Andrew Hordeman pisze: 30 maja 2024, 18:22
A co do polityki zagranicznej, czy kandydatowi zarysowuje się już jakaś jej koncepcja? Jaki będzie jej cel? Jakie państwa mogą stać się potencjalnymi sojusznikami Arcadii?
Świat dwubiegunowy polegający na podziale na Dreamland i Sarmację minął jakiś czas temu. W związku z tym trudno będzie kontynuować suderlandzką (a także bialeńską) koncepcję budowy trzeciego bieguna. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją świata "bezbiegunowego" (przeglądając fora mam wrażenie braku ambicji w polityce międzynarodowej pośród wszystkich państw). Na początku chciałbym jednak nawiązać relacje z Sarmacją. Nordata kojarzy się także z pasjonarną energią - w związku z tym, wraz z sekretarzem stanu, bym podjął się zadania nawiązania relacji z bardziej aktywnymi państwami na kontynencie.
Ronon Dex pisze: 31 maja 2024, 14:04
Tak czy inaczej... jak wyborcę czyli w tej chwili reprezentanta 1/5 głosów wyborczych - nie interesują mnie slogany, nie interesuje mnie "polityka zagraniczna" i inne "pierdoły"... interesuje mnie jak kandydaci maja zamiar zapewnić sprawne funkcjonowania Naszego Państwa w obliczu wyzwań jakie niesie działalność mikronacyjna, niestety czasem ściśle powiązana z problemami w realu jakie wszyscy mamy.
Nie ukrywam, że kandydat, który wykombinuje najlepsze i najsprawniejsze rozwiązanie zdobędzie mój głos w wyborach. Również nie ukrywam, że śledzę obecność kandydatów na forum... Prezydent może być lepszy lub gorszy, ale największe szanse ma u mnie ten co bywa codziennie i nie tylko raz dziennie. Wolę aktywnego Prezydenta niż takiego co niby jest "lepszy" (np. dla moich działań), ale bywa sporadycznie i nieregularnie.
Ja mam w 4 literach politykę... jam jest "inżynier świata" i mogę poświęcić temu wiele godzin i dni pracy (Andrzej świadkiem - wszak 10 lat działam w tej materii i przez przynajmniej 7 lat na Jego zlecenie), ale muszę mieć "gwarancje" stabilności kraju i jego rządów oraz sprawności systemu zarządzania. To jest dla mnie kluczowe...
Szereg spraw, nad którymi dyskutujemy trwa albo za długo, albo wyprzedzają właściwy moment. Tworzenie opisów jest bardzo przyjemną pracą i wymaga niekiedy poklasku od reszty, ale milczenie czasami oznacza po prostu zgodę - tak chyba jest lepiej niż pisanie w stylu niejakiego Piechoty posta "zgadzam się z XYZ" co wygląda jakby pisał bot.
Sprawa flagi czy godła (wydaje się, że to już ustalone?) nie potrzebuje także niekończącej się debaty, która może po prostu się przejeść. Co więcej, uważam, że to kwestia w ogóle nie wymagająca debaty. Nasza Deklaracja Niepodległości nie zabrania wydawania dekretów nawet teraz (i to nie zabrania nawet P.O. Prezydenta!) czego przykładem jest zarządzenie powołujące dowódcę armii, a więc da się legalnie pominąć jakieś procedury. Co więcej, w prawie występuje także zwyczaj i można by ten zwyczaj wprowadzić właśnie poprzez wydawanie dekretów, które w żaden sposób by nie naruszały D.N. Tymczasem u nas powstaje zwyczaj odwrotny - wszystko przegadamy by ostatecznie niewiele ustalić, bo pojawią się głosy polemiczne (vide: populacja). Na zasadzie dekretu można by rozstrzygnąć powstanie nowego stanu wewnątrz Arcadii - bez potrzeby debaty, a następnie jakiejś uchwały Kongresu (Art. 4 D.N. jest bardzo niejasny - nie reguluje kwestii czy to dotyczy ziem poza Arcadią czy w ramach niej, poza tym mówi już o istniejących stanach, a nie stanach nowopowstałych, co więcej rodzi się pytanie - czy nowopowstały stan nabywa ziemie? Według mnie ta kwestia prezentuje się tak, że Art. 4. D.N. mówi tylko o nabywaniu ziem poza Arcadią i to tylko w sytuacji bez zagrożenia dla granic - tu jednak powstaje pytanie jak rozumiemy zagrożenie? Czy w ramach zagrożenia, które wykreujemy narracyjnie możemy zdobyć ziemię bez zgody Kongresu?).
Nadanie czemuś opisu także nadaje temu czemuś jakąś tożsamość. Jakby nie patrzeć dalej jesteśmy tworzącym się państwem (od podpisania D.N. nie minęły jeszcze dwa miesiące!) i są to wszystkie kwestie, które nie wymagają specjalnego pośpiechu. W innym wcieleniu zanim to wszystko się wyklarowało minęło o wiele więcej czasu. Nadawanie tożsamości to kwestia nie dni, ale miesięcy.
W kwestii sukcesji - na tę chwilę nas jest 5 (może 6, tylko mój kolega, który zarejestrował konto, musi wrócić z wyjazdu) i sukcesja na linii prezydent - wiceprezydent - speaker - zastępca speakera stworzy tę linię "zbyt długą". Moją sugestią byłoby by zastępcą prezydenta był po prostu speaker, a w przypadku braku prezydenta (jak obecnie) występował organ z-cy speakera.
Nasza liczba obywateli także uniemożliwia trójpodział władzy. Co więcej w Kongresie każdy głosuje nie tylko za siebie co za klub parlamentarny. W związku z tym bym umożliwił sprawowanie funkcji jednocześnie Kongresmena i Prezydenta, a także Kongresmena i sędziego (roboczo nazwany: Sędzia Sądu Najwyższego). Należy niekiedy sprawować dwa stanowiska, byle tylko nie występowała sytuacja, że ktoś pełni wszystkie funkcje.