Po raz kolejny spotykamy się na auli wykładowej Cesarskiej Szkoły Pułkowej. Tym razem temat, który chciałbym poruszyć to przyszłość Cesarstwa Nan Di. Bowiem od dłuższego czasu nasuwa mi się myśl, ażeby zrobić coś nowego, coś innego co by wyróżniało naszą monarchię na tle innych.
Imperium Nandicum, bo tak w sposób antyczny (ażeby nie powiedzieć rzymski, czy łaciński) zaprojektowałem ten plan na następną "fazę" naszego państwa, miałby zrobić malutki przewrót w całokształcie naszego kraju. Władza w naszej monarchii byłaby w rękach dalej absolutu w postaci Cesarza, który dzieliłby władzę, uwaga! Z osobami uczonymi, które zajmowałyby najważniejsze miejsca czy to Senacie (Senatus Populusque Nandium), czy innej radzie na jej wzór.
Dostęp do ziemi? Należałby do "ziemian" czyli najniższej kasty społeczeństwa. Z biegiem i awansem społecznym ziemianie, którzy zdobywaliby wykształcenie, czy też mieli realny wpływ na rozwój nauki w Cesarstwie nie traciliby oczywiście swojego dorobku, a uzyskiwaliby kolejne przywileje. Każdy uczony, który miałby dużo do powiedzenia w państwie miałby za sobą ogrom pracy włożony w ten kraj i tworzyłby ogromne zasoby wiedzy. Tutaj można byłoby powiedzieć o Białym Chanie, który włożył ogromny wkład w Pollin jeżeli chodzi o prace naukowe, a nawet Wielki Marszałek Dex. Marszałek swoimi nie tyle co pracami, ale poszczególnymi postami dostarcza tak ogromny zasób wiedzy w dziedzinie wojskowości jakiej nie jest w stanie przekazać nikt inny, co sytuuje go najwyżej w moim odczuciu w całym Pollinie właśnie w tym zakresie.
Oczywiście wiem, że lewica w tym momencie taka jak robotnicy Czesnoradu mogą się ze mną nie zgadzać. Ale proszę zauważyć. Czy wykształcone społeczeństwo nie będzie lepszym "proletariatem" jak lubią to szanowni określać? W monarchiach szlachta, która miałaby wiele ukończonych prac byłaby także bardziej kompetentna w zakresie, w którym się kształci i mogłaby zapewniać bardzo duży że tak to kapitalistycznie nazwę zasób czy to dyplomatów, czy to innych ministrów.
Tutaj przechodzimy do społeczeństwa. Oczywiście jak w każdym społeczeństwie musi być ktoś kto znajduje się na samym szczycie. Tę rolę w Nan Di pełniłby Cesarza, a pod nim znajdowałby się ten Senat. Wybory do senatu? Wydaje mi się, że lepszą metodą na pozyskiwanie posłów byłoby jednak nie wybieranie, a każdy doktor, czy też profesor zajmowałby w nim miejsce. Co prawda nie jest to oficjalny pomysł na stopnie naukowe, ale tak bym to widział.
Społeczeństwo samo podzielone by było na obywateli - ludzie, którzy nie posiadają żadnych majątków ziemskich. Są oni zazwyczaj nowi w państwie nandyjskim, nie mają żadnych obowiązków, ani żadnych dodatkowych przywilejów.
Ziemian - ziemianie, to wszyscy "nobilitowani" obywatele, którzy posiadają majątki ziemskie. Ich dodatkowym obowiązkiem jest obecność na Landtagach, gdzie będą decydować o dalszym kształcie i rozwoju ziem w Imperium.
Uczonych - w tej grupie zawieraliby się wszyscy ludzie, którzy są wykształceni i posiadają jakiekolwiek osiągnięcia naukowe zdobyte w CESARSTWIE. Dlaczego konkretnie w Cesarstwie? Dlatego, aby uniknąć przenikania obcych obywateli, którzy mieliby większy wpływ na wygląd państwa od ziemian.
Inteligencję - tutaj nie muszę tłumaczyć, że byliby to ludzie mający najwyższe stopnie naukowe w społeczeństwie nandyjskim. Można ich podłączyć pod grupę senacką.
Cesarz - głowa państwa, strażnik który ma za zadanie utrzymywać równowagę w państwie.
Zapraszam do dyskusji, jeżeli wykład znajdzie zainteresowanie i będzie aktywnym miejscem dyskusji pokuszę się o rozszerzenie tego aktualnego o kolejne części. Może nawet ktoś wpłynie na to, aby udało nam się uformować nowy sposób rządzenia? Kto wie.