związane. Dlatego w procesie leczenia Kahunowie zwracają uwagę nie tylko na objawy fizyczne, ale również na stan umysłu i ducha pacjenta. Przykładają ogromną wagę do pracy z ciałem, umysłem i duszą, wierząc, że tylko w ten sposób można osiągnąć pełne uzdrowienie.

Kahunowie dzielą się swoją wiedzą tylko z wybranymi osobami. Często wybierają najzdolniejsze spośród swoich dzieci i całe życie przekazują mu wiedzę, którą sami otrzymali w młodości. Zdarza się także, że wybrane osoby spoza rodziny zostają Kahunami poprzez długotrwały proces nauki, podczas którego muszą wykazać się odpowiednią dojrzałością duchową. Nauki te przez wieki były głęboko skrywane, co sprawiało, że są one owiane nimbem tajemnice i fascynujące dla ludzi z zewnątrz.

Obecnie że tradycyjna rola Kahunów uległa zmianie pod wpływem kolonizacji Arcadii, ale ich dziedzictwo wciąż jest żywe. Współcześni Kahuni starają się łączyć tradycyjne praktyki z nowoczesną wiedzą, m.in. medyczną. Z ich usług korzystają nie tylko mieszkańcy Tropico, ale także turyści z całego kraju i zagranicy. Już na początku XX wieku pierwszy biały człowiek został wykształcony pod okiem doświadczonego Kahunę, jednak dopiero w latach 70. na rynku wydawniczym ukazały się pierwsze publikacje zdradzające cząstkę tajemnic. Obecnie wiedza Kahunów z Tropico, mimo że częściowo ukryta przed oczami profanów, pozostaje żywym świadectwem mądrości starożytnej kultury tego regionu.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Missing 411: Whiteland

Post autor: Andrzej Ordyński »

Missing 411: Whiteland

W parkach narodowych stanu Whiteland, podobnie jak na innych zalesionych obszarach Neokontynentu, od czasu do czasu dochodzi do tajemniczych zaginięć ludzi. Zjawisko to budzi kontrowersje, ale także wywołuje strach i niepewność wśród mieszkańców oraz turystów. Przypadki te, znane jako Missing 411, rozgrywają się przede wszystkich w parkach narodowych i ich okolicach, a ich wspólnym mianownikiem jest brak wyjaśnienia, które zadowoliłoby policję oraz opinię publiczną.

Jedną z grup najbardziej narażonych na tajemnicze zaginięcia w parkach stanu Whiteland są myśliwi. Sytuacje te zdarzają się nie tylko początkującym adeptom polowań, ale także doświadczonym myśliwym, znającym doskonale tereny, na których polują. Ludzie ci znikają bez śladu, niekiedy pozostawiając swoje rzeczy w nieoczywistych miejscach. Jednym z najbardziej znanych przypadków jest historia Jacka Harrisona, doświadczonego myśliwego z ponad 20-letnim stażem, który znał park jak własną kieszeń. Pewnego październikowego poranka wyruszył na łowy, obiecując rodzinie, że wróci przed zmrokiem. Nigdy więcej go nie widziano, a jedynym śladem, jaki po sobie zostawił, była jego strzelba i plecak znalezione przy małej polanie. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań, nie udało się znaleźć żadnych innych śladów.

Kolejną grupą narażoną na zaginięcia są studenci. Wielu młodych ludzi z lokalnych uczelni (a w okresie wakacji również z innych stanów) wybiera się na piesze wycieczki w okoliczne parki narodowe, aby oderwać się od miejskiego zgiełku i stresu związanego z nauką. Niestety, niektórzy z nich nigdy nie wracają. Przykładem jest historia Amandy Thompson, studentki biologii, która zaginęła podczas samotnej wędrówki w rezerwacie przyrody. Amanda była zapaloną miłośniczką przyrody i często wybierała się na długie spacery, aby obserwować i fotografować dziką przyrodę. Ostatni raz widziano ją, gdy wyruszała na szlak. Jej samochód znaleziono na parkingu przy wejściu do rezerwatu, ale po niej samej nie było śladu. Poszukiwania trwały tygodniami, jednak nie przyniosły żadnych rezultatów.

Turyści stanowią kolejną grupę, której dotyczą zaginięcia w Whiteland. Wielu odwiedzających przyjeżdża, aby cieszyć się pięknem tutejszych parków narodowych, nie zdając sobie sprawy z ryzyka, jakie mogą napotkać. Jednym z najbardziej zagadkowych przypadków jest zaginięcie rodziny Martinezów, która przyjechała na wakacje z sąsiedniego stanu Wildland. Rodzina zniknęła bez śladu podczas pieszej wycieczki. Śledczy znaleźli ich obozowisko, ale nie było tam żadnych oznak walki ani śladów, które mogłyby wskazywać, co się stało. Ich rzeczy osobiste, jedzenie i namioty były nietknięte. Mimo intensywnych poszukiwań, które trwały miesiącami, nie znaleziono żadnych wskazówek co do ich losu.

Zaginięcia te od lat wywołują wiele teorii i spekulacji. Niektórzy uważają, że za zaginięciami stoją nieznane siły naturalne lub nadprzyrodzone. Inni sugerują, że mogą one być dziełem ludzi – być może przestępców, którzy wykorzystują rozległe tereny parków do swoich niecnych celów. Istnieją także teorie mówiące o działalności tajnych rządowych projektów, które mają miejsce w ukrytych laboratoriach na terenie parków narodowych. Pomimo dochodzeń prowadzonych przez lokalne i federalne służby, wciąż brakuje jednoznacznych dowodów, które mogłyby pomóc w wyjaśnieniu tych zaginięć. Pomimo wielu teorii i hipotez, brak jest jednoznacznych dowodów, które mogłyby rzucić światło na to tajemnicze zjawisko.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Piotr de Zaym Stempel
Posty: 288
Rejestracja: 26 lip 2023, 14:24
Kontakt:

OBYWATEL

Re: Tajemniczy Pollin

Post autor: Piotr de Zaym »

Prace nad tą sprawą trwają. Hasselandzka Akademia Nauk - Oddział Cyberyjski - przychyla się wstępnie do twierdzenia, że gigant (?) istniał naprawdę.
Piotr de Zaym
arcyksiążę hasselandzki
Prefekt Generalny Wyspy św. Małgorzaty
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Skarb Pustyni Czetgerskiej

Post autor: Andrzej Ordyński »

Skarb Pustyni Czetgerskiej

Pośród piasków Pustyni Czetgerskiej, położonej na południu Nowej Ordy, być może znajduje się rozwiązanie zagadki, którą w ostatnich tygodniu żyją poszukiwacze tajemnic i łowcy skarbów całego mikroświata. Archeologowie oraz amatorscy śmiałkowie skierowali się do tego bardzo rzadko zaludnionego regionu, by wzbogacić się oraz przejść do historii. Wszystko za sprawą ostatnich doniesień, które wskazują na możliwość odnalezienia legendarnego Skarbu Pustyni Czetgerskiej.

Legenda o skarbie żywa jest od przynajmniej kilkudziesięciu lat. A być może nawet dłużej, ale z okresu wcześniejszego brak źródeł pisanych. Według przekazów, skarb miał zostać ukryty przez grupę rozbójników, która wzbudzała postrach w całej wschodniej Nordacie - od Brodrii po Nan Di. Złoczyńcy znani byli z napadania karawan kupieckich (według innych wersji opowieści także pociągów) oraz pałaców najbogatszych ludzi Imperium Brodryjskiego. W obliczu nadciągającego zagrożenia, rozbójnicy mieli ukryć swoje najcenniejsze skarby w sercu pustyni oraz uciec zagranicę, w nadziei, że w bardziej sprzyjających warunkach uda im się powrócić po kosztowności.

Od dziesiątek lat legalni i nielegalni poszukiwacze ścierali się z nieprzyjaznym klimatem, dzikimi zwierzętami oraz niekończącymi się wydmami. Pierwsze zachowane do dziś wzmianki o skarbie pojawiły "Pionierskich Nowostiach" w 1934 r. Ostrzegano wówczas młodzież przed niebezpiecznymi wyprawami na własną rękę, co sugeruje, iż proceder poszukiwania skarbu bez zgody władz państwowych uprawiany był już wcześniej. W późniejszym okresie wojsko i służby specjalne prowadziły poszukiwania o których niechętnie informowano opinię publiczną.

Dopiero pod koniec lat 70. na łamach oficjalnej prasy przyznano, że władze wysyłały ekspedycje naukowe i wojskowe w głąb pustyni, licząc na to, iż odnalezienie skarbu pomoże budżetowi Ordyjskiej Socjalistycznej Republiki Rad oraz przyczyni się do odkrycia cennych dla nauk historycznych artefaktów. Mimo wielkich wysiłków i ogromnych nakładów finansowych, skarb pozostał nieuchwytny, a o jego istnieniu przestano wspominać w oficjalnym obiegu. Niektórzy twierdzą, że skarb został odnaleziony i ukryty przez radzieckie służby, aby uniknąć ujmowania go w oficjalnych rozliczeniach finansowych.

Jednakże to nie tylko radzieckie ekspedycje wzmagały emocje wokół skarbu. Również w czasach panowania nandyjskiego nad Ordą Wewnętrzną pojawiały się doniesienia o tajemniczych poszukiwaniach na Pustyni Czetgerskiej. Artykuły z prasy lokalnych oraz relacje świadków wspominają licznych karawanach i oddziałach wojskowych, które wyruszały w poszukiwaniu bogactw.

W obliczu ostatnich odkryć archeologicznych, pytanie o istnienie skarbu znowu zyskało na aktualności. Czy to możliwe, że ukryty skarb był jedną z przyczyn długotrwałych i krwawych wojen o Ordę Wewnętrzną? Konflikty te, toczone przez ostatnie dekady, często były uzasadniane walką o terytorium, ale czy mogły mieć także ukrytą, materialną przyczynę?

Eksperci są podzieleni w tej kwestii. Profesor Anatolij Smirnow, wybitny brodryjski archeolog, jest zdania, że odkrycie skarbu mogłoby rzucić nowe światło na całą historię regionu. "Jeśli skarb istnieje i zostanie odnaleziony, natrafić możemy na przedmioty o nawet średniowiecznym rodowodzie" – mówi profesor Smirnow. Z kolei dr Ling Zhang, historyk z Wiecznego Miasta, sceptycznie podchodzi do tych rewelacji. "Legenda o skarbie może być tylko wytworem wyobraźni, legendą miejską, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości" – twierdzi naukowczyni.

Tymczasem mieszkańcy z niecierpliwością śledzą rozwój wydarzeń. Wielu z nich wierzy, że odkrycie skarbu mogłoby przynieść dobrobyt i nową erę dla Nowej Ordy. "To, co dla niektórych jest tylko legendą, dla nas jest nadzieją" – mówi jeden z mieszkańców. W kraju, który do dziś trudnościami ekonomicznymi i konsekwencjami brodryjskiej wojny domowej, odkrycie skarbu mogłoby stać się impulsem do rozwoju.

Niezależnie od tego, czy skarb rzeczywiście istnieje, jedno jest pewne: Pustynia Czetgerska znowu przyciąga uwagę świata. Może to właśnie teraz jest moment, kiedy tajemnice jej piasków zostaną wreszcie odkryte. Czy uda się odnaleźć skarb, który był marzeniem kilku pokoleń?
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
Awatar użytkownika
Andrzej Ordyński Stempel
Posty: 2067
Rejestracja: 04 lip 2023, 22:01
Kontakt:

ODZNACZENIA NANDYJSKIE

Smiley's Diner

Post autor: Andrzej Ordyński »

Smiley's Diner

W małym miasteczku Rusty Creek w stanie Whiteland w Arcadii w latach 90. działał fast food o nazwie "Smiley's Diner". Był to popularny punkt spotkań tamtejszej młodzieży. W każdy weekend pojawiały się tam tłumy nastolatków, a dźwięki najnowszych hitów rozbrzmiewały w całej okolicy. Charakterystyczny neonowy napis i uśmiechnięty klaun na dachu były widoczne z daleka, przyciągając zarówno młodzież, jak i przejeżdżających tamtędy kierowców. Smiley's Diner miał swój specyficzny klimat, nieco archaiczny nawet jak na swoje czasy – kolorowe stoliki, plakaty na ścianach i figurki przedstawiające bohaterów popkultury.

W 1994 roku trójka przyjaciół – Jack, Lisa i Tom postanowiła spędzić piątkowy, wrześniowy wieczór w "Smiley's Diner". Wchodząc do środka, przywitali się z uśmiechniętą, młodą kelnerką, która znała ich od lat. Wieczór mijał zwyczajnie, nastolatkowie rozmawiali o szkole, planach na przyszłość i wspólnych znajomych, popijając colę i zajadając się burgerami. Gdy zbliżała się północ, kiedy kelnerka zaczęła sprzątać i przygotowywać lokal do zamknięcia, a grupa przyjaciół opuściła lokal.

Nazajutrz Jack obudził się z dziwnym przeczuciem. Przypomniał sobie, że zostawił w Smiley's swój plecak. Popołudniu wrócił do lokalu, mając nadzieję, że plecak będzie tam na niego czekał. Kiedy wszedł do środka, wnętrze wyglądało inaczej niż poprzedniego wieczoru. Pomimo słonecznej pogody, wnętrze lokalu wydawało się ciemne i chłodne. Jack zauważył, że kelnerka, która zawsze była uśmiechnięta, tym razem wyglądała na zamyśloną i zdenerwowaną. Gdy zapytał o plecak, dziewczyna wskazała na tylną część lokalu, mówiąc, że znalazła go podczas sprzątania. Kiedy Jack udał się we wskazane miejsce, zauważył, że na zapleczu panował dziwny bałagan, a powietrze wypełniał nieprzyjemny zapach. Licealista znalazł plecak i szybko opuścił lokal, czując narastający niepokój.

Kiedy w poniedziałek w szkole spotkał się z Lisą i Tomem, opowiedział im o swoim doświadczeniu. Początkowo przyjaciele uznali, że przewidziało mu się, ale kiedy w piątek wieczorem ponownie wybrali się do "Smiley's Diner", sami poczuli, że atmosfera w dziwny sposób się zmieniła. Po zamknięciu lokalu Tom wpadł na szalony pomysł, by ukryć się wewnątrz i sprawdzić, co się dzieje. Jack i Lisa po pewnych wątpliwościach zgodzili się zostać razem z nim. Nastolatkowie siedzieli w ciszy, nietypowej dla miejsca zazwyczaj wypełnionego gwarem rozmów i muzyką. Z każdą minutą atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Po jakimś czasie odezwał się szum maszyn, które powinny być wyłączone. Klaun na dachu, zwykle przyjazny i uśmiechnięty, teraz wydawał się mieć złośliwy wyraz twarzy, a jego oczy zdawały się śledzić każdy ruch intruzów.

Lisa zauważyła, że jedna z szafek w kuchni była lekko uchylona. Kiedy podeszła bliżej, zobaczyła stary, zakurzony zeszyt. Otworzyła go i zaczęła czytać. Okazało się, że jest to pamiętnik należący do byłego pracownika Smiley's. Opisywał dziwne wydarzenia, które miały miejsce po zamknięciu lokalu – ruchome cienie, niepokojące szepty i uczucie bycia obserwowanym. Pracownik pisał, że klaun na dachu jest centrum tych zjawisk. Sugerował, że coś złego jest w jego uśmiechu, coś, co przerażało go każdego wieczoru. Ostatni wpis urywał się nagle, jakby autor nie zdążył go dokończyć. Przyjaciele poczuli zimny dreszcz na plecach. Nagle światła zaczęły migać, a dźwięki stały się głośniejsze. W panice wybiegli z lokalu, zostawiając za sobą pamiętnik i wszystko, co tam znaleźli.

Opowieści o "Smiley's Diner" zaczęły rozprzestrzeniać się po całym miasteczku. Ludzie zaczęli unikać lokalu. Od czasu do czasu odwiedzali go tylko przejeżdżający tędy kierowcy. Fast food zaczął popadać w ruinę, jego neonowy napis blakł, a klaun na dachu rdzewiał. Tylko jego uśmiech pozostał złowieszczy i tajemniczy. Zagadki Smiley's Diner pozostały nierozwiązane, a jego historia stała się lokalną legendą miejską, którą nastolatkowie przez wiele lat straszyli młodszych kolegów.
/-/ Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Chan Nowej Ordy, katechon Venomanii, ajatollah w Zielonym Kościele
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kurułtaj”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość